26.11.2023, 15:00 ✶
Niektórzy porównywali kobiety do instrumentów muzycznych. Jeśli dotkniesz odpowiedniego miejsca, wydobędzie się z nich przepiękna muzyka. W tym przypadku było dokładnie tak samo - Laurent sunął dłońmi po ciele Olivii, wydobywając z niej rozkoszne dźwięki oraz gesty, którymi się odwdzięczała z nawiązką. Jeżeli by przyjąć taką metaforę, to Laurent był wirtuozem światowej klasy.
Skóra Olivii była rozpalona, reagowała z entuzjazmem na każdy jego dotyk. Ciało uginało się pod naciskiem, drżało gdy kolejne elementy odzieży osuwały się delikatnie na kanapę i podłogę. Było w tym odnaleźć desperacką potrzebę dotyku, a jednak miało się wrażenie, że to było pragnienie jego dotyku, nikogo innego. Olivia z coraz większą chciwością przechwytywała kolejne pocałunki, gdy coraz bardziej rozgorączkowana błądziła palcami po skórze Laurenta i gdy lgnęła do jego ciała, jakby chciała ukraść dla siebie jak najwięcej jego ciepła. Odkrywała nie tylko go, ale i siebie na nowo, niemal stapiając ich ciała w jedno. Potrzebowała tego w zasadzie odkąd go tylko poznała w tym nowym wydaniu, gdy już nie byli nastolatkami, którzy mijali się na korytarzu, lecz gdy spotkali się jako dorośli po raz pierwszy. Czuła, że złączyła się na te kilka chwil z Laurentem nie tylko na poziomie cielesnym, ale przede wszystkim emocjonalnym. Bo ich główne odczucia, troska o innych i spojrzenie na świat było bardziej niż podobne. Niemal identyczne.
Nie odsunęła się, nie wysmyknęła z jego objęć zawstydzona, gdy kolejne dreszcze rozwiewały się jak piękny sen. Wtulała się natomiast w jego ciało, próbując uspokoić własny oddech, z zaskoczeniem przyjmując fakt, że gonitwa myśli, którą miała do tej pory i z którą się zmagała, się skończyła. Gwałtownie i niespodziewanie, a jednak przyjemnie, bo miała poczucie, że znowu może myśleć jasno i klarownie.
- Mogę dawać ci tyle wykładów, ile chcesz - zamruczała, rozleniwiona tym grzesznym aktem, którego się dopuścili. Grzesznym według niektórych, oczywiście, bo świat się zmieniał, podejście do życia także. I ona sama, patrząc na jej burzliwą przeszłość, określiłaby się jako liberalną w tym temacie. Nie było to dla niej tabu, cielesność była najzwyczajniejszą w świecie potrzebą bliskości z drugim człowiekiem. Jednak wszystko się zmieniało i nabierało dla niej zupełnie nowego znaczenia, gdy do tego dochodziło połączenie na poziomie psychicznym, które w jej opinii zdecydowanie osiągnęli. Roześmiała się, szczerze i niewinnie, lecz pocałunek, który złożyła na Laurentowym obojczyku, zdecydowanie do niewinnych nie należał. - Kolejny dotyczy czajników i tego, że pomimo małego... rozproszenia - Herbata nadal będzie ciepła.
To było fascynujące w tych "starych, brzydkich" czajnikach z żeliwa. Cholernie długo utrzymywały ciepło. Olivia z czułością odgarnęła włosy z czoła Laurenta, zastanawiając się jakim cudem w każdej sytuacji wyglądał tak idealnie. Czy to była kwestia wprawy, czy jakieś zaklęcie? A może ona miała zaburzone postrzeganie jego osoby? Uśmiechnęła się, szczęśliwa z takiego obrotu spraw. Może jednak czasem nie warto było się zamykać przed wszystkimi? Przecież w końcu otworzyła tę skrzyneczkę z całą gamą uczuć, które żywiła do Laurenta, i skończyło się dobrze, prawda?
Skóra Olivii była rozpalona, reagowała z entuzjazmem na każdy jego dotyk. Ciało uginało się pod naciskiem, drżało gdy kolejne elementy odzieży osuwały się delikatnie na kanapę i podłogę. Było w tym odnaleźć desperacką potrzebę dotyku, a jednak miało się wrażenie, że to było pragnienie jego dotyku, nikogo innego. Olivia z coraz większą chciwością przechwytywała kolejne pocałunki, gdy coraz bardziej rozgorączkowana błądziła palcami po skórze Laurenta i gdy lgnęła do jego ciała, jakby chciała ukraść dla siebie jak najwięcej jego ciepła. Odkrywała nie tylko go, ale i siebie na nowo, niemal stapiając ich ciała w jedno. Potrzebowała tego w zasadzie odkąd go tylko poznała w tym nowym wydaniu, gdy już nie byli nastolatkami, którzy mijali się na korytarzu, lecz gdy spotkali się jako dorośli po raz pierwszy. Czuła, że złączyła się na te kilka chwil z Laurentem nie tylko na poziomie cielesnym, ale przede wszystkim emocjonalnym. Bo ich główne odczucia, troska o innych i spojrzenie na świat było bardziej niż podobne. Niemal identyczne.
Nie odsunęła się, nie wysmyknęła z jego objęć zawstydzona, gdy kolejne dreszcze rozwiewały się jak piękny sen. Wtulała się natomiast w jego ciało, próbując uspokoić własny oddech, z zaskoczeniem przyjmując fakt, że gonitwa myśli, którą miała do tej pory i z którą się zmagała, się skończyła. Gwałtownie i niespodziewanie, a jednak przyjemnie, bo miała poczucie, że znowu może myśleć jasno i klarownie.
- Mogę dawać ci tyle wykładów, ile chcesz - zamruczała, rozleniwiona tym grzesznym aktem, którego się dopuścili. Grzesznym według niektórych, oczywiście, bo świat się zmieniał, podejście do życia także. I ona sama, patrząc na jej burzliwą przeszłość, określiłaby się jako liberalną w tym temacie. Nie było to dla niej tabu, cielesność była najzwyczajniejszą w świecie potrzebą bliskości z drugim człowiekiem. Jednak wszystko się zmieniało i nabierało dla niej zupełnie nowego znaczenia, gdy do tego dochodziło połączenie na poziomie psychicznym, które w jej opinii zdecydowanie osiągnęli. Roześmiała się, szczerze i niewinnie, lecz pocałunek, który złożyła na Laurentowym obojczyku, zdecydowanie do niewinnych nie należał. - Kolejny dotyczy czajników i tego, że pomimo małego... rozproszenia - Herbata nadal będzie ciepła.
To było fascynujące w tych "starych, brzydkich" czajnikach z żeliwa. Cholernie długo utrzymywały ciepło. Olivia z czułością odgarnęła włosy z czoła Laurenta, zastanawiając się jakim cudem w każdej sytuacji wyglądał tak idealnie. Czy to była kwestia wprawy, czy jakieś zaklęcie? A może ona miała zaburzone postrzeganie jego osoby? Uśmiechnęła się, szczęśliwa z takiego obrotu spraw. Może jednak czasem nie warto było się zamykać przed wszystkimi? Przecież w końcu otworzyła tę skrzyneczkę z całą gamą uczuć, które żywiła do Laurenta, i skończyło się dobrze, prawda?