22.11.2023, 19:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.11.2023, 20:41 przez Alexander Mulciber.)
Bezwładne ciało ojca Tristana, lewitujące do tej pory w powietrzu, głucho zwaliło się na fotel, kiedy Alexander cofnął zaklęcie paraliżujące, a nałożył zamiast tego na mężczyznę niewidzialne więzy, które unieruchomiły go na tym konkretnie meblu, który wskazał mu Murtagh. Przyjaciel był niczym mistrz szatańskiej ceremonii, tylko pozornie zblazowany; tak naprawdę sprawował nad wszystkim dookoła doskonałą kontrolę. To dlatego Mulciber pozwalał sobie z kolei na jej utratę.
Głowę rodziny zamierzał zostawić Macmillanowi na pożarcie. Zamiast tego przesunął się w stronę matki Warda. Niespiesznie. Kątem oka tylko zerknął na Tristana, którego pilnował Lestrange – chciał już zacisnąć palce na szyi tej mugolskiej kurwy… – ale po chwili zmuszony był spojrzeć znów – nawet nie dlatego, że Murtagh zaczął swoją oratorską pokazówkę – po prostu trzecie oko Alexandra, które nie mrugało już od jakiegoś czasu, mimowolnie wychwyciło kłębiące się wokół wszystkich nici powiązań, które zazwyczaj miały postać rzygogennej feerii barw; te jednak, były doskonale monochromatyczne. Uśmiechnął się pod maską.
Podobała mu się intensywność nienawiści, nie, pogardy, i to bezbrzeżnej pogardy, której czarne nici tryskały jak czarne złoto z amerykańskich rafinerii od dumnej postaci młodego Lestrange’a, osnuwając niespiesznie, acz nieodwołalnie Śmierciożercę i tkwiącą w jego morderczym uścisku ofiarę – Tristana Warda – jakby od niechcenia rozpleniając się też dalej… Konkretnie w stronę dwójki mugoli, którzy zdani byli teraz na ich łaskę i niełaskę.
Przeciął jedną z tych niewidzialnych dla innych nici, kiedy przykląkł przed fotelem, w którym siedziała mugolka. Pokręcił głową, zwracając twarz w stronę Murtagha, dopóki konwulsje nie ustąpiły. Kobieta była teraz zbyt przerażona, by poruszyć nawet małym palcem – tylko jej klatka piersiowa unosiła się i opadała w hiperwentylacji. Wydawała się świadoma, choć w szoku – nic dziwnego, jeszcze przed chwilą słyszał jej przeraźliwe krzyki. Axel wiedział, że Murtagh najbardziej lubi bawić się meandrami pamięci swoich ofiar – przechadzał się pośród subtelnych struktur myśli jak duch, którego jedynym celem na tej ziemi było nawiedzać, i, jak przystało na upiora, straszył – upiorna była to rozrywka; upiorna była też twarz Macmillana, kiedy oddawał się tej mrocznej sztuce, oczywiście, kiedy nie skrywała jej maska; a jednak, pasowało do niego to szaleństwo. Może dlatego byli przyjaciółmi.
Szalenie fascynował go talent Murtagha; kiedyś zaoferował mu nawet uprzejmie, żeby poeksperymentował także i na jego własnej głowie – Mulciber zawsze był głodny wiedzy, i nigdy nie wahał się testować swoich granic, był zresztą zmotywowany, by w przyszłości zacząć zgłębiać tajniki oklumencji – dopóki Macmillan nie stwierdził, że skoro głowa boli go już od samego przebywania z Alexem w jednym pokoju, to po wizycie w jego zjebanym umyśle będzie musiał się przewlekle leczyć na migrenę.
Czuł mrowienie magii na opuszkach palców – a może to kobieta drżała tak pod jego dotykiem? – kiedy uspokajającym gestem ujął jej drobną dłoń, i delikatnie pomógł jej odgarnąć włosy z twarzy. Miała spanikowane spojrzenie zaszczutego zwierzęcia... Chociaż Alex akurat lubił zwierzęta, czego nie można było powiedzieć o mugolach. Reagowała teraz podobnie jak one, zbyt przerażona machinacjami Macmillana, by odrzucić nędzny ochłap dobroci.
Mulciber musiał przyznać, że obserwowanie destrukcji umysłu człowieka, kiedy Murtagh torturował delikwenta jego własnymi koszmarami było świetną rozrywką, zwłaszcza kiedy finalnie łamał czyjś umysł. Wtedy znikała świadomość – zostawało tylko wyjące z bólu zwierzę. Te artystyczne popisy to była niemal sztuka – ale, niestety, Axel ze sztuki to najbardziej lubił sztuki walki (choć był też fanem czystego brutalizmu). Podniecało go, kiedy ludzie byli świadomi pełni swojego upodlenia, i tylko balansowali na cienkiej granicy między normalnością i szaleństwem; kiedy sam tylko ból spychał ich na skraj, i nie było już odwrotu.
Mugolka jęknęła nagle bojaźliwie. Widocznie nie była na tyle głupia, by nie rozumieć groźby kryjącej się w eleganckich słówkach Murtagha; a może to widok syna, którego teraz w żelaznym uścisku trzymał Lestrange, tak ją poruszył? Zdzielił ją w twarz na odlew, zanim zdążyła całkiem zepsuć Macmillanowi i Lestrange’owi ich piękny występ.
– Cśś, nie przerywaj – jego głos był miły, łagodny – i może to właśnie ten kontrast spowodował, że mugolka rzeczywiście zamknęła mordę. Teraz była kolej Tristana, aby mówić. – Nie powinna przeszkadzać synowi w jego ostatnich słowach, mignęła mu w głowie myśl, którą sam się zdziwił. Przebłysk, niczym w wizji. Ale na razie była zbyt… Dwuznaczna. Ale to bez znaczenia.
– Żaden czarodziej nie wyszedłby z łona mugolskiej kurwy – odezwał się cicho, ale dobitnie, z perwersyjną satysfakcją, a jego głos zabarwiła złowieszcza nuta.
Głowę rodziny zamierzał zostawić Macmillanowi na pożarcie. Zamiast tego przesunął się w stronę matki Warda. Niespiesznie. Kątem oka tylko zerknął na Tristana, którego pilnował Lestrange – chciał już zacisnąć palce na szyi tej mugolskiej kurwy… – ale po chwili zmuszony był spojrzeć znów – nawet nie dlatego, że Murtagh zaczął swoją oratorską pokazówkę – po prostu trzecie oko Alexandra, które nie mrugało już od jakiegoś czasu, mimowolnie wychwyciło kłębiące się wokół wszystkich nici powiązań, które zazwyczaj miały postać rzygogennej feerii barw; te jednak, były doskonale monochromatyczne. Uśmiechnął się pod maską.
Podobała mu się intensywność nienawiści, nie, pogardy, i to bezbrzeżnej pogardy, której czarne nici tryskały jak czarne złoto z amerykańskich rafinerii od dumnej postaci młodego Lestrange’a, osnuwając niespiesznie, acz nieodwołalnie Śmierciożercę i tkwiącą w jego morderczym uścisku ofiarę – Tristana Warda – jakby od niechcenia rozpleniając się też dalej… Konkretnie w stronę dwójki mugoli, którzy zdani byli teraz na ich łaskę i niełaskę.
Przeciął jedną z tych niewidzialnych dla innych nici, kiedy przykląkł przed fotelem, w którym siedziała mugolka. Pokręcił głową, zwracając twarz w stronę Murtagha, dopóki konwulsje nie ustąpiły. Kobieta była teraz zbyt przerażona, by poruszyć nawet małym palcem – tylko jej klatka piersiowa unosiła się i opadała w hiperwentylacji. Wydawała się świadoma, choć w szoku – nic dziwnego, jeszcze przed chwilą słyszał jej przeraźliwe krzyki. Axel wiedział, że Murtagh najbardziej lubi bawić się meandrami pamięci swoich ofiar – przechadzał się pośród subtelnych struktur myśli jak duch, którego jedynym celem na tej ziemi było nawiedzać, i, jak przystało na upiora, straszył – upiorna była to rozrywka; upiorna była też twarz Macmillana, kiedy oddawał się tej mrocznej sztuce, oczywiście, kiedy nie skrywała jej maska; a jednak, pasowało do niego to szaleństwo. Może dlatego byli przyjaciółmi.
Szalenie fascynował go talent Murtagha; kiedyś zaoferował mu nawet uprzejmie, żeby poeksperymentował także i na jego własnej głowie – Mulciber zawsze był głodny wiedzy, i nigdy nie wahał się testować swoich granic, był zresztą zmotywowany, by w przyszłości zacząć zgłębiać tajniki oklumencji – dopóki Macmillan nie stwierdził, że skoro głowa boli go już od samego przebywania z Alexem w jednym pokoju, to po wizycie w jego zjebanym umyśle będzie musiał się przewlekle leczyć na migrenę.
Czuł mrowienie magii na opuszkach palców – a może to kobieta drżała tak pod jego dotykiem? – kiedy uspokajającym gestem ujął jej drobną dłoń, i delikatnie pomógł jej odgarnąć włosy z twarzy. Miała spanikowane spojrzenie zaszczutego zwierzęcia... Chociaż Alex akurat lubił zwierzęta, czego nie można było powiedzieć o mugolach. Reagowała teraz podobnie jak one, zbyt przerażona machinacjami Macmillana, by odrzucić nędzny ochłap dobroci.
Mulciber musiał przyznać, że obserwowanie destrukcji umysłu człowieka, kiedy Murtagh torturował delikwenta jego własnymi koszmarami było świetną rozrywką, zwłaszcza kiedy finalnie łamał czyjś umysł. Wtedy znikała świadomość – zostawało tylko wyjące z bólu zwierzę. Te artystyczne popisy to była niemal sztuka – ale, niestety, Axel ze sztuki to najbardziej lubił sztuki walki (choć był też fanem czystego brutalizmu). Podniecało go, kiedy ludzie byli świadomi pełni swojego upodlenia, i tylko balansowali na cienkiej granicy między normalnością i szaleństwem; kiedy sam tylko ból spychał ich na skraj, i nie było już odwrotu.
Mugolka jęknęła nagle bojaźliwie. Widocznie nie była na tyle głupia, by nie rozumieć groźby kryjącej się w eleganckich słówkach Murtagha; a może to widok syna, którego teraz w żelaznym uścisku trzymał Lestrange, tak ją poruszył? Zdzielił ją w twarz na odlew, zanim zdążyła całkiem zepsuć Macmillanowi i Lestrange’owi ich piękny występ.
– Cśś, nie przerywaj – jego głos był miły, łagodny – i może to właśnie ten kontrast spowodował, że mugolka rzeczywiście zamknęła mordę. Teraz była kolej Tristana, aby mówić. – Nie powinna przeszkadzać synowi w jego ostatnich słowach, mignęła mu w głowie myśl, którą sam się zdziwił. Przebłysk, niczym w wizji. Ale na razie była zbyt… Dwuznaczna. Ale to bez znaczenia.
– Żaden czarodziej nie wyszedłby z łona mugolskiej kurwy – odezwał się cicho, ale dobitnie, z perwersyjną satysfakcją, a jego głos zabarwiła złowieszcza nuta.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat