25.11.2023, 01:29 ✶
- Nie, dobrze powiedziałem - odpowiedział jej ze stoickim spokojem, przecież powiedzenie nie było jedno i uniwersalne, prawda? Każdy mógł mieć swoje. Się uczepiła, tak specjalnie czy coś ją ugryzło?
Biorąc pod uwagę to wszystko co przeczytał - cóż, nie miał pojęcia co o tym wszystkim myślec. Jakiś nawiedzony czarodziej myślący, ze zdoła wszystkich przekonać do swojej woli. Chociaż zapewne nie było to takie trudne. Zamyślił się, wystarczyło mieć grupę popleczników i solidny plan, przecież to nie bunt uczniaków w szkole, tak rodziły się w przeszłości rewolucje. No może nie dokładnie tak, ale wystarczy bierność społeczeństwa i władz, a wtedy wszystko jest możliwe.
Westchnął i popatrzył uważnie na Olivie, aż się uśmiechnął zaczepnie.
- Czyżbyś się o mnie martwiła? - zasugerował ale zaraz kontynuował. - Poradzę sobie, ale dzięki za troskę. Nie jestem ich głównym celem - po prawdzie nie wiedział jeszcze co o tym wszystkim myśleć. Czy był zaskoczony? Nie mógł powiedzieć, dobrze pamiętał jeszcze ze szkoły, że niektóre rodziny uznawały się za lepsze od innych bo mieli czystą krew, zupełnie jakby to co płynęło w twoich żyłach determinowało czy jesteś lepszy od innych. Czuł się w miarę bezpieczny, biorąc pod uwagę fakt, że był również czystej krwi i nie posiadał ogromnego majątku. I właśnie wtedy na jego twarzy objawił się szok - ciekawe jak dużo osób pomyślało w ten sam sposób. Ilu czarodziejów potraktowało to jak kolejną wiadomość, którą nie warto zaprzątać sobie głowę, w końcu ich to nie dotyczy.
- Fascynujące - mruknął pod nosem i potrząsnął głową. - Kogo? Tego uzurpatora? Myślę, że to będzie nierówna walka i nie złapią go tak szybko i ile w ogóle - nie był zbyt obiektywny co do biura autorów, ale to dlatego, że po ukończeniu Hogwartu nie udało m się dostać do Brygady Uderzeniowej. - Ale chyba rozmawianie o tym na ulicy, nie jest zbyt dobrym pomysłem - dodał po chwili refleksji, tak naprawdę nigdy nie wiedzieli czy im się ktoś nie przysłuchuje i jak jest nastawiony do tej całej sprawy. Ahh, czy to tak zaczyna się bycie paranoikiem?
Biorąc pod uwagę to wszystko co przeczytał - cóż, nie miał pojęcia co o tym wszystkim myślec. Jakiś nawiedzony czarodziej myślący, ze zdoła wszystkich przekonać do swojej woli. Chociaż zapewne nie było to takie trudne. Zamyślił się, wystarczyło mieć grupę popleczników i solidny plan, przecież to nie bunt uczniaków w szkole, tak rodziły się w przeszłości rewolucje. No może nie dokładnie tak, ale wystarczy bierność społeczeństwa i władz, a wtedy wszystko jest możliwe.
Westchnął i popatrzył uważnie na Olivie, aż się uśmiechnął zaczepnie.
- Czyżbyś się o mnie martwiła? - zasugerował ale zaraz kontynuował. - Poradzę sobie, ale dzięki za troskę. Nie jestem ich głównym celem - po prawdzie nie wiedział jeszcze co o tym wszystkim myśleć. Czy był zaskoczony? Nie mógł powiedzieć, dobrze pamiętał jeszcze ze szkoły, że niektóre rodziny uznawały się za lepsze od innych bo mieli czystą krew, zupełnie jakby to co płynęło w twoich żyłach determinowało czy jesteś lepszy od innych. Czuł się w miarę bezpieczny, biorąc pod uwagę fakt, że był również czystej krwi i nie posiadał ogromnego majątku. I właśnie wtedy na jego twarzy objawił się szok - ciekawe jak dużo osób pomyślało w ten sam sposób. Ilu czarodziejów potraktowało to jak kolejną wiadomość, którą nie warto zaprzątać sobie głowę, w końcu ich to nie dotyczy.
- Fascynujące - mruknął pod nosem i potrząsnął głową. - Kogo? Tego uzurpatora? Myślę, że to będzie nierówna walka i nie złapią go tak szybko i ile w ogóle - nie był zbyt obiektywny co do biura autorów, ale to dlatego, że po ukończeniu Hogwartu nie udało m się dostać do Brygady Uderzeniowej. - Ale chyba rozmawianie o tym na ulicy, nie jest zbyt dobrym pomysłem - dodał po chwili refleksji, tak naprawdę nigdy nie wiedzieli czy im się ktoś nie przysłuchuje i jak jest nastawiony do tej całej sprawy. Ahh, czy to tak zaczyna się bycie paranoikiem?