26.11.2023, 23:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.11.2023, 23:49 przez Mavelle Bones.)
- Nieee, na pewno nie duplikujące, po prostu myślałam, że wsiadła do pociągu w koszuli nocnej, ale… – zastanowiła się, marszcząc brwi – … może coś źle zrozumiałam z tego, co mi przekazałeś – mruknęła jeszcze pod adresem Erika. Zamiana – to oczywiste i sama by tak, zapewne, postąpiła, ale… trochę się jej tu kolejność jednak posypała, przez co ten widok i zapach wprowadził ją w skonfundowanie. Ale tak, nie było im dane długo prowadzić tej rozmowy, bowiem skupiła się jednak na mugolce.
Przytaknęła odruchowo. Tak, piękny dzień, ale tylko pod względem pogody – bo cała reszta pozostawiała naprawdę wiele do życzenia. Kolejne przedwcześnie zgasłe życie, następne życie – mogło zgasnąć wkrótce.
Co więc było w tym pięknego? Niemalże czuła oddech Śmierci na karku – bo niewykluczone, że przecież się władują w starcie, że zostaną zauważeni przez tych, przez kogo nie powinni i tak dalej, i tak dalej… nic to, takie ryzyko miała na co dzień, ale teraz… teraz stawka mimo wszystko była wysoka.
Zamiana, smutna, płakała, Jason. Przymknęła na sekundę, dwie, oczy, rozważając, jak postąpić. Barlow zapewne „przekonała” ją, żeby oddała ubranie, w najgorszym razie – faktycznie grzecznie poprosiła, a zaklęcia były dziełem innych osób. Czy mogli ją tak zostawić…?
- Tak, to my jesteśmy tymi przyjaciółmi – wyrzekła miękko, sięgając do kieszeni po portfel – Nie byliśmy pewni, czy to na pewno pani – dodała niby to przepraszającym tonem, wyjaśniając tym samym, dlaczego w ogóle zadawała pytania, zamiast wręczyć jej pieniądze (które właśnie wyłuskiwała z portfela) i zniknąć – Tak że proszę to wziąć – dodała, wyciągając w stronę nieznajomej dłoń z banknotami.
- I jeszcze jedno… pamięta może pani, żeby jeszcze ktoś z panią rozmawiał i wypytywał odnośnie płaczącej dziewczyny? – zdecydowała się jeszcze spytać. Na wszelki wypadek.
Przytaknęła odruchowo. Tak, piękny dzień, ale tylko pod względem pogody – bo cała reszta pozostawiała naprawdę wiele do życzenia. Kolejne przedwcześnie zgasłe życie, następne życie – mogło zgasnąć wkrótce.
Co więc było w tym pięknego? Niemalże czuła oddech Śmierci na karku – bo niewykluczone, że przecież się władują w starcie, że zostaną zauważeni przez tych, przez kogo nie powinni i tak dalej, i tak dalej… nic to, takie ryzyko miała na co dzień, ale teraz… teraz stawka mimo wszystko była wysoka.
Zamiana, smutna, płakała, Jason. Przymknęła na sekundę, dwie, oczy, rozważając, jak postąpić. Barlow zapewne „przekonała” ją, żeby oddała ubranie, w najgorszym razie – faktycznie grzecznie poprosiła, a zaklęcia były dziełem innych osób. Czy mogli ją tak zostawić…?
- Tak, to my jesteśmy tymi przyjaciółmi – wyrzekła miękko, sięgając do kieszeni po portfel – Nie byliśmy pewni, czy to na pewno pani – dodała niby to przepraszającym tonem, wyjaśniając tym samym, dlaczego w ogóle zadawała pytania, zamiast wręczyć jej pieniądze (które właśnie wyłuskiwała z portfela) i zniknąć – Tak że proszę to wziąć – dodała, wyciągając w stronę nieznajomej dłoń z banknotami.
- I jeszcze jedno… pamięta może pani, żeby jeszcze ktoś z panią rozmawiał i wypytywał odnośnie płaczącej dziewczyny? – zdecydowała się jeszcze spytać. Na wszelki wypadek.