22.11.2023, 12:11 ✶
- Dlaczego nie? Podobno smakuje jak kurczak. Ale raczej wyobrażałam sobie, jak próbujesz je łapać i skręcać im karki. Są rasy psów, które specjalnie się do tego tresuje.
Brennie zdarzało się jako wilk kogoś ugryźć. Paskudny posmak w ustach pozostawał potem i po przemianie. Chociaż dotąd nie złapała w ten sposób ani jednego szczura.
Rejestry były czymś, o czym Brenna myślała nieustannie, zwłaszcza od ucieczki Catherine i śmierci Jasona. Wiedziała - czy raczej spodziewała się - że Ministerstwo jest zinfiltrowane już wcześniej. Samym rdzeniem szeregów śmierciożerców przecież byli czarodzieje czystej krwi, często zapewne bogaci i uprzywilejowani. A w Ministerstwie gros najważniejszych stanowisk zajmowali właśnie ci co bardziej wpływowi czarodzieje z czystokrwistych rodzin. Jeżeli zaś nawet nie pracowali w departamentach, to pracownicy zabiegali o ich przychylność i dotacje.
Co innego jednak wiedzieć, a co innego doświadczyć skutków.
Przeczuwała, że z czasem przyjdzie im działać coraz bardziej skrycie. I mogła tylko się modlić, aby istnienie Zakonu jak najdłużej nie wyszło na jaw, bo Voldemort ogłosi sezon polowania na zwolenników Dumbledore'a, a wtedy będą zbyt zajęci obroną samych siebie, by móc cokolwiek zdziałać.
- Tak, tak. Wszystko w porządku - zapewniła parę sekund po pytaniu Mavelle, gdy przestała mieć wrażenie, że ten obraz, który jak zawsze sądziła, zostanie z nią na zawsze, już nie umknie. Uniosła dłoń i przesunęła palcami po skroni. Do licha, jakie to było idiotyczne. Czy Mav czuła się podobnie, gdy wracały wspomnienia wuja...? Nie, niemożliwe, przecież Brenna po prostu przypomniała sobie coś, o czym... jakimś cudem zapomniała. Jak mogła wyprzeć z pamięci śmierć babki Longbottom?
To naprawdę nie miało żadnego sensu.
- Ten zachód słońca o czymś mi przypomniał - powiedziała po prostu, odsuwając się od okna i starając się nie pozwolić sobie na poddanie się emocjom, które towarzyszyły temu dawnemu wspomnieniu. - A co do ścian, mówiąc szczerze, nie myślałam o tym dotąd. Zakładałam, że je po prostu odmaluję. Masz jakiś pomysł?
Brennie zdarzało się jako wilk kogoś ugryźć. Paskudny posmak w ustach pozostawał potem i po przemianie. Chociaż dotąd nie złapała w ten sposób ani jednego szczura.
Rejestry były czymś, o czym Brenna myślała nieustannie, zwłaszcza od ucieczki Catherine i śmierci Jasona. Wiedziała - czy raczej spodziewała się - że Ministerstwo jest zinfiltrowane już wcześniej. Samym rdzeniem szeregów śmierciożerców przecież byli czarodzieje czystej krwi, często zapewne bogaci i uprzywilejowani. A w Ministerstwie gros najważniejszych stanowisk zajmowali właśnie ci co bardziej wpływowi czarodzieje z czystokrwistych rodzin. Jeżeli zaś nawet nie pracowali w departamentach, to pracownicy zabiegali o ich przychylność i dotacje.
Co innego jednak wiedzieć, a co innego doświadczyć skutków.
Przeczuwała, że z czasem przyjdzie im działać coraz bardziej skrycie. I mogła tylko się modlić, aby istnienie Zakonu jak najdłużej nie wyszło na jaw, bo Voldemort ogłosi sezon polowania na zwolenników Dumbledore'a, a wtedy będą zbyt zajęci obroną samych siebie, by móc cokolwiek zdziałać.
- Tak, tak. Wszystko w porządku - zapewniła parę sekund po pytaniu Mavelle, gdy przestała mieć wrażenie, że ten obraz, który jak zawsze sądziła, zostanie z nią na zawsze, już nie umknie. Uniosła dłoń i przesunęła palcami po skroni. Do licha, jakie to było idiotyczne. Czy Mav czuła się podobnie, gdy wracały wspomnienia wuja...? Nie, niemożliwe, przecież Brenna po prostu przypomniała sobie coś, o czym... jakimś cudem zapomniała. Jak mogła wyprzeć z pamięci śmierć babki Longbottom?
To naprawdę nie miało żadnego sensu.
- Ten zachód słońca o czymś mi przypomniał - powiedziała po prostu, odsuwając się od okna i starając się nie pozwolić sobie na poddanie się emocjom, które towarzyszyły temu dawnemu wspomnieniu. - A co do ścian, mówiąc szczerze, nie myślałam o tym dotąd. Zakładałam, że je po prostu odmaluję. Masz jakiś pomysł?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.