Ktoś mógł tutaj wejść w każdej chwili - w końcu to była łazienka. Ale zamiast się nad tym zastanawiać to Laurent zastanawiał się, co takiego tkwi w człowieku, że przyciąga czasem spojrzenia. Że w sercu rodzi się jakaś taka dziwna chęć, coś takiego... coś takiego. Co sprawia, że Marta, zamordowana ongiś dziewczyna, chodzi po tych łazienkach i spogląda na chłopców? Mógłbym chodzić z nią. Czy to była zła myśl? Niepoprawna? Niepoprawne wydawało się o to pytać kogokolwiek - z jakiegoś powodu usta wszystkich dorosłych na ten temat milczały. Z jakiegoś powodu też jego ojciec oglądał się ciągle za nowymi kobietami, a mama znosiła to bardzo dobrze, czasami nawet płaciła niektórym i odstawiała je do drzwi, żeby tylko nie rozpowiadały. Seks. Jakże tajemnicze zagadnienie, kiedy ciało zaczynało reagować na dotyk i na obecność... płci przeciwnej. Bo to przecież powinna być płeć przeciwna. Powinna...
Marta sama nie zauważyła na początku nowego przybysza, wpatrując się ze swojej kryjówki, w której sądziła, że pozostała niezauważona. Gdyby mogła to płonęłaby rumieńcem od zupełnej niepoprawności tego, co tu się działo. Co Laurent robił. Chłopak potrząsnął głową, pozwalając swoimi jasnym, przystrzyżonym kosmykom włosów rozsypać się po karku, wyprostował smukłe ramiona, uniósł dłonie, żeby oprzeć je na swoich rękach i sprawdzić, z jaką przyjemnością wiąże się najprostszy dotyk. Nawet ten neutralny, który wydawał się głaskaniem. Lubił to uczucie. Ten moment, kiedy ktoś gładził cię po głowie, albo plecach, kiedy z pocieszeniem masował twoje ramiona. Nie miało to żadnego wyrazu seksualnego, tak jak chwilowo jego ruch rąk nie miał. Ale dotykać siebie samego można było na różne sposoby. Tak jak wiedział, że można na różne sposoby dotykać inną osobę. Bo innym dotykiem obdarzysz znajomego, a innym tą osobę, która ci się podoba. Wzór w postaci dorosłych był tutaj godny naśladowania. Tylko jak daleko? Blondyn teraz wyglądał, jakby się obejmował, tonął we własnych ramionach i tulił siebie samego do snu. Lekko pokręcił torsem na boki tak, jak czasami matki potrafiły lulać niemowlę na rękach. I to był w zasadzie ten moment, w którym Marta zanurkowała w podłogę, zakrywając swoje usta dłońmi, żeby nie wydać z siebie pisku. Ten pisk jednak cicho się wydobył. I to też moment, w którym z przestrachem sięgnął po swoją koszulę i się zakrył, doskakując do umywalki, bo ktoś tutaj wszedł. Zrobił wielkie oczy, patrząc na... na nieznajomego w zasadzie chłopaka. Zamrugał raz i drugi, patrząc na jego rumieńce... i rozluźnił się. To nie był żaden z tych chłopców, którzy zatruwali jego życie.
- Cześć. - Jeśli anioły miałyby głos, to pewnie byłby to głos Laurenta. Szczególnie ten delikatniutki i młodziutki, jaki miał teraz. Spoglądał na nieznajomego ciekawie, przesuwając teraz wolnym ruchem koszulę po swoim ciele w dół. - Też przyszedłeś popatrzeć? Jak Martwa? - Powinien się wstydzić? Bo sam czuł rumieńce na swoich policzkach. Ale jego rumieńce płynęły z ekscytacji.