22.11.2023, 00:01 ✶
Bukiet różowych peoni ciążył Patrickowi w ręku bardziej niż duża czekolada z Miodowego Królestwa. W chwili, w której go kupował – wydawał się całkiem naturalnym wyborem, w końcu Klubokawiarnia Nory była różowa, więc z pewnością lubiła ten kolor a peonie miały przyjemny zapach. Tylko, że zbliżając się do lokalu, zaczął się zastanawiać, czy nie nazbyt pochopnie postanowił tu przyjść. Może lepiej byłoby po prostu przesłać sowę z prezentem? Wymówić się pracą? Poświęcić jeszcze jeden dzień na myślenie? Może byłoby lepiej…
Wbrew ponurym myślom nacisnął na klamkę i wszedł do środka. Mimo początku lata Steward miał na sobie ciemny sweter, spod którego wystawały mankiety i kołnierzyk niebieskiej koszuli. Rozejrzał się po przystrojonym wnętrzu, uniósł rękę by machnąć nią w powitaniu Brennie i Erikowi, kiwnął głową Laurentowi a potem popatrzył na solenizantkę i zbierających się wokół niej ludzi.
Ciągle był Zimny. I ciągle miał opory przed przypadkowym stykaniem się z innymi ludźmi. Niby zdawał sobie sprawę, że spora część już wiedziała o jego stanie (dużo większa niż by wolał), ale nadal czuł się z własną odmiennością nieszczególnie komfortowo. Czekając aż obok Nory zrobi się trochę luźniej, spojrzał w stronę wspinającego się po firance kota.
- To nie za dobry pomysł, Biała Księżniczko – rzucił w jego stronę. Nie miał zielonego pojęcia, jak zwierzę miało na imię, ale – może trochę na wyrost - założył, że skoro było tutaj to należało do panny Figg, a skoro należało do panny Figg to z pewnością było jednym z tych niezwykłych kotów Figgów. – Jak już uporasz się ze wspinaczką, mam dla ciebie bukiecik kocimiętki.
Posłał Lady przyjazne spojrzenie, a potem ruszył wreszcie w stronę Nory.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – powiedział, podchodząc do niej. Nie rzucał się do całowania jej w policzki – był w końcu zimny, to nic przyjemnego całować kogoś, dotyk skóry kogo przypomina trupa. – Proszę – wyciągnął w jej stronę bukiet peonii. A potem sięgnął do kieszeni i wyciągnął białą kopertę i ją też wręczył Norze. – W środku są dwa bilety do Gabinetu Luster. Ważne do końca roku. Pomyślałem, że może będziesz chciała się tam wybrać – Mało kreatywne, biorąc pod uwagę z jakiej rodziny pochodził. – Mam jeszcze czekoladę dla Mabel. I bukiecik kocimiętki dla twojego kota.
Patrick pozostawał błogo nieświadomy dramaturgii wydarzeń, które rozegrały się na Perle Morza. Na widok śladów po łzach na twarzy Nory, zmarszczył brwi, nie do końca przekonany czy to była kwestia wzruszenia otrzymywanymi życzeniami, czy też stało się coś niedobrego. A potem jego wzrok jeszcze raz padł na Brennę i Erika. Westchnął.
Byli tutaj. Stali. Przyszli na urodziny.
- Ciężko było. – niby stwierdził, ale może przez spojrzenie, zabrzmiało to jak pytanie.
Wbrew ponurym myślom nacisnął na klamkę i wszedł do środka. Mimo początku lata Steward miał na sobie ciemny sweter, spod którego wystawały mankiety i kołnierzyk niebieskiej koszuli. Rozejrzał się po przystrojonym wnętrzu, uniósł rękę by machnąć nią w powitaniu Brennie i Erikowi, kiwnął głową Laurentowi a potem popatrzył na solenizantkę i zbierających się wokół niej ludzi.
Ciągle był Zimny. I ciągle miał opory przed przypadkowym stykaniem się z innymi ludźmi. Niby zdawał sobie sprawę, że spora część już wiedziała o jego stanie (dużo większa niż by wolał), ale nadal czuł się z własną odmiennością nieszczególnie komfortowo. Czekając aż obok Nory zrobi się trochę luźniej, spojrzał w stronę wspinającego się po firance kota.
- To nie za dobry pomysł, Biała Księżniczko – rzucił w jego stronę. Nie miał zielonego pojęcia, jak zwierzę miało na imię, ale – może trochę na wyrost - założył, że skoro było tutaj to należało do panny Figg, a skoro należało do panny Figg to z pewnością było jednym z tych niezwykłych kotów Figgów. – Jak już uporasz się ze wspinaczką, mam dla ciebie bukiecik kocimiętki.
Posłał Lady przyjazne spojrzenie, a potem ruszył wreszcie w stronę Nory.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – powiedział, podchodząc do niej. Nie rzucał się do całowania jej w policzki – był w końcu zimny, to nic przyjemnego całować kogoś, dotyk skóry kogo przypomina trupa. – Proszę – wyciągnął w jej stronę bukiet peonii. A potem sięgnął do kieszeni i wyciągnął białą kopertę i ją też wręczył Norze. – W środku są dwa bilety do Gabinetu Luster. Ważne do końca roku. Pomyślałem, że może będziesz chciała się tam wybrać – Mało kreatywne, biorąc pod uwagę z jakiej rodziny pochodził. – Mam jeszcze czekoladę dla Mabel. I bukiecik kocimiętki dla twojego kota.
Patrick pozostawał błogo nieświadomy dramaturgii wydarzeń, które rozegrały się na Perle Morza. Na widok śladów po łzach na twarzy Nory, zmarszczył brwi, nie do końca przekonany czy to była kwestia wzruszenia otrzymywanymi życzeniami, czy też stało się coś niedobrego. A potem jego wzrok jeszcze raz padł na Brennę i Erika. Westchnął.
Byli tutaj. Stali. Przyszli na urodziny.
- Ciężko było. – niby stwierdził, ale może przez spojrzenie, zabrzmiało to jak pytanie.