Gdzieś na krańcu języka kręcił się prostszy sposób zakończenia rozgrywki ponad zwykłe wywalanie przeciwników i uniemożliwianie im dalszej walki. Gdzieś tam była ta myśl, zdradliwa, zwodnicza, bo przecież walczyli tutaj o lepszy świat. Tylko że przeciwnicy nie do końca wiedzieli, że to o lepszy świat jest walka i że w nim nie było miejsca na brutalność i mord. Niszczyli wszystko na swojej drodze. Nikt nie sprawdzał rachunków sumienia.
Gdzieś więc była ta zdradliwa myśl jak to jedno jedyne jabłko w Pańskim Ogrodzie, ale przecież przychodziła druga, jakże oczywista - nie wiedział, choć podejrzewał, na ile jednostki, które się tutaj pojawiły, były wrogami. Brak masek - jedni z tych, którymi Śmierciożercy się wysługiwali? Cain nie wiedział do końca, co dzieje się we wnętrzu domu, ale nie zamierzał tej trójki do niego dopuścić. Wyszedł w ich kierunku i kolejny raz przeciągnął różdżką w powietrzu, tym razem celując w trzeciego osobnika, żeby i jego zwrócić przeciwko swoim towarzyszom i nakazać mu zaatakować tego, który ewidentnie bronić się potrafił. Drugiemu zaś nakazał rzucić się fizycznie na towarzysza, który go spętał, skoro miał ręce pozbawione możliwości czarowania. Element zaskoczenia zawsze był elementem bezcennym, ale jeden z nich prezentował sobą na tyle wysoką zdolność reakcji, że nawet i to nie kupiło pełnej przewagi. Brunet bardzo nie chciał zostać tutaj złapany przez trójkę magów - więc najwygodniej byłoby, gdyby po prostu bili się między sobą. Już cokolwiek im wyjdzie z tych zaklęć i szarpaniny to była naprawdę ich sprawa. Jeśli to było możliwe to raczej szedł tak, żeby szukać sobie schronienia przed zaklęciami w postaci drzew czy budynków.
Miał wielką nadzieję, że w środku wszystko poszło dobrze, a tym większą - że dorwali Catherine. Że już ją mają. Szczególnie, że na pewno tutaj była. I wyglądało na to, że przynajmniej na własnych nogach nie opuściła tego miejsca. Mogło być wiele odpowiedzi - kominek, albo przygotowany zawczasu świstoklik, czy jeszcze jakiś inny sposób przejścia z miejsca na miejsce. I najwyraźniej Śmierciożercy nie czekali na nią osobiście. Nic dziwnego, tworzyli tym sposobem o wiele bardziej wiarygodną pułapkę. Nie dostrzeżesz zagrożenia, skoro zagrożenia naprawde nie ma. Ono dopiero miało się pojawić w odpowiednim czasie i miejscu. Tak i oto jest.
Na zwrócenie trzeciego ziomka przeciwko towarzyszom
Sukces!
Na nakaz ataku tego ze związanymi rękoma
Sukces!