22.11.2023, 13:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.12.2023, 20:56 przez Brenna Longbottom.)
Powinny iść spać, bo obie były zmęczone - skoro świt świstoklik do Szwecji, spotkanie ze specjalistą, które przyniosło równie wiele odpowiedzi, co kolejnych pytań i jeszcze więcej zamętu, przechadzka po szwedzkich klifach i zakupy gdzieś w centrum Sztokholmu, a wreszcie kolejny przerzut tutaj. Jutro zaś miały teleportować się stąd nad kanał, by wsiąść na prom i dotrzeć do Anglii.
Ale kto o zdrowych zmysłach by spał, skoro trafił do Paryża i miał na zwiedzenie zaledwie noc, a potem kilka porannych godzin na zakupy w paryskich sklepach?
- Och, makaroniki. W porządku, to brzmi doskonale. Jeśli jakaś cukiernia będzie jeszcze czynna, kupię ich tonę. Jeżeli nie... no to rano kupię tonę - zdecydowała Brenna. "Makaroniki" i "ser" brzmiały całkiem nieźle. - Dlaczego miałaby leżeć w szafie? Pamiętasz, że w sierpniu moi rodzice mają trzydziestą piątą rocznicę ślubu? Mama dostałaby zawału, gdybyśmy przyszły w spodniach. Pisałam wprawdzie do Jane w tej sprawie, ale jest chyba zajęta... Możemy się rozejrzeć, czy coś wpadnie nam w oko...
Brenna zwróciła wzrok ku kuzynce i zmierzyła ją uważnym, trochę krytycznym spojrzeniem.
- Hm, trzeba będzie zobaczyć, jaki kolor będzie pasował. Póki byłaś brunetką, stawiałam na biel albo czerwień, ale teraz może najlepsza będzie czerń - stwierdziła z namysłem. Można by pomyśleć, że Brenna, biegająca po Dolinie w porwanych spodniach i rozczochranych włosach, nie posiada ani za grosz stylu czy zmysłu estetycznego. W istocie była jednak nieodrodną córką Potterówny. Umiała dobrać własne ubranie do okazji i efektu, jaki chciała wywrzeć - inna sprawa, że właściwie nigdy nie był to efekt "patrzcie na mnie" - i całkiem nieźle radziła sobie z wybieraniem strojów także dla innych. Tyle że jeszcze nie przywykła w pełni do nowej aparycji Mavelle i musiała zastanowić się, jakie barwy najlepiej będą komponowały się z blond fryzurą.
- Jeśli dobrze czytam tę mapę, to rzeka faktycznie jest Sekwaną, a my musimy skręcić w tę ulicę, a potem w kolejną uliczkę... - oświadczyła, ruszając w ulicę. Gdzieś daleko przetoczył się grzmot, coraz więcej kropli deszczu uderzało o ziemię. Pozostawienie rzeczy w hotelu, by móc wędrować swobodnie z parasolem, stawało się coraz bardziej kuszące.
- Co do perfum, ty możesz, mnie Potterowie nigdy nie wybaczą, jeśli ich zdradzę... - oświadczyła, skręcając w ciemną, boczną uliczkę, którą powinny wyjść ku ulicy, przy której znajdował się ich hotel. A kiedy usłyszała za plecami kroki, zniżyła głos i przechyliła głowę ku kuzynce. - Mav? Ktoś chyba za nami idzie.
Widziała ich w chwili, gdy skręciły w ulicę, i wtedy nawet komuś z rodzącą się paranoją nie przyszło do głowy, żeby się tym niepokoić. Ale już to, że teraz też skręcili za nimi w ten zaułek i przyspieszyli... to już było niepokojące.
W nozdrza Mavelle uderzył zapach trzech osób.
Ale kto o zdrowych zmysłach by spał, skoro trafił do Paryża i miał na zwiedzenie zaledwie noc, a potem kilka porannych godzin na zakupy w paryskich sklepach?
- Och, makaroniki. W porządku, to brzmi doskonale. Jeśli jakaś cukiernia będzie jeszcze czynna, kupię ich tonę. Jeżeli nie... no to rano kupię tonę - zdecydowała Brenna. "Makaroniki" i "ser" brzmiały całkiem nieźle. - Dlaczego miałaby leżeć w szafie? Pamiętasz, że w sierpniu moi rodzice mają trzydziestą piątą rocznicę ślubu? Mama dostałaby zawału, gdybyśmy przyszły w spodniach. Pisałam wprawdzie do Jane w tej sprawie, ale jest chyba zajęta... Możemy się rozejrzeć, czy coś wpadnie nam w oko...
Brenna zwróciła wzrok ku kuzynce i zmierzyła ją uważnym, trochę krytycznym spojrzeniem.
- Hm, trzeba będzie zobaczyć, jaki kolor będzie pasował. Póki byłaś brunetką, stawiałam na biel albo czerwień, ale teraz może najlepsza będzie czerń - stwierdziła z namysłem. Można by pomyśleć, że Brenna, biegająca po Dolinie w porwanych spodniach i rozczochranych włosach, nie posiada ani za grosz stylu czy zmysłu estetycznego. W istocie była jednak nieodrodną córką Potterówny. Umiała dobrać własne ubranie do okazji i efektu, jaki chciała wywrzeć - inna sprawa, że właściwie nigdy nie był to efekt "patrzcie na mnie" - i całkiem nieźle radziła sobie z wybieraniem strojów także dla innych. Tyle że jeszcze nie przywykła w pełni do nowej aparycji Mavelle i musiała zastanowić się, jakie barwy najlepiej będą komponowały się z blond fryzurą.
- Jeśli dobrze czytam tę mapę, to rzeka faktycznie jest Sekwaną, a my musimy skręcić w tę ulicę, a potem w kolejną uliczkę... - oświadczyła, ruszając w ulicę. Gdzieś daleko przetoczył się grzmot, coraz więcej kropli deszczu uderzało o ziemię. Pozostawienie rzeczy w hotelu, by móc wędrować swobodnie z parasolem, stawało się coraz bardziej kuszące.
- Co do perfum, ty możesz, mnie Potterowie nigdy nie wybaczą, jeśli ich zdradzę... - oświadczyła, skręcając w ciemną, boczną uliczkę, którą powinny wyjść ku ulicy, przy której znajdował się ich hotel. A kiedy usłyszała za plecami kroki, zniżyła głos i przechyliła głowę ku kuzynce. - Mav? Ktoś chyba za nami idzie.
Widziała ich w chwili, gdy skręciły w ulicę, i wtedy nawet komuś z rodzącą się paranoją nie przyszło do głowy, żeby się tym niepokoić. Ale już to, że teraz też skręcili za nimi w ten zaułek i przyspieszyli... to już było niepokojące.
W nozdrza Mavelle uderzył zapach trzech osób.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.