25.11.2023, 14:25 ✶
Zamrugała. Faktycznie, Ollie miał rację, nie powinni rozmawiać o tym na ulicy. Poza tym zaczęło padać, co prawda na razie ledwo siąpiło, ale zaraz pewnie rozpęta się prawdziwa burza. Nadciągające nad Londyn chmury to zwiastowały.
- Chodź, postawię ci kawę, jestem ciekawa czemu uważasz, że nie jesteś ich głównym celem - odpowiedziała z przekąsem, a potem bezczelnie wróciła do kawiarni, z której wyszła. Na jej szczęście kelnerka nie zdążyła jeszcze sprzątnąć jej stolika, więc po prostu usiadła tam z powrotem, gestem pokazując Olliemu, żeby zrobił to samo.
- Jak dla mnie, to każdy kto się z nim nie zgadza, jest celem. Możesz udawać, że masz wyjebane, że ciebie to nie dotyczy, ale jak bogatsze rodziny się odwrócą... Będą szukać popleczników wszędzie - nachmurzyła się, ściszając głos. Zamówiła herbatę i pozwoliła Olliemu wybrać to, co tylko chciał. Wspaniałomyślna dzisiaj była, nawet naprawdę zamierzała za to zapłacić. - Chociaż mam wrażenie, że stare, bogate rody w większości są... Przekonane o swojej wyższości nie tylko ze względu na ogromny majątek, który posiadają.
Po jej plecach przeszedł dreszcz. Czuła, że za tym kryło się coś więcej. Ona nie czuła się bezpiecznie, mimo iż nie miała za dużo pieniędzy, a także była czystej krwi. Tacy jak oni w pewnym momencie wpadali w paranoję, takie miała zdanie. Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam.
- Myślę, że w końcu będą bardziej aktywni, jeśli Ministerstwo nic z tym nie zrobi. A nie wiem, czy zrobią, ponoć były jakieś przetasowania już lata temu na stanowiskach kierowniczych i wciąż tam jest bałagan. Ojciec mi mówił, że do teraz nie poradzili sobie z chaosem, ale równie dobrze może to dotyczyć tylko jego departamentu - o aurorach wiedziała tylko tyle, że byli i coś robili. Ojciec nie mówił jej zbyt wiele o tym departamencie, bo i sam nie miał o nim większego pojęcia. Zamknął się na magiczne stworzenia i tyle, nawet kolegów nie miał z innych pięter. Przynajmniej wiedziała, po kim to ma.
- Chodź, postawię ci kawę, jestem ciekawa czemu uważasz, że nie jesteś ich głównym celem - odpowiedziała z przekąsem, a potem bezczelnie wróciła do kawiarni, z której wyszła. Na jej szczęście kelnerka nie zdążyła jeszcze sprzątnąć jej stolika, więc po prostu usiadła tam z powrotem, gestem pokazując Olliemu, żeby zrobił to samo.
- Jak dla mnie, to każdy kto się z nim nie zgadza, jest celem. Możesz udawać, że masz wyjebane, że ciebie to nie dotyczy, ale jak bogatsze rodziny się odwrócą... Będą szukać popleczników wszędzie - nachmurzyła się, ściszając głos. Zamówiła herbatę i pozwoliła Olliemu wybrać to, co tylko chciał. Wspaniałomyślna dzisiaj była, nawet naprawdę zamierzała za to zapłacić. - Chociaż mam wrażenie, że stare, bogate rody w większości są... Przekonane o swojej wyższości nie tylko ze względu na ogromny majątek, który posiadają.
Po jej plecach przeszedł dreszcz. Czuła, że za tym kryło się coś więcej. Ona nie czuła się bezpiecznie, mimo iż nie miała za dużo pieniędzy, a także była czystej krwi. Tacy jak oni w pewnym momencie wpadali w paranoję, takie miała zdanie. Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam.
- Myślę, że w końcu będą bardziej aktywni, jeśli Ministerstwo nic z tym nie zrobi. A nie wiem, czy zrobią, ponoć były jakieś przetasowania już lata temu na stanowiskach kierowniczych i wciąż tam jest bałagan. Ojciec mi mówił, że do teraz nie poradzili sobie z chaosem, ale równie dobrze może to dotyczyć tylko jego departamentu - o aurorach wiedziała tylko tyle, że byli i coś robili. Ojciec nie mówił jej zbyt wiele o tym departamencie, bo i sam nie miał o nim większego pojęcia. Zamknął się na magiczne stworzenia i tyle, nawet kolegów nie miał z innych pięter. Przynajmniej wiedziała, po kim to ma.