Norka próbowała nie spanikować, jednak nie była najlepsza w kontaktach damsko - męskich. Kiedy więc Flynn zawiesił swoją rękę tuż nad nią i przyparł ją do ściany nieco się zdenerwowała. Nie było to jednak zdenerwowanie takie typowe, które świadczyło o tym, że była zła, raczej jedno z tych zachowań, które mówiło o tym, że nie wie jak się zachować. Dawno nie była tak blisko żadnego mężczyzny, no może poza Erikiem, jednak go nie do końca traktowała jak pełnoprawnego faceta, był dla niej bardziej, jak brat. Próbowała jednak nie dać po sobie znać, że czuje się nieswojo. Nie znosiła znajdować się w takich sytuacjach, zawsze musiała wiedzieć, jak postąpić.
Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie skorzystała z okazji i ponownie nie spojrzała na jego klatkę piersiową, skoro już znajdowała się ona na wysokości jego oczu. Zauważyła te blizny, może noże o których wspominał wcale nie służył do krojenia żywności? Nie mogła jednak nic zakładać, a może po prostu wolała tego nie robić.
Starała się oddychać spokojnie, ale jej oddech, jakby na chwilę się zatrzymał, a serce biło jej naprawdę szybko, nie umiała nad tym zapanować.
- Tak, to jest pierwsze, co przyszło mi do głowy. - Zignorowała zupełnie jego prychnięcie. Nie miał prawa wiedzieć o tym, że ten Paryż to było jej spełnienie marzeń, że dawno temu miała się tam znaleźć, żeby podszkolić swój kunszt kulinarny, ale nie wyszło, zresztą jak zawsze. Miała wrażenie, że teraz też nie wyjdzie.
- Czyli nie chcesz zrezygnować? - Przyjęła, że nie jest gejem, przynajmniej tak to jej zabrzmiało. Mógł ją uznać za głupią czy coś, ale nie obchodziło ją w tym momencie, bo naprawdę chciała pojechać do tego Paryża. Poczuła się nieco pewniej, kiedy zabrał rękę znad jej głowy, chyba znowu zaczęła oddychać. - Robię najlepsze słodycze w Londynie. - Odparła z dumą, bo chciała, żeby o tym wiedział. - Skoro nie piekarzem, to kim jesteś? - Wypadałoby chyba zapytać, chociaż, czy miało to dla niej większe znaczenie? Pewnie nie. Norka była gotowa zaopiekować się każdym, kto tylko wykazywał takie zainteresowanie, nie przeszkadzały jej żadne wady jej znajomych.
- Precel to precel, a nie ciastko. - Dodała jeszcze takim bardzo zarozumiałym tonem głosu, bo to była w końcu jej dziedzina i nie zamierzała udawać, że jest inaczej. - Chociaż jak to mówią, możesz być kim chcesz, to może i precel może zostać ciastkiem. - Całkiem filozoficzne pytanie o którym pewnie można by dyskutować całą noc.