26.11.2023, 15:15 ✶
- Dobra robota – pochwaliła Dorę, gdy ta pokazała wygrzebane informacje. Znaczy, nie był to żaden kosmos, ale… dobrze było docenić jednak czyjąś pracę, nie? Zwłaszcza że mocno to zawężało wybór kierunków, w stronę których mogła się udać, a to pozwalało na sprawniejsze podążenie jej tropem…
… zwłaszcza w połączeniu z informacją przekazaną przez Erika (tak, też został pochwalony). Tak, była kobieta w koszuli nocnej, i to o konkretnej godzinie, co już całkiem jasno wskazywało, którym to pociągiem odjechała Barlow.
Ech, kobieta może i miała dobry pomysł, żeby opuścić Londyn, ale strój, jaki miała na sobie… pozostawiał wiele do życzenia i nawet nie chodziło o najzwyklejszą w świecie przyzwoitość i obyczajność, ale właśnie przyciąganie uwagi. Przecież to jak stanięcie na środku ulicy i wykrzyczenie wniebogłosy, że jebać Voldemorta, i tak mi nic nie zrobicie, szczyle.
- Tak, po jej śladach. Nie wiem. Może. Wolałabym niczego nie przeoczyć – przyznała uczciwie. W zasadzie, to na dobrą sprawę zapewne powinna dać sobie radę w pojedynkę; no bo w teorii jakie niby ryzyko miałoby się wiązać z samym powęszeniem? W teorii. W praktyce… w praktyce poruszanie się w pojedynkę mogło być niebezpieczne, zwłaszcza jeśli nagle się wdepnęło w metaforyczne bajoro pełne gówna.
- W porządku, wracaj do domu – skinęła lekko głową. Tak. Liczył się czas, a szukanie teraz niemagicznego sposobu dotarcia tam, zwłaszcza gdy już wiedzieli, którym pociągiem jechała… nie, powrót Dory był mimo wszystko najrozsądniejszą opcją, zwłaszcza że mogła przekazać informacje.
***
Przy tak sporych obszarach forma zwierzęca zapewne byłaby o wiele wygodniejszą – mimo wszystko jakoś szybciej się poruszało, mając cztery łapy, zamiast dwóch nóg. Ale Bones nie była psem, tylko wilkiem; wilkiem nie wyglądającym z żadnej strony na przyjazną istotę. Niby mogli wciskać kit, że Erik ją wyprowadza, ale…
… takie zwierzę zapadłoby w pamięć. Więc nawet nie rozważała opcji przemiany, po prostu poruszała się relatywnie szybkim krokiem, usilnie starając się złapać trop. I w końcu: był. Podejrzanie mocny zapach… za mocny jak na coś, co pojawiło się dobrych parę godzin temu i do tego jego źródło zniknęło.
- Mówiłeś, że na dworcu widziano ją w koszuli nocnej, tak? To dlaczego ona ma jej koszulę... – rzuciła cicho do Erika, ruchem głowy wskazując, kogo dokładnie miała na myśli. A że na patrzeniu nie miała zamiaru poprzestać, to… no, oczywiście że do niej podeszli.
- Dzień dobry – przywitała się, przywołując na twarz jak najprzyjaźniejszy uśmiech – Potrzebuje pani pomocy? – w końcu kto normalnie siedzi w parku tylko w koszuli… - I jeśli można… pamięta pani, skąd ma tę koszulę nocną? – w zasadzie, urok mogła rzucić Catherine, jeśli zmieniała po drodze strój. Albo zupełnie kto inny, chcąc się łatwo dowiedzieć, co i jak… Ale Bones wolała najpierw spróbować jednak rozmowy, czary zostawiając na sam koniec.
O ile w ogóle.
… zwłaszcza w połączeniu z informacją przekazaną przez Erika (tak, też został pochwalony). Tak, była kobieta w koszuli nocnej, i to o konkretnej godzinie, co już całkiem jasno wskazywało, którym to pociągiem odjechała Barlow.
Ech, kobieta może i miała dobry pomysł, żeby opuścić Londyn, ale strój, jaki miała na sobie… pozostawiał wiele do życzenia i nawet nie chodziło o najzwyklejszą w świecie przyzwoitość i obyczajność, ale właśnie przyciąganie uwagi. Przecież to jak stanięcie na środku ulicy i wykrzyczenie wniebogłosy, że jebać Voldemorta, i tak mi nic nie zrobicie, szczyle.
- Tak, po jej śladach. Nie wiem. Może. Wolałabym niczego nie przeoczyć – przyznała uczciwie. W zasadzie, to na dobrą sprawę zapewne powinna dać sobie radę w pojedynkę; no bo w teorii jakie niby ryzyko miałoby się wiązać z samym powęszeniem? W teorii. W praktyce… w praktyce poruszanie się w pojedynkę mogło być niebezpieczne, zwłaszcza jeśli nagle się wdepnęło w metaforyczne bajoro pełne gówna.
- W porządku, wracaj do domu – skinęła lekko głową. Tak. Liczył się czas, a szukanie teraz niemagicznego sposobu dotarcia tam, zwłaszcza gdy już wiedzieli, którym pociągiem jechała… nie, powrót Dory był mimo wszystko najrozsądniejszą opcją, zwłaszcza że mogła przekazać informacje.
***
Przy tak sporych obszarach forma zwierzęca zapewne byłaby o wiele wygodniejszą – mimo wszystko jakoś szybciej się poruszało, mając cztery łapy, zamiast dwóch nóg. Ale Bones nie była psem, tylko wilkiem; wilkiem nie wyglądającym z żadnej strony na przyjazną istotę. Niby mogli wciskać kit, że Erik ją wyprowadza, ale…
… takie zwierzę zapadłoby w pamięć. Więc nawet nie rozważała opcji przemiany, po prostu poruszała się relatywnie szybkim krokiem, usilnie starając się złapać trop. I w końcu: był. Podejrzanie mocny zapach… za mocny jak na coś, co pojawiło się dobrych parę godzin temu i do tego jego źródło zniknęło.
- Mówiłeś, że na dworcu widziano ją w koszuli nocnej, tak? To dlaczego ona ma jej koszulę... – rzuciła cicho do Erika, ruchem głowy wskazując, kogo dokładnie miała na myśli. A że na patrzeniu nie miała zamiaru poprzestać, to… no, oczywiście że do niej podeszli.
- Dzień dobry – przywitała się, przywołując na twarz jak najprzyjaźniejszy uśmiech – Potrzebuje pani pomocy? – w końcu kto normalnie siedzi w parku tylko w koszuli… - I jeśli można… pamięta pani, skąd ma tę koszulę nocną? – w zasadzie, urok mogła rzucić Catherine, jeśli zmieniała po drodze strój. Albo zupełnie kto inny, chcąc się łatwo dowiedzieć, co i jak… Ale Bones wolała najpierw spróbować jednak rozmowy, czary zostawiając na sam koniec.
O ile w ogóle.