23.11.2023, 06:36 ✶
- Tyle działo się na samym Sabacie, że chyba nie wydaje się aż tak dziwne, że sama magia rytuału postanowiła zrobić wszystkim nieśmieszny żart - uśmiechnął się do Lety krótko, nie będąc w sumie pewnym, ile właściwie na temat samej sprawy wiedziała, albo musiała wiedzieć, żeby w ogóle podjąć się rytuału. Nigdy nie dane było mu zagłębić się w techniki łamania klątw nawet w sposób teoretycznym, bo przecież od tego miał siostrę. To ona machała różdżką, kiedy zaklęcie źle weszło i potem już wszystko było w jak najlepszym porządku, a przynajmniej tak cały proces wyglądał w głowie Atreusa. Było i nie ma - sprawa niezwykle prosta. Teraz jednak, kiedy Crouch stwierdziła, że chyba jej się coś przewidziało, uniósł delikatnie brew i spojrzał kątem oka na Brennę, jakby chcąc się upewnić, czy na sto procent znajdują się właśnie we właściwym domu i pod opieką odpowiedniej osoby. Przewidzenia w sprawie klątwy nie wydawały się niczym zachęcającym do pozostania w kręgu, ale przecież nie mógł z niego tak zwyczajnie wyleźć, bo Longbottom by go złapała za fraki i usadziła w miejscu.
Kiedy podała mu dłoń, ścisnął ją lekko. Nie spodziewał się, że będą tak stać w środku, trzymając się za rączki jak zakochane podlotki, bo do tego było im niezmiernie daleko. Ani nie byli podlotkami, ani chyba nawet raz nie spojrzeli na siebie z sympatią i zażyłością większą, niż powodowałaby to magia, która ich ze sobą splotła, a przynajmniej wszystko na to wskazywało.
Ta cała nonszalancja Lety pewnie w każdej innej sytuacji by go bawiła. Szczególnie kiedy mógłby patrzeć z rogu pokoju na jakąś inną parę, która wycierpiała się przez ostatnie miesiące i wreszcie podjęła zerwania więzi. Teraz jednak niekoniecznie było mu do śmiechu. Stał więc i patrzył, głównie na nią, a kiedy świece wylądowały na swoich miejsca i w powietrze wzbiła się subtelna woń, poczuł spokój. Nie stała już przed nimi roztrzepana i potargana kobieta, a pełna skupienia czarownica, która wydawała się jak najbardziej na miejscu.
Bulstrode otworzył oczy, które przymknął gdzieś w międzyczasie, kiedy poczuł że to coś, do tej pory napinające się wciąż i wciąż, w miarę jak Leta snuła zaklęcie, wreszcie zdawało się pęknąć. Było to dziwne uczucie i w głównej mierze skoncentrował się przede wszystkim na jego niecodzienności, a nie to co teoretycznie powinno zmienić i zerwać.
- Chyba dobrze - spojrzał wreszcie na Brennę, kiedy Crouch odezwała się do nich, mimowolnie chcąc wiedzieć, czy posiada ona podobne zdanie na temat ewentualnych powikłań. - Czułem jak coś pęka, ale oprócz tego mam wrażenie, że nic się nie zmieniło? - zaryzykował, przenosząc już wzrok na samą klątwołamaczkę i wzruszając przy tym ramionami. - A ty, Brenna? Wszystko dobrze?
Kiedy podała mu dłoń, ścisnął ją lekko. Nie spodziewał się, że będą tak stać w środku, trzymając się za rączki jak zakochane podlotki, bo do tego było im niezmiernie daleko. Ani nie byli podlotkami, ani chyba nawet raz nie spojrzeli na siebie z sympatią i zażyłością większą, niż powodowałaby to magia, która ich ze sobą splotła, a przynajmniej wszystko na to wskazywało.
Ta cała nonszalancja Lety pewnie w każdej innej sytuacji by go bawiła. Szczególnie kiedy mógłby patrzeć z rogu pokoju na jakąś inną parę, która wycierpiała się przez ostatnie miesiące i wreszcie podjęła zerwania więzi. Teraz jednak niekoniecznie było mu do śmiechu. Stał więc i patrzył, głównie na nią, a kiedy świece wylądowały na swoich miejsca i w powietrze wzbiła się subtelna woń, poczuł spokój. Nie stała już przed nimi roztrzepana i potargana kobieta, a pełna skupienia czarownica, która wydawała się jak najbardziej na miejscu.
Bulstrode otworzył oczy, które przymknął gdzieś w międzyczasie, kiedy poczuł że to coś, do tej pory napinające się wciąż i wciąż, w miarę jak Leta snuła zaklęcie, wreszcie zdawało się pęknąć. Było to dziwne uczucie i w głównej mierze skoncentrował się przede wszystkim na jego niecodzienności, a nie to co teoretycznie powinno zmienić i zerwać.
- Chyba dobrze - spojrzał wreszcie na Brennę, kiedy Crouch odezwała się do nich, mimowolnie chcąc wiedzieć, czy posiada ona podobne zdanie na temat ewentualnych powikłań. - Czułem jak coś pęka, ale oprócz tego mam wrażenie, że nic się nie zmieniło? - zaryzykował, przenosząc już wzrok na samą klątwołamaczkę i wzruszając przy tym ramionami. - A ty, Brenna? Wszystko dobrze?