To, do czego człowiek był przyzwyczajony a to, co mu się podobało to dwie różne rzeczy. Laurent nie był fanatykiem mody, ale śledził nowinki. Badał, co się podobało, co było w trendach, spoglądał z ciekawością jak zmieniały się maniery, kiedy ta moda zdawała się trochę rozluźniać i kobiety lubiły pokazywać fragmenty swojego ciała zamiast je chować. Każdy chciał się czasem poczuć wyjątkowo, specjalnie. Pięknie. Kobiety były pod tym względem takie wrażliwe, delikatne, trudne do zaspokojenia. Potrzebowały czuć się zmysłowo i potrzebowały spojrzeń, które mówiły im, że tą zmysłowość osiągnęły. Ich umysły pracowały na zupełnie innym podłożu niż męskie, a i serca miały jakby inne - nadawały na innych falach i potem mówiło się o Wenus i Marsach. Jednak te różnice wcale nie sprawiały, że gorzej się żyło. Och nie, wręcz przeciwnie. Olivia wyglądała przepięknie w sukience, którą ubrała i w której się pokazała. Nie w wieczorowych, balowych kreacjach, w których wszystkie damy chciały błyszczeć jak brylanty, ale właśnie w tej delikatności, która absolutnie go zauraczała. Całkowicie nieświadomie trafiła w jego gust - bo Laurent wręcz uwielbiał ten krój sukienek. Były takie kobiece, a jednocześnie takie delikatne w swojej prostocie. Dla niego - przez to zupełnie zmysłowe. Nie cieszyły jego oczu wyuzdane stroje, kuse spódnice czy głębokie dekolty. Miał przez to chęć zasłaniania niewiast swoimi marynarkami - a o tą byłoby ciężko tym razem, bo w lecie zakładał je rzadziej za dnia. W końcu w Londynie potrafiło być naprawdę ciepło.
- O tym już wiem, na szczęście jeszcze nigdy nie wpadłem na pomysł, żeby przyjść w odwiedziny z kominkiem jako prezentem. - Albo proszkiem fiuu, żeby przenosić się można było. W prezencie w odwiedzinach przynosiło się kwiaty, czekoladki albo dobre wino czy szampana, a nie dziwadła. Chyba że dobrze się daną osobę znało - ale wtedy też odchodziło się od grzeczności w stylu przynoszenia prezentów, bo było oczywistym, gdzie, jak i kiedy można było na siebie liczyć. Pewne grzeczności można było odsunąć na bok, żeby cieszyć się bardziej swoim towarzystwem. Naturalniejszym, chciałoby się rzec. Choć Laurent naprawdę lubił całą tą grzecznościową otoczkę, do której, w przeciwieństwie do samej Olivii, był przyzwyczajony. Wypełniała ona jakąś normę, dawkę dziennego rytuału. - Są zaledwie ładne przy twojej urodzie, Olivio. Nie dodawaj im. - Zabrzmiał tak, jakby to było zupełnie oczywiste, a on musiał jej tą oczywistość przypominać. Szczególnie, kiedy spojrzał na nią spod pół przymkniętych powiek, z szarmanckim uśmiechem na ustach. Przekroczywszy próg domu skierował się za gospodynią, z przyjemnością zamieniając zapach kwiatów na woń domowych wypieków. Mało one były domowe, ale czego oczy nie widziały... więc na nim zrobiło fenomenalne wrażenie! Brawo, Olivio, punkt dla ciebie!
- Zaskoczyłaś mnie. Dziękuję ci ślicznie. - Wyciągnął dłonie po prezent, rzeczywiście zaskoczony. Otworzył trochę szerzej oczy, uniósł brwi. Kto tu do kogo przychodził z prezentem, co..? I przede wszystkim - z jakiej to okazji? Ale tego pytania nie zadał, bo bywało ono dla wielu osób niezręczne. Nie była konieczna okazja, żeby kogoś prezentem obdarować, chociaż raczej nie dawało się ich... ot tak. Co innego rodzina. Może zobaczyła coś w sklepie i po prostu stwierdziła, że kupi..? - Chciałabyś, żebym teraz otworzył? - To wcale nie było oczywiste, niektórzy bywali zawstydzeni, kiedy ktoś przy nich otwierał pakunki. Chociaż akurat sądził, że Olivia będzie do tego chętna - i jeszcze w jej oczach dojrzy takie pogonienie. No już, teraz, otwieraj! Bo chciałaby widzieć, czy mu się podoba. Więc otworzył. Powoli, wcale się nie śpiesząc, rozsupłując opakowanie. Zdecydowanie nie należał do tej szkoły ludzi, którzy rozdzielali papier prezentowany, żeby tylko szybciej się dobrać do zawartości. Figurka była piękna. Przecudna. Aż drgnął, robiąc duże oczy po raz drugi w ciągu paru chwil, kiedy delikatnie ujął to dzieło sztuki, żeby unieść je do światła. - Jakie piękne... - Wręcz szepnął, kiedy zachwyt poruszył jego serce. Taka drobna rzecz, a jednak... oderwał wzrok od figurki, powoli odkładając ją na stół, żeby przenieść oczy na Olivię. Taka drobna rzecz, a jednak Olivia pomyślała, żeby ją kupić. Dla niego. I to już wcześniej - więc to nie był prezent w ramach wdzięczności, że "uratował jej życie" - w cudzysłowie, bo Laurent wcale nie miał się za takiego bohatera. - Naprawdę dziękuję za to, że o mnie pomyślał. Jestem wzruszony. - To nie wyglądało również na ozdóbkę za pięć złotych. Ale skubana - trafiła bardzo. Laurent u w i e l b i a ł błyskotki. Jak smok, chociaż niewiele osób wiedziało, że selkie po prostu tak miały. Bo to, że kochał abraksany mogło być wręcz oczywiste - w końcu był Prewettem, który z nimi pracował.
- Widzę, że naprawdę nie żartowałaś z tą herbatą. Nie wiedziałem, to bardzo ciekawe. Kultura dalekiego wschodu jest bardzo bogata w tradycje, a tamtejsze dziwy kulinarne potrafią całkowicie wywrócić świat przeciętnego anglika do góry nogami. - Bardzo chętnie słuchał ciekawostek i przypowiastek, tak jak teraz z ciekawością śledził ruchy Olivii oraz przyglądał się jej zastawie. - Chciałabyś kiedyś wziąć udział w takiej ceremonii? Chyba że już brałaś?