Oh, on był jej kompletnym przeciwieństwem. Im dalej i dłużej od oczu gapiów, im mniej paliła go w duszę zawada samotnika, tym mocniej dało się dostrzec jego mocne strony. W duecie czuł się dobrze, w duecie ani trochę nie trzęsły mu się ręce, ani głos. Uśmiechał się też trochę inaczej, milej, subtelniej, ale wciąż raził rzeczami, których nie mogło zmienić w nim już nic - tym obdrapanym ciałem, poplątanymi włosami i aparycją, jakby był porzuconą obok łóżka koszulą noszoną na długiej imprezie. Nawet wystrojony na pokaz posiadał za dużo siebie w sobie, a znajdując się tak blisko, nie mógł ukryć gryzącego smrodu mocnych papierosów.
- Kompleksy? - Zapytał, unosząc w górę brwi w nieco żenujący, ale nie odpychający sposób - po prostu głupkowaty. - Niepotrzebnie.
Nawinąłby sobie jej włosy na palec, ale jeszcze mu tutaj dziewczyna zemdleje...
- Kurwa, znasz kogokolwiek, kto by nie chciał jechać do Paryża za frajer? Pojechałbym tam nawet gdybyś ty nie chciała, po prostu podpisz ten papier, a ja zabiorę tam - chłopaka, chciał powiedzieć, ale powstrzymał się w ostatnim momencie - siostrę. - Ale on faktycznie nie był gejem, chociaż czasami tak o sobie mówił. A nawet nie. Flynn bardzo dumnie i na przekór wszystkiemu nazywał siebie pedałem, bo to brzmiało mocniej i łamało wszelkie normy, a on to przecież uwielbiał - być innym, wyjątkowym i momentami aż nazbyt wulgarnym. No ale nie był koneserem wyłącznie męskiego lub kobiecego piękna - gdyby musiał jakoś określić swój zakres, to lubił po prostu ludzi, a jeżeli zmusić go coby przesiać ich przez sito gustu, to ciągnęło go niesamowicie do ludzi uległych, wybaczających mu każdy, nawet najbardziej absurdalny idiotyzm. Do tego stopnia, że inni nazwaliby ich pewnie żałosnymi. - Mhm, lepsze niż Bertie Bott? - Nie miał pojęcia kim była Nora Figg. Mieszkańcy Pokątnej kojarzyli ją pewnie aż za dobrze, ale Flynn... Cóż, musiałaby otworzyć cukiernię tak z pięć lat temu. - Zgadnij, kim jestem, to może zgodzę się, że precel to nie ciastko. - Zarozumiały ton nie zdenerwował go ani trochę. Inni pewnie doznaliby straszliwej fali wspomnień z okresu szkolnego, kiedy takie panie idealne uprzykrzały im życie, ale on do szkoły nigdy nie chodził, a zarozumiałość w jego świecie była zwykle oznaką siły... No, czasami głupoty. Ale życie takie jednostki dosyć szybko weryfikowało. - Nie mogę jechać w weekend. - Dodał nagle, takim tonem, jakby sobie o czymś niespodziewanie przypomniał.
- Kompleksy? - Zapytał, unosząc w górę brwi w nieco żenujący, ale nie odpychający sposób - po prostu głupkowaty. - Niepotrzebnie.
Nawinąłby sobie jej włosy na palec, ale jeszcze mu tutaj dziewczyna zemdleje...
- Kurwa, znasz kogokolwiek, kto by nie chciał jechać do Paryża za frajer? Pojechałbym tam nawet gdybyś ty nie chciała, po prostu podpisz ten papier, a ja zabiorę tam - chłopaka, chciał powiedzieć, ale powstrzymał się w ostatnim momencie - siostrę. - Ale on faktycznie nie był gejem, chociaż czasami tak o sobie mówił. A nawet nie. Flynn bardzo dumnie i na przekór wszystkiemu nazywał siebie pedałem, bo to brzmiało mocniej i łamało wszelkie normy, a on to przecież uwielbiał - być innym, wyjątkowym i momentami aż nazbyt wulgarnym. No ale nie był koneserem wyłącznie męskiego lub kobiecego piękna - gdyby musiał jakoś określić swój zakres, to lubił po prostu ludzi, a jeżeli zmusić go coby przesiać ich przez sito gustu, to ciągnęło go niesamowicie do ludzi uległych, wybaczających mu każdy, nawet najbardziej absurdalny idiotyzm. Do tego stopnia, że inni nazwaliby ich pewnie żałosnymi. - Mhm, lepsze niż Bertie Bott? - Nie miał pojęcia kim była Nora Figg. Mieszkańcy Pokątnej kojarzyli ją pewnie aż za dobrze, ale Flynn... Cóż, musiałaby otworzyć cukiernię tak z pięć lat temu. - Zgadnij, kim jestem, to może zgodzę się, że precel to nie ciastko. - Zarozumiały ton nie zdenerwował go ani trochę. Inni pewnie doznaliby straszliwej fali wspomnień z okresu szkolnego, kiedy takie panie idealne uprzykrzały im życie, ale on do szkoły nigdy nie chodził, a zarozumiałość w jego świecie była zwykle oznaką siły... No, czasami głupoty. Ale życie takie jednostki dosyć szybko weryfikowało. - Nie mogę jechać w weekend. - Dodał nagle, takim tonem, jakby sobie o czymś niespodziewanie przypomniał.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.