Hałasy na piętrze były niepokojące. A tym bardziej, kiedy Tristan usłyszał krzyk matki. Zebrała w nim złość i chęć udać się pomóc rodzicom. Jednakże mimo podejmowanych prób zatrzymania sprawców włamania do jego domu i nie udzielania odpowiedzi na jego pytanie, nie mógł dostać się na piętro. Uniemożliwiali mu to. Jak na młodego Aurora, Ward był bardzo zwinny, szybko reagował oraz unikał. Dawał radę tym dwoje. Ale było ich więcej. Trzech. Miał potwierdzone, kiedy pojawił się na schodach, zwracając do niego po nazwisku. "Ten głos… Brzmi dziwnie znajomo…" - pomyślał, nie mogąc go na chwilę obecną do nikogo przypasować. Widok matki w opłakanym stanie, która błagała o zaprzestanie, ruszyło go. Z przemowy trzeciego zamaskowanego czarodzieja zrozumiał, iż chodziło im o niego. Tristan zawahał się. Było ich trzech. Jego rodzice zostali zakładnikami. Tristan zacisnął zęby z gniewu, bezsilności marszcząc brwi. Celując różdżką w tego, który miał jego matkę (Macmillan). Z kolei Ci dwoje, celowali w niego. Nie miał szans.
- Poddam się, ale oszczędźcie moich rodziców. Nie róbcie im krzywdy.Grał na czas. Mając nadzieję, że ktoś zauważył rozwalone drzwi w jego domu i zgłosi odpowiednim osobom, że coś tu się dzieje. On sam w tej chwili nie miał jak tego dokonać, a umiejętności Fali nie udało mu się jeszcze opanować. Wiedzieliby, gdzie się udać. Opuścił powoli różdżkę, zdając sobie sprawę z przegranej w tym momencie. Nie oddał jej jednak. Nie zdążył, gdyż, jeden ze śmierciożerców (Mulciber) okazał się być bardziej niecierpliwy. Tristan czekał na zapewnienie, gdy drugi z nich (Lestrange) oczekiwał oddania różdżki, mając wyciągniętą dłoń. Rzucone nagle zaklęcie cięcia, uniemożliwiło Tristanowi skoncentrowanie się, przez co nie udało mu się go odpowiednio uniknąć czaru i go odbić. Młody auror skrzywił się lekko na odczucie bólu w przedramieniu, automatycznie łapiąc się za ranę. Różdżka wypadła mu z dłoni i została szybko pochwycona zaklęciem przez jednego z śmierciożerców. Teraz nie miał jak się bronić. Mógł tylko czekać na swój koniec. I wyglądało na to, że nie zamierzali odpuścić jego rodzicom.
- Nie wystarczę Wam ja?
Rzucił w ich stronę. Jakby gotów był poświęcić się za niewinne osoby. Chciał zrobić wszystko, aby ratować ojca i matkę. Właśnie, ojciec. Było wcześniej słychać huk, jakby ciało upadło. Czy żył? Skoro szli po niego, czy to znaczyło, że tak?
W zależności od rozwoju sytuacji, jeżeli Tristan został zmuszony przejść do salonu, zrobił to, trzymając się za ranę. Wewnętrznie czuł się fatalnie. Ogarniał go strach o życie rodziców niż własne. Bezsilność, bezradność. Analizował sytuację, czy było tu coś, co mógł zrobić, aby ich załatwić. Pogrzebacze przy kominku. Jakaś tarcza rycerska pełniąca ozdobę na ścianie, stary relikt dziadka. Kilka rzeźbionych figurek zwierzęcych. Parę metalowych dekoracji. W trakcie tej drogi do salonu, nie robił nic podejrzanego.