Pijani ludzie byli czymś okropnym i tak jak sam niekoniecznie lubił mieć z nimi styczność, choć przyjaciół czy po prostu znajomym zawsze by pomógł i nie oceniałby, tak nie chciał siebie samego zapisywać w czyjejkolwiek pamięci w takiej wersji. Mimo unikania alkoholu ze względu na bardzo słabą głowę skończył nie raz i nie dwa pijąc za dużo. Sławetne "no ze mną się nie napijesz" było czasami bardzo uciążliwym zaklęciem. A co gorsza - rzucanym bez różdżki. Nie miałby nic przeciwko temu, żeby ktoś z tu zebranych miał akurat ochotę na kieliszek czy dwa więcej.
- Szalenie mi się spodobała. - Odpowiedział na komentarz Victorii. Aż za bardzo zresztą. I fakt, przywoziło się inne rzeczy - ale te inne rzeczy zostały sprezentowane innym osobom, nie sobie samemu. Jego ta porcelana cieszyła. Przypominała mu o tamtym miejscu, widział w tym żywym, niebieskim kolorze tamtejsze wystroje, ozdoby i przede wszystkim - morze. Tak piękne, krystaliczne, ciepłe i kuszące. Tak samo jak tamta syrena, którą dojrzał pośród fal. Niekoniecznie chciał się angażować dalej w temat tych dziennikarzy ani w kwestię zawodu pojedynkiem - on sam zawiedziony nie był, jak powiedział - wręcz pozytywnie go zdziwiło. I gdyby tak pojedynki wyglądały to nawet nie unikałby ich jak ognia z obawy, że komuś się stanie krzywda i niezrozumienia, dlaczego ktoś w ogóle swoje zdrowie jest gotów marnować. - Wyprawa do USA to już nie lada wyprawa, kiedyś się może zdecyduję. - Ale nie tu i nie teraz, kiedy tyle złego się działo i tyle osób potrzebowało pomocy. - A Tajlandia jest przepiękna. - Tutaj odwrócił się w kierunku Bella z uśmiechem. - Lazur spokojnych fal oblewanych promieniami słońca i wyrastające z niego skały jak grzbiety kręgosłupa smoka pokryte wieczną zielenią. Palmy kołyszące się nad blado-złotym, gładkim piaskiem i zatoki, w których pływają tęczowe ryby. - Istniały osoby, które podróżować nie lubiły, ale dla Laurenta, który uwielbiał doświadczać wszystkiego, co ten świat ma do zaoferowania, zakochany w ludzkości i naturze, podróże były jak spełnianie barwnych fantazji rodem ze snów.
- Miło mi poznać. - Karierowicza, sławę i brata równie sławnego Philipa. Co się o nim nasłuchał to jego - ale niekoniecznie miał z nim bezpośrednio przyjemność. Uśmiechnął się w kierunku Logana i uniósł drinka w geście pozdrowienia i salutu dla osoby, która dopiero pierwszego drinka swojej trucizny brała. Wyścigi na miotłach tez niekoniecznie były jego broszką, co najwyżej liznął temat od strony finansowej i zakładów.