Milczące towarzystwo myśli, rozbijające się śnieżnobiałym pyłem o posadzkę umysłu, tak wielkie, że nieomal dojmująco bolesne – kakofonię w uszach przerywało tylko tykanie zegara, który znalazła gdzieś na giełdzie starych przedmiotów; uważała w końcu, że to one mają duszę, której nie da się podrobić. Westchnięcia niknące w eterze, gdy kołysała kieliszek wypełniony krwistym winem, spowijane przez samotność upstrzonego w gwiazdy nieboskłonu raniły przestrzeń gęstą i niewyśrubowaną – na jej wargach nie kołysał się miękki uśmiech; ciało jednak zdobiła wykwintna sukienka, stająca się nieomal opozycją do spędzanego wartko czasu. Prawdopodobnie miała być gdzie indziej; gdzieś, gdzie błyszcząca skóra na dekolcie, kuse odzienie i woń perfum moszczących się w zgięciu szyi byłoby należycie docenione.
Docenione przez co innego, niż ociekająca martwością cisza.
Siedząc w głębokim fotelu, zatapiając się w skórzanej miękkości, kołysała tak tym kieliszkiem, jakby była niepewna, czy faktycznie chce zabarwić karminowym odzieniem wargi. Prawdopodobnie jej samotność szyta grubymi nićmi byłaby jedynie ułudą nieistniejącego – stała się jednak faktem; spędzała sylwestra w własnym atelier, z brylantami zdobiącymi szyję i czernią pukli opierających się akwarelą na policzkach.
List nadszedł do niej prędko; nie spodziewała się żadnej konwersacji tego wieczoru – niepoprawnie głodna ekscytacji jednak, otworzyła go, nie dbając o kurtuazję i prędko sunęła wzrokiem po literach układających się w zwięzłą całość.
Uśmiech wymalował się na obliczu mimowolnie i nie chcąc dać znać, iż zależy jej za bardzo, odczekała kilka spopielonych momentów, nim teleportowała się przed drzwi Murtagha. Zapukała do drzwi, początkowo niepewnie, a gdy ten otworzył jej drzwi, uśmiechnęła się urokliwie.
– Nie myśl, że to dla ciebie się tak wystroiłam – naprostowała prędko. – Miałam być dzisiaj w innym miejscu. Zaoferujesz mi alkohol? – zabrzmiała pytaniem, wciskając się do środka.
Coś targało jej myślami; coś, co było nieoczywiste i niebanalne, a przynajmniej nie na tyle, aby cechowało się łatwością rozszyfrowania. Widać to było nad nie ciemnych tęczówek, które – choć roziskrzone miliardem gwiazd – kryły u kryz pewne zawahanie. Miękki uśmiech jednak, rozlewający się po wargach, czyniący fizjonomię zgoła bardziej przystępną, posłała ku Macmillanowi.