Bardzo wiele rzeczy można było sobie usprawiedliwić w ścianach własnej głowy. Wiele rzeczy przychodziło łatwiej, kiedy nie widziało się emocji w ludzkich oczach. Bezkarnie, kiedy nie musieliśmy konfrontować się z człowiekiem, którego świat burzyliśmy. Ta miłość kiedyś była bardzo intensywna - bo rozgrywająca się w czasie obecnym. Cain to odtwarzał w swojej głowie raz po raz, a teraz, kiedy się tutaj znajdowali, odtwarzało to jego serce, porównując, zastanawiając się i zastanawiać jednocześnie nie chcąc. Pytanie o to, co będzie dalej, było naturalnym następstwem. Wręcz oczywistym. Tak bardzo, że aż żaden z nich nie miał odwagi tego pytania zadać na głos. Nie potrzebuję go - taka myśl rodziła się w odpowiedzi całkiem naturalnie - tyle lat minęło - nie potrzebuję go. Błąd. Nawet świadom tego błędu nie mógł nic poradzić na to, że musiał sobie tak to wszystko tłumaczyć i zacząć pakować całkowicie rozburzone emocje, a tym bardziej przyswoić myśl, że teraz przyjdzie mu z tym żyć. Więc - czy Flynn był błędem? Z perspektywy czasu mógł to tak określić. Z perspektywy czasu mógł też powiedzieć, że te dobre i intensywne doznania, jakie mu oferował, że te intensywne emocje, które pozwalał mu z siebie czerpać, były tak mordercami jego świata jak i czymś miłym, przyjemnym, jeśli tylko nie skupiałeś się na tym, że tego już nie było. Jeśli się troszkę oszukiwałeś, że jednak może będzie.
- Śliczny? - Prychnął śmiechem, uśmiechając się, kiedy usłyszał ten komplement. - Mam się obrazić? Mężczyzna powinien być przystojny. - Przyjął podobny ton do niego, ubawiony tym nagłym komplementem, na który nie był gotowy. Bardziej nie spodziewał się jednak tego, że Flynn zdecyduje się pociągnąć myśl, odpowiedzieć na pytanie, że otworzy przed nim trochę swojego świata. Tego, do którego mógłby wtargnąć, zaproszony nawet przez niego samego, żeby zobaczyć, co skrywa jego głowa. Na ile to było rozsądne dla nich samych - na to odpowiedzi nie odnalazł jak na razie. Nikt jeszcze nie porównał jego oczu do wody z prostego powodu - była niebieska, lazurowa, przejrzysta. Jasna. Lub mętna w swoim dnie, łącząc zielenie, niebieski i nawet brąz. Czasem pojawiała się biel na morskich falach, ale tak czy owak żaden z tych kolorów nie wpasowywał się w jego oczy. Dlatego nie porównywali. Ale Flynn kolorów nie widział. Jego umysł nie funkcjonował tymi porównaniami - więc czym? Skąd wzięło się u niego to porównanie w tym momencie? Czarno-biały, przykry świat. Zastanawiał się, czy dałby radę mu to pokazać. Te kolory. Czy dałby radę pokazać obrazy nie bezpośrednio przed nim, a w jego umyśle. Odwrócić niemalże działanie zaklęcia Legilimes. Był niemal pewien, że dałby radę. Tylko to, co możesz zrobić a to, co powinieneś to dwie różne sprawy. Bo chociaż Cain miał tendencje do robienia czegoś, co uważał za słuszne nie pytając drugiej strony o zgodę to nie uważał, że to mogłoby być słuszne. Czy gdyby sam nie widział barw - chciałby je zobaczyć? Chyba tak. Chciałby potem mieć te porównania, wyobrażać sobie to wszystko. A może istniała szansa, z odpowiednim zapleczem finansowym, żeby wyleczyć ten daltonizm mężczyzny? - Mam dokładnie taki kolor oczu, jakimi je widzisz. - Ha... to było całkiem zabawne w tym wszystkim. Wcześniej jakoś o tym nie pomyślał, że to może być takie proste dla samego Flynna. Zaskakujące zapewne. - Moje oczy są szare. - Coś całkowicie realnego i prawdziwego w świecie Flynna. Szary świat. I szare oczy, które spoglądały na niego ze zmęczeniem, ale jednocześnie uwagą.
Pół żartem, pół serio. Jeśli jesteś wystarczająco bystry wyłapiesz ten balans. Zrozumiesz te różnice. Dojrzysz, gdzie kończył się dowcip, a zaczynała szczera prawda, która wypowiedziana z inną tonacją pewnie uderzyłaby w nieodpowiedni dzwon. Stapiałaby się z tą szarugą, jaka zapadała nad światem i prowadziła do rozmemłania twojej rzeczywistości. Zostawiłaby cię w jakimś melancholijnym nastroju, a tego nie chcieli osiągać mimo częstotliwości, w jakiej się o niego ocierali. Nie każde pytanie było proste. Wręcz padło tu wiele NIE prostych pytań, które wzmagały w człowieku zastanowieniem o sobie samym. Lub o sobie wzajem. Też wolałby, żeby Flynn się pilnował. Ale to już było oczywiste, prawda? Żeby było happily ever after, chociaż akurat nie takie własne zakończenie sobie wyobrażał. Sądził, że jeszcze trochę i umrze. Gdzieś, gdziekolwiek. Na jednej czy drugiej misji. Coś pójdzie nie tak, gdzieś popełni błąd. Przecież nie było o to trudno. I nie będzie więcej Caina Bletchleya. Zostanie tylko nagrobek i może ze dwa wieńce pod nim. Zgasił w ziemi resztę tego papierosa. Zdecydowanie pora była się zbierać. Umyć. Ogarnąć. Zjeść coś. Wypić przede wszystkim - gardło go już wręcz swędziało.
- Nie dzisiaj. Chcę się na tobie w pełni skupić, a teraz mam papkę z mózgu. - Był na tyle zmęczony, że nie chciał wysilać mózgu do stopnia bólu, bo potem zapamięta tą chwilę jako moment, w którym on prawie zasypiał, kiedy Flynn mu opowiadał o wszystkim tym, czego dowiedzieć się chciał. Jeśli druga okazja nie nadejdzie - trudno. Choć akurat Edge mógł być pewien, że auror będzie go trzymał za słowo w tym przypadku. Bo to w końcu brzmiało jak kolejna zapowiedziana wizyta, prawda? Jak jakakolwiek obietnica na przyszłość. - Co mam wspólnego? - Ściągnął na moment troszkę brwi, bo nie spodziewał się porównania go do Atreusa.
Chyba by się uśmiechnął, nawet zaśmiał, na to przeszukiwanie spodni od munduru i wyobrażenie Flynna w Ministerstwie. To byłaby pierwsza reakcja. To było całkiem nienormalne jak ktoś taki jak Flynn, najpierw gangster z miłości, potem cyrkowiec z wyboru, mógł ubrać na siebie mundur i stać się poprawnym obywatelem tego kraju. Zmiana tak mocna, że do czego innego mogła doprowadzić, jeśli nie do smutku w drugiej chwili. I ten smutek byłby zdecydowanie silniejszy od rozbawienia. Tak to było właśnie, że czasami trzeba uważać na to, co się mówi. Jednocześnie jakim skarbem jest osoba, do której mógłbyś powiedzieć wszystko? Bez stosowania filtru myśli? To chyba zupełna utopia - świat, w którym Flynn nie wstydzi się swoich ułomności i nie denerwuje na siebie samego, tylko stara się przekazać to, co ma w głowie, nie myśląc o konsekwencjach, bo nie musiałby się nimi martwić.
- Wszędzie, gdzie pójdę, liczę się z tym, że już nie wrócę. Kiedyś się potknę i zrobię błąd. Nie wysyłają nas na śmierć, ale każdy się liczy z tym, że mamy szansę ją spotkać. Niezależnie od chęci. - Flynn był... bardzo blisko ze swoją myślą. Tylko nie bardzo wiedział, jak dużej ilości dramaturgii jej nadaje. - Szczególnie w tych czasach...