16.11.2022, 22:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.11.2022, 23:13 przez Mavelle Bones.)
Jestem bardzo nudnym aurorem – ledwo to wypowiedział, a oberwał lekkiego, w miarę dyskretnego kuksańca w bok. Ot, najwyraźniej znak, że nie ma jeżdżenia po sobie, opcjonalnie znak, iż sama Mavelle za takowego bynajmniej go nie uważała. Nudny, ale wymyślił, też coś.
- Widzisz, kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie – zażartowała również, zaśmiawszy się najpierw cicho z wyraźnym rozbawieniem. No, tak to już bywało, niezależnie od tego, czy orężem był wspomniany miecz czy jedynie dowcip.
Dopiła swój szampan, po czym odstawiła kieliszek na tackę przechodzącego obok kelnera. Skinęła lekko głową, wsłuchując się we wskazówki Seraphiny. O ile sam sklep jako tako majaczył jej w pamięci – w końcu robiła swego czasu rozeznanie, co, gdzie i za ile, zanim znalazła ten „swój” – to nie bardzo zdawała sobie sprawę z takich okazji.
- Dziękuję za wskazówkę, widzę, że trzeba będzie tam zaglądnąć – uznała, notując to zresztą sobie w pamięci. Zerknęła uważniej na Seraphinę, gdy ta wspomniała o oglądaniu szkiców. Bądź… nauce. - Och, nie jestem pewna, czy potrafiłabym czegoś nauczyć – przyznała uczciwie – Co do samego pokazania szkiców… Oczywiście chętnie pokażę, gdy tylko nadarzy się odpowiednia sposobność – obiecała. Inna sprawa, czy kobietom uda się tak dopasować, żeby usiąść razem na dłuższą chwilę; z tym mogło być, niestety, różnie.
- Jeśli chodzi o jedzenie, to polecam coś, czego nie spodziewacie się tu znaleźć – wtrąciła, choć podejrzewała, że dla Seraphiny to może nie być dostatecznie odpowiednie, jak na tego typu wydarzenie – Jeśli nikt jeszcze nie dostrzegł i nie zjadł wszystkiego, to powinny być muffinki a’la pizza. Są naprawdę prze-py-szne i jestem pewna, ze jeszcze wam będzie mało – wyrzuciła z siebie, gestykulacją podkreślając, jak bardzo wspaniałe są te przekąski.
W materii alkoholu jedynie pokręciła głową – nie chciała Patricka zbytnio obciążać, zresztą „obrabowała” zaraz kolejnego przechodzącego obok kelnera z kieliszka. Tak, trunku z pewnością jej nie braknie, nie trzeba było nosić.
Gdy okazało się, że Erik został wystawiony na licytację, zrobiła wielkie oczy i z niedowierzaniem przez chwilę przenosiła spojrzenie pomiędzy kuzynostwem. Co? Nie bardzo wierzyła własnym uszom, aż musiała się napić.
I… zakrztusiła się, gdy Seraphina rzuciła swoją kwotę, co oczywiście zaowocowało rozkaszleniem się.
Tysiąc galeonów, na brodę Merlina!
- Widzisz, kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie – zażartowała również, zaśmiawszy się najpierw cicho z wyraźnym rozbawieniem. No, tak to już bywało, niezależnie od tego, czy orężem był wspomniany miecz czy jedynie dowcip.
Dopiła swój szampan, po czym odstawiła kieliszek na tackę przechodzącego obok kelnera. Skinęła lekko głową, wsłuchując się we wskazówki Seraphiny. O ile sam sklep jako tako majaczył jej w pamięci – w końcu robiła swego czasu rozeznanie, co, gdzie i za ile, zanim znalazła ten „swój” – to nie bardzo zdawała sobie sprawę z takich okazji.
- Dziękuję za wskazówkę, widzę, że trzeba będzie tam zaglądnąć – uznała, notując to zresztą sobie w pamięci. Zerknęła uważniej na Seraphinę, gdy ta wspomniała o oglądaniu szkiców. Bądź… nauce. - Och, nie jestem pewna, czy potrafiłabym czegoś nauczyć – przyznała uczciwie – Co do samego pokazania szkiców… Oczywiście chętnie pokażę, gdy tylko nadarzy się odpowiednia sposobność – obiecała. Inna sprawa, czy kobietom uda się tak dopasować, żeby usiąść razem na dłuższą chwilę; z tym mogło być, niestety, różnie.
- Jeśli chodzi o jedzenie, to polecam coś, czego nie spodziewacie się tu znaleźć – wtrąciła, choć podejrzewała, że dla Seraphiny to może nie być dostatecznie odpowiednie, jak na tego typu wydarzenie – Jeśli nikt jeszcze nie dostrzegł i nie zjadł wszystkiego, to powinny być muffinki a’la pizza. Są naprawdę prze-py-szne i jestem pewna, ze jeszcze wam będzie mało – wyrzuciła z siebie, gestykulacją podkreślając, jak bardzo wspaniałe są te przekąski.
W materii alkoholu jedynie pokręciła głową – nie chciała Patricka zbytnio obciążać, zresztą „obrabowała” zaraz kolejnego przechodzącego obok kelnera z kieliszka. Tak, trunku z pewnością jej nie braknie, nie trzeba było nosić.
Gdy okazało się, że Erik został wystawiony na licytację, zrobiła wielkie oczy i z niedowierzaniem przez chwilę przenosiła spojrzenie pomiędzy kuzynostwem. Co? Nie bardzo wierzyła własnym uszom, aż musiała się napić.
I… zakrztusiła się, gdy Seraphina rzuciła swoją kwotę, co oczywiście zaowocowało rozkaszleniem się.
Tysiąc galeonów, na brodę Merlina!
352/2143