Fernah zmierzała właśnie do recepcji szpitala, kiedy nad głową przeleciała jej dziewczynka. Może i latające osoby nie były rzeczą niezwykłą w świecie magii. Jednak dziecko ze skrzydłami orła, ścigane przez swoją rodzinę, budziło już pewne wątpliwości.
Zareagowała natychmiast na polecenie Florence i biegiem rzuciła się we skazanym kierunku. Wyprzedziła ćwierkającą dziewczynkę, bo chociaż ta miała skrzydła, to niezbyt nad nimi panowała. Uchyliła się przed zapewne niezamierzonym kopniakiem ze strony dziecka i dopadła do okna, w mig je zamykając.
– Już! – odkrzyknęła i z wewnętrznej kieszeni szaty, wyciągnęła różdżkę.Dziecko nie mając możliwości wyfrunięcia ze szpitala, zaczęło krążyć pod sufitem i tym głośniej ćwierkać, jakby chciało wyrazić swoje niezadowolenie.
– Mirabel! Złaźże stamtąd, ale już! Słyszysz, co do ciebie mówię?! – wywrzeszczał czerwony, jak burak ojciec. – Na brodę Merlina, co takie się jej stało? Proszę coś zrobić!
Zatrzymał się tuż obok Ferny i to do niej skierował swoją prośbę, jak i błagalne spojrzenie. Stażystka skinęła głową, bo co też innego miała uczynić, po czym wycelowała różdżką w latającą dziewczynkę.
Carpe Retractum było nieszkodliwym zaklęciem, które przywoływało magiczny sznur. Otaczał on wskazany przez czarodzieja obiekt i przyciągał go do niego. To właśnie z myślą o takim działaniu, czyli by ściągnąć dziewczynkę w dół i złapać, nie czyniąc jej przy tym krzywdy, wybrała to zaklęcie.
Sukces!