24.11.2023, 23:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.10.2024, 00:59 przez Thomas Figg.)
Punktualność nie była jego mocną stroną. No cóż, ale żeby zdobyć naprawdę dobry prezent, który będzie się sprawdzał Norze to musiał się trochę natrudzić - ale warto było, wiedział o tym. Odetchnął, głośno - nie zdziwiłby się, gdyby okazał się, że zjawił się ostatni, ale tyle razy się dzisiaj już teleportował, że chciał choć krótki kawałek przejść o własnych nogach.
Okoliczności nie były sprzyjające hucznym świętą, ale z drugiej strony, gdyby całkowicie poddali się strachowi, to czy nie oznaczało że przegrali? Otrzepał jeszcze nogawki z kurzu i poprawił chwyt na pakunku, który trzymał w lewej dłoni. Doprawdy mógłby w końcu nauczyć się tych zaklęć odświeżających ubranie, ale zawsze był coś ważniejszego. Dobrze, że spodnie nominalnie były brązowe, także nie widać na nich było pyłu, ale niebieska koszula w kratę zdradzała, ze włóczył się tu i ówdzie.
Wchodząc starał się zwracać na siebie jak najmniej uwagi, chociaż i tak pewnie wszyscy zajęci będą solenizantką, a nie czatowaniem przy drzwiach i patrzeniem kto to przyszedł właśnie. Przywitał się z każdym kto po drodze do swojej siostry.
-Nora! - przywitał się z nią kiedy wreszcie miała trochę oddechu od gości i znalazł się na tyle blisko, aby nie krzyczeć przez całe pomieszczenie. - Taki mały upominek ode mnie - dodał wręczając jej misternie zapakowany prezent. Papier był różowy i ganiały się po nim białe koty, wszystko przewiązane białą wstążką. Ot prosty prezent, trochę słodyczy magicznych jak i mugolskich z całych Wysp i skryte na samym dnie małe lusterko - będzie jej musiał potem wytłumaczyć o co z nim chodzi.
Westchnął czując się nie pewnie, od powrotu raczej unikał dużych spędów, czy to wśród rodziny czy znajomych, nie czuł się z tym dobrze, dlatego też do Anglii na dobre wrócił specjalnie kilka dni po swoich urodzinach, aby uniknąć wyprawiania przyjęcia. Lubił utrzymywać swój wąski krąg znajomych, ten najbliższych z którymi miał częsty kontakt i powoli wracać do magicznego świata w Anglii, ale zdecydowanie nie przebojem. Dobrym pomysłem było też wyprawienie Kapitana Pazura do kociego sanktuarium. Nie wyobrażał sobie co by się działo, gdyby ten śmieszek postanowił zawitać tutaj i sypać żartami, na pewno by go w to wciągał, jak zawsze zresztą. Nerwowo potarł przedramię lewej ręki i rozglądał się za znajomymi twarzami.
Okoliczności nie były sprzyjające hucznym świętą, ale z drugiej strony, gdyby całkowicie poddali się strachowi, to czy nie oznaczało że przegrali? Otrzepał jeszcze nogawki z kurzu i poprawił chwyt na pakunku, który trzymał w lewej dłoni. Doprawdy mógłby w końcu nauczyć się tych zaklęć odświeżających ubranie, ale zawsze był coś ważniejszego. Dobrze, że spodnie nominalnie były brązowe, także nie widać na nich było pyłu, ale niebieska koszula w kratę zdradzała, ze włóczył się tu i ówdzie.
Wchodząc starał się zwracać na siebie jak najmniej uwagi, chociaż i tak pewnie wszyscy zajęci będą solenizantką, a nie czatowaniem przy drzwiach i patrzeniem kto to przyszedł właśnie. Przywitał się z każdym kto po drodze do swojej siostry.
-Nora! - przywitał się z nią kiedy wreszcie miała trochę oddechu od gości i znalazł się na tyle blisko, aby nie krzyczeć przez całe pomieszczenie. - Taki mały upominek ode mnie - dodał wręczając jej misternie zapakowany prezent. Papier był różowy i ganiały się po nim białe koty, wszystko przewiązane białą wstążką. Ot prosty prezent, trochę słodyczy magicznych jak i mugolskich z całych Wysp i skryte na samym dnie małe lusterko - będzie jej musiał potem wytłumaczyć o co z nim chodzi.
Westchnął czując się nie pewnie, od powrotu raczej unikał dużych spędów, czy to wśród rodziny czy znajomych, nie czuł się z tym dobrze, dlatego też do Anglii na dobre wrócił specjalnie kilka dni po swoich urodzinach, aby uniknąć wyprawiania przyjęcia. Lubił utrzymywać swój wąski krąg znajomych, ten najbliższych z którymi miał częsty kontakt i powoli wracać do magicznego świata w Anglii, ale zdecydowanie nie przebojem. Dobrym pomysłem było też wyprawienie Kapitana Pazura do kociego sanktuarium. Nie wyobrażał sobie co by się działo, gdyby ten śmieszek postanowił zawitać tutaj i sypać żartami, na pewno by go w to wciągał, jak zawsze zresztą. Nerwowo potarł przedramię lewej ręki i rozglądał się za znajomymi twarzami.