Nicholas nie zamierzał komentować czyjegoś ubioru, gdyż jest to już indywidualna sprawa danej osoby. On sam nie nosił się jakoś inaczej, a tylko zimne barwy i dominująca czerń, która podkreśla jego aurę i charakter. Każdy z nas ma prawo wyboru i jeżeli w tym co miał na sobie Laurent, czuł się dobrze, niech tak pozostanie.
Jeżeli kogoś zaprasza się do siebie, musi być jakiś powód. Choć nie zawsze. Tutaj Nicholasowi chodziło nie tylko o przedyskutowanie sprawy związanej z wywiadem Prewetta w proroku, ale może też dokończyliby tę grę, którą zaczął parę dni temu w kawiarni Laurent. Nicholas również potrafił zaskakiwać. Jako że Selkie należy do stworzeń magicznych, jako inny "półludzki" gatunek, Yaxley posiadał o nich podstawową wiedzę, aby dobrze wykorzystać to w swojej grze. Dodatkowo wyszkolone umiejętności rodzinne, pozwalały rozpoznawać takie osoby w społeczności ludzkiej. Było to na plus dla Nicholasa.
Wracając jednak do tych kwiatów, zauważył ten uśmiech u Laurenta, który aż chyba promieniował zadowolony, że go zaskoczył. Czy to był znak, przełamania bariery lęku a przyjęcia kredytu zaufania? Czy nie czuł się już niekomfortowo w obecności Yaxleya?
Kwiat ostatecznie wylądował na parapecie, a Nicholas zajął się ugoszczeniem swojego gościa. W korytarzu znajdował się wieszak, gdzie można było powiesić kurtkę, płaszcz, cokolwiek miało się wierzchniego. Kręcąc się przy kuchni, Nicholas spoglądał w kierunku Laurenta, rejestrując jego reakcję. Wtedy padły te same słowa. Obaj dzisiejszego dnia zaskoczyli się wzajemnie.
- Wiem. Dlatego pytam, bo mogę przygotować ci nawet bardzo słabego drinka, jeżeli obawiasz się po jednym porządnym odpłynąć.Wtedy to by Nicholas mógł z nim zrobić, co by tylko chciał. Nie będzie jednak posuwać się do takich czynności, aby coś brać siłą. Przygotował herbatę dla Laurenta, aby czuł się tutaj dobrze ugoszczony. W między czasie, słuchał całej opinii Prewetta, otwarcie przyznającego o swojej podejrzliwości.
- Powiedzmy, że na nowo budujemy kredyt zaufania. Mieszkanie jest moje, ale ze względu na ciągłą pracę w Ministerstwie, traktuje je jedynie jako miejsce noclegowe i gościnne. Nawet jakoś bliżej mam do Ministerstwa.
Wyjaśnił częściowo, podchodząc do ławy i stawiając przygotowaną herbatę dla Laurenta. Wrócił się zaraz do części kuchennej, po sałatkę wyjątkowo warzywną. Wszelka zastawa stołowa także się znajdowała na ławie, aby można było nałożyć sobie poczęstunek i skosztować przysmaki.
Ciekawostka. Nicholas jako wegetarianin, nie kupiłby tych owoców morza i nie przygotowywałby ich. Zrobił tutaj wyjątek tylko dla Laurenta, który jako selkie się w tym lubuje. To jak podać normalną rybę foczce. Stąd ta dodatkowa sałatka, aby jego gość nie pomyślał, że gospodarz niczego nie je.
Stawiając na ławie, Nicholas wrócił się jeszcze po gazetę, siadając w końcu na kanapie, naprzeciwko Laurenta.- Nie trudno zauważyć, że wzajemnie badamy grunt. Sprawdzałeś mnie ostatnim razem, wyciągając swoje karty, blokując mnie na swojej szachownicy. Pomyślałem, że chyba czas na mój ruch.
Dodał do swojej wcześniejszej wypowiedzi, po czym pokazał mu proroka na stronie z jego wywiadem. Był pod tym względem poważny.
- Bardzo odważne odpowiedzi. Nie boisz się?
Zapytał, nawiązując przede wszystkim do wskazywania winnego zajściu na Beltame śmierciożerców. Był ciekawy, czy Laurent zdawał sobie sprawę z tego, co zrobił. Czy zrobił dobrze. Czy może prowadzący z nim wywiad, wywoływał jakąś presję? Nicholas już przeszedł do konkretnego tematu o jakim chciał z nim porozmawiać.