16.11.2022, 20:50 ✶
Miała psi węch, lecz nie dysponowała psim słuchem, czego czasem żałowała. Jak chociażby w tej chwili; teraz takowy zdecydowanie by się przydał. Nawet nie po to, żeby podsłuchiwać, o czym rozmawiali imprezujący mugole - na szczęście bowiem okazało się, że to tylko sąsiedzi z fajerwerkami, nie zaś poplecznicy Voldemorta - tylko po to, by móc wyłowić z otoczenia dźwięki świadczące o nadchodzącym zagrożeniu. Z drugiej strony jawiło się pytanie, czy w takiej sytuacji jednak nie miałaby wkrótce wszystkiego dość - wszak dźwięków w otoczeniu był naprawdę ogrom. Już teraz potrafiły rozpraszać i przeszkadzać, a co dopiero, gdy ten zmysł byłby wyostrzony...? No właśnie.
Tak źle, tak niedobrze.
Rozluźniła nieco uścisk palców trzymających różdżkę, przekonawszy się, że zapach, jaki wyczuła, nie niósł ze sobą zagrożenia. Nie znaczyło to jednak, że mogła odetchnąć pełną piersią - to, że jeszcze śmierciożercy nie zdążyli się pojawić, nie oznaczało, że zaraz tego nie zrobią. W końcu mieli tu być; dlaczego zaś jeszcze się nie pokazali, pozostawało zagadką.
Może zabrakło im "cela" w teleportacji, może coś ich opóźniło, może...
... myśl ta zmroziła Mavelle.
Może cały ten cynk był jedną wielką ściemą, mającym za zadanie odwrócić uwagę Zakonu Feniksa. Może mieli być tu, dostatecznie daleko, żeby się nie zorientować, co dzieje się gdzie indziej. Może w ostatecznym rozrachunku źle ocenili przeciwników, zbytnio zaufano źródłom.
Może Anne Thomas tak naprawdę nic nie groziło, a przynajmniej nie tu i teraz.
A może faktycznie zdążyli - na co miała nadzieję - przez co uda im się uniknąć jakichkolwiek strat, przynajmniej w ludziach. Samego domu nie była pewna, niemniej nie spodziewała się zbytnio, że Thomas będzie miała gdzie wrócić.
Obserwowała mugoli przez parę chwil, po czym się wycofała, nadal węsząc w poszukiwaniu niepożądanych woni.
Anne zaś pośpiesznie skierowała się w stronę łazienki, by po chwili wrócić z potrzebnymi rzeczami; wrzuciła je do kufra, machnęła różdżką, wskutek czego się zamknął i rozejrzała się jeszcze raz po pokoju.
- Możemy iść – rzuciła cicho w stronę Brenny, po czym ponownie machnęła różdżką, sprawiając tym samym, iż bagaż zaczął lewitować.
Tak źle, tak niedobrze.
Rozluźniła nieco uścisk palców trzymających różdżkę, przekonawszy się, że zapach, jaki wyczuła, nie niósł ze sobą zagrożenia. Nie znaczyło to jednak, że mogła odetchnąć pełną piersią - to, że jeszcze śmierciożercy nie zdążyli się pojawić, nie oznaczało, że zaraz tego nie zrobią. W końcu mieli tu być; dlaczego zaś jeszcze się nie pokazali, pozostawało zagadką.
Może zabrakło im "cela" w teleportacji, może coś ich opóźniło, może...
... myśl ta zmroziła Mavelle.
Może cały ten cynk był jedną wielką ściemą, mającym za zadanie odwrócić uwagę Zakonu Feniksa. Może mieli być tu, dostatecznie daleko, żeby się nie zorientować, co dzieje się gdzie indziej. Może w ostatecznym rozrachunku źle ocenili przeciwników, zbytnio zaufano źródłom.
Może Anne Thomas tak naprawdę nic nie groziło, a przynajmniej nie tu i teraz.
A może faktycznie zdążyli - na co miała nadzieję - przez co uda im się uniknąć jakichkolwiek strat, przynajmniej w ludziach. Samego domu nie była pewna, niemniej nie spodziewała się zbytnio, że Thomas będzie miała gdzie wrócić.
Obserwowała mugoli przez parę chwil, po czym się wycofała, nadal węsząc w poszukiwaniu niepożądanych woni.
Anne zaś pośpiesznie skierowała się w stronę łazienki, by po chwili wrócić z potrzebnymi rzeczami; wrzuciła je do kufra, machnęła różdżką, wskutek czego się zamknął i rozejrzała się jeszcze raz po pokoju.
- Możemy iść – rzuciła cicho w stronę Brenny, po czym ponownie machnęła różdżką, sprawiając tym samym, iż bagaż zaczął lewitować.
336/2171