22.11.2023, 10:24 ✶
Olivia zmarszczyła brwi, wpatrując się najpierw w twarz Tristana, a potem przenosząc wzrok na jego dłonie, które wypuściła w chwili, gdy tylko poczuła, że chce jej coś powiedzieć. Nauczyła się dostrzegać drobne spięcia mięśni, gdy chciał unieść dłonie, by zamigać. Znali się przeszło rok, a ona lubiła obserwować ludzi i uczyć się ich mowy ciała. Każdy miał inną, inaczej reagował na pewne rzeczy. To było piękne - że każdy miał swój sposób bycia, nawet oddychania.
Zrozumiała niewiele. Kawa, prośba, odwiedzić i czy chce mu towarzyszyć. Chwilę układała sobie nie tak oczywisty szyk zdania w głowie, bo przecież język migowy pod względem gramatyki był kompletnie inny, niż język którym posługiwała się na co dzień.
- Oczywiście, przecież wiesz że za tobą pójdę wszędzie - powiedziała, rozciągając usta w szerokim uśmiechu. Czy to było tylko powiedzenie, czy mówiła to na poważnie - ciężko było wyczuć. Olivia miała dziwną, czasem denerwującą manierę, obracania wielu sytuacji w żart. Żeby tylko nie pokazać swoich słabości. Nie lubiła być słaba, a taka była. Słaba i wrażliwa, wiec podobnie jak Tristan zakładała metaforyczną maskę, którą w jej przypadku były dobry humor i cały rząd niedopowiedzeń w postaci żartów. Odwróciła się i zamknęła sklep, jeszcze tylko machnęła różdżką, żeby wszystkie zamki na pewno spełniły swoje zadanie, a potem schowała ją i założyła kurtkę. Miała na sobie zwykły t-shirt dopasowany w talii z niewielkim dekoltem, bez żadnych nadruków, w ciemnogranatowym kolorze i z krótkim rękawem. Bez kurtki by zmarzła, mimo że był czerwiec. Mimo iż miała długie spodnie i zakryte buty, to wiatr dość szybko by ją przewiał. Kurtka była wysłużona, ale miała dużo kieszeni. Sięgnęła do jednej z nich i wyciągnęła paczkę papierosów oraz mugolską zapalniczkę. - Wybacz, zdenerwował mnie ten typ. Nienawidzę siedzieć na sklepie, ale to jedyne na co mi pozwalają od mojego pobytu w szpitalu. Kiedyś wysyłali mnie do Szkocji po składniki, nawet do New Forest, ale teraz mogę o tym pomarzyć.
Gdy mogła, starała się unikać wspominania o rodzicach przy Tristanie. Wiedziała, że to było dla niego bolesne a ona nie chciała rozdrapywać jego ran, jeszcze zbyt świeżych. Często mówiła więc o nich bezosobowo, a nawet starała się na nich nie narzekać zbytnio. Od tego miała Avelinę, nie Tristana. Co go by zresztą interesowało to, że rano znowu dostała wykład na temat tego, gdzie wychodzi i z kim, a tak w ogóle to zegar tyka i już powinna szukać sobie męża i być w ciąży, bo oni jej nie będą wiecznie chronić.
Wiedziała, że chcieli dla niej dobrze, ale ograniczali ją. To Olivię denerwowało, ceniła sobie wolność i mimo iż ją miała, to takie zrzędzenie nad uchem dawało odwrotny skutek. Nie uważała, by nadawała się na matkę, zwłaszcza po tym, co stało się kilka lat temu. Rodzice zdawali się o tym nie pamiętać, ale wiedziała że to nie była prawda. Z irytacją zaciągnęła się gryzącym dymem, pozwalając by wtłoczył się w płuca. Będzie musiała kiedyś rzucić, ale nie teraz. Nie była jeszcze gotowa.
- Dokąd idziemy?
Zrozumiała niewiele. Kawa, prośba, odwiedzić i czy chce mu towarzyszyć. Chwilę układała sobie nie tak oczywisty szyk zdania w głowie, bo przecież język migowy pod względem gramatyki był kompletnie inny, niż język którym posługiwała się na co dzień.
- Oczywiście, przecież wiesz że za tobą pójdę wszędzie - powiedziała, rozciągając usta w szerokim uśmiechu. Czy to było tylko powiedzenie, czy mówiła to na poważnie - ciężko było wyczuć. Olivia miała dziwną, czasem denerwującą manierę, obracania wielu sytuacji w żart. Żeby tylko nie pokazać swoich słabości. Nie lubiła być słaba, a taka była. Słaba i wrażliwa, wiec podobnie jak Tristan zakładała metaforyczną maskę, którą w jej przypadku były dobry humor i cały rząd niedopowiedzeń w postaci żartów. Odwróciła się i zamknęła sklep, jeszcze tylko machnęła różdżką, żeby wszystkie zamki na pewno spełniły swoje zadanie, a potem schowała ją i założyła kurtkę. Miała na sobie zwykły t-shirt dopasowany w talii z niewielkim dekoltem, bez żadnych nadruków, w ciemnogranatowym kolorze i z krótkim rękawem. Bez kurtki by zmarzła, mimo że był czerwiec. Mimo iż miała długie spodnie i zakryte buty, to wiatr dość szybko by ją przewiał. Kurtka była wysłużona, ale miała dużo kieszeni. Sięgnęła do jednej z nich i wyciągnęła paczkę papierosów oraz mugolską zapalniczkę. - Wybacz, zdenerwował mnie ten typ. Nienawidzę siedzieć na sklepie, ale to jedyne na co mi pozwalają od mojego pobytu w szpitalu. Kiedyś wysyłali mnie do Szkocji po składniki, nawet do New Forest, ale teraz mogę o tym pomarzyć.
Gdy mogła, starała się unikać wspominania o rodzicach przy Tristanie. Wiedziała, że to było dla niego bolesne a ona nie chciała rozdrapywać jego ran, jeszcze zbyt świeżych. Często mówiła więc o nich bezosobowo, a nawet starała się na nich nie narzekać zbytnio. Od tego miała Avelinę, nie Tristana. Co go by zresztą interesowało to, że rano znowu dostała wykład na temat tego, gdzie wychodzi i z kim, a tak w ogóle to zegar tyka i już powinna szukać sobie męża i być w ciąży, bo oni jej nie będą wiecznie chronić.
Wiedziała, że chcieli dla niej dobrze, ale ograniczali ją. To Olivię denerwowało, ceniła sobie wolność i mimo iż ją miała, to takie zrzędzenie nad uchem dawało odwrotny skutek. Nie uważała, by nadawała się na matkę, zwłaszcza po tym, co stało się kilka lat temu. Rodzice zdawali się o tym nie pamiętać, ale wiedziała że to nie była prawda. Z irytacją zaciągnęła się gryzącym dymem, pozwalając by wtłoczył się w płuca. Będzie musiała kiedyś rzucić, ale nie teraz. Nie była jeszcze gotowa.
- Dokąd idziemy?