Widząc, że Barlow odruchowo pomknęła w kierunku starego komina, Erik mimowolnie odetchnął z ulgą. Może ją nieco skonfundował tym, że z jednej strony próbował ją przekonać do zaprzestania ucieczki, a z drugiej odcinał jej drogę odwrotu, jednak... W tym momencie liczyło się przede wszystkim to, aby nawiązać kontakt. A wszystko wskazywało na to, że te kilka chwil pozwoliło Mavelle zwrócić uwagę Catherine i Jona.
Zaklęcia wprawdzie poszły w ruch, jednak trudno byłoby zapanować nad każdym elementem zdarzeń, jakie toczyły się w budynku. Poza tym dziewczyny poradziły sobie nadzwyczaj dobrze; oba czary rozbiły się o pulsujące tarcze obronne w wykonaniu Bones i Wood. Erik opuścił minimalnie różdżkę, jednak nie miał zamiaru jej odkładać. Nie, dopóki nie przejdą do kolejnej fazy planu: wyniesienia się stąd prosto do bezpiecznej kryjówki.
— Zabieramy ich bezpośrednio do schronienia, czy będziemy się przemieszczać z miejsca na miejsca? — spytał kontrolnie kuzynkę. Namierzenie świstoklika czy trasy teleportacyjnej było nad wyraz trudne, o ile niewykonalne... Jednak Beltane zdążyło pokazać, że zwolennicy Czarnego Pana ze swym przywódcą na czele lubili tykać się magii, w której nikt nie powinien się babrać. Poza tym przezorny zawsze ubezpieczony, czyż nie?
Odprowadził wzrokiem Heather do okna, z lekkim wahaniem pokonując dzielący ich dystans i stając jej za plecami.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞