Poprawiała ostatnie detale, kiedy zauważyła tą małą, przesłodką białką kulkę, która stała się jej nową towarzyszką na całe życie. Zastąpiła Salema, który był jej dobrym przyjacielem, ogromnie jej pomagał, bo spędził z nią bardzo dużą część życia. Lady póki co, nie do końca interesowała się pomaganiem jej w pracy. Figg nie miała jednak wielkich oczekiwań, była przecież małą kotką, która musiała się wyszaleć i dorosnąć. Powinna trochę bardziej zaangażować się w jej wychowanie, ale nie do końca miała czas, aby skupić się na tym w pełni. - Nie patrzyłam, powinnam? - Nim zdążyła jednak to zrobić to dzwonek, który wisiał u drzwi się poruszył, zwiastował przybycie pierwszego z gości. Potarła się jednak pod okiem palcem wskazującym, jakby miało to w czymś pomóc, nie miała pojęcia o co konkretnie chodziło Lady. Będzie musiała szybko zniknąć, chociaż na moment, aby obejrzeć swe lico.
Jako pierwszy pojawił się wujek Otto. Pewnie cioteczka wysłała go wcześniej, żeby dotarł na czas. Wiedziała, że nie do końca przepada za Londynem, że lepiej czuje się w Dolinie, dlatego też zrobiło jej się naprawdę ciepło na serduszku, że postanowił ją tutaj odwiedzić w jej urodziny. Przywitała się z nim serdecznie, pozwoliła się ucałować, bo czemu by nie. - Cieszę się, że cię widzę wujku, wiem jak bardzo nie lubisz Londynu, to ogromne poświęcenie, że się tutaj pojawiłeś. - Przejęła butelkę, bardzo ostrożnie, bo nie chciała jej rozbić przypadkiem, szkoda by było tego pysznego runku. Odstawiła ją na stół. - Usiądź sobie wujku, częstuj się czym chcesz, zaraz nalejemy trunków. - Nie wypadało, żeby goście siedzieli o suchym pysku przecież. Póki co jednak, musiała się skupić na tym, aby przywitać się z każdym z osobna, bo dzwonek zwiastował przybycie kolejnych gości.
- Witaj Laurent. - Bo to Prewetta dostrzegła, jako następnego. Tak zaaferowana była jednak witaniem wuja, że póki co, nie zauważyła, że kuśtyka na jedną nogę, gdyby tak było, to pewnie by się tym dosyć mocno przejęła. Laurent wyglądał elegancko, jak zawsze zresztą. Nie miała pojęcia, dlaczego chce poświęcać swój czas na tą skromną posiadówkę, myślała, że raczej zignoruje zaproszenie, w końcu miał rezerwat i inne rzeczy na głowie, a i tak się tutaj pojawił. To całkiem miłe zważając na to, że ich drogi rozeszły się na trochę i dopiero wrócili do odświeżenia tej znajomości. Bukiet kwiatów, który trzymał w dłoni był zupełnie nietypowy, piękny, nigdy nie widziała jeszcze takiego połączenia. - Dziękuję ci bardzo za te życzenia, jak zawsze potrafisz mnie zawstydzić. - Nie mogło być inaczej, jej twarz oblała się różowym rumieńcem. Zachęciła go do zajęcia miejsca i częstowania się jedzeniem, po czym przeszła do kolejnej osoby.
Jako kolejną zauważyła Avelinę, która wyglądała, jak zawsze przepięknie, tyle, że Figg miała wrażenie, że jest nieco zmęczona. Czyżby znowu siedziała po nocach przygotowując kolejne eliksiry? Powinna odpocząć, nie mogła się przemęczać. Kto inny o nią zadba, jak nie Norka. Na pewno później o tym wspomni, bo nie zamierzała ignorować tego, że to zauważyła. - Dziękuję słońce, siadaj i jedz, wyglądasz jakbyś potrzebowała trochę słodkości. - One rozumiały, nie pytały, wybaczały wszystko. Postawiła za sobą na blacie kolejne pakunki, powoli zaczynało się tego robić wiele.
Uśmiechnęła się do Brenny. Ucieszyła się, że ją widzi. Na pewno byłoby jej przykro, gdyby jej tutaj zabrakło. Wiedziała jednak, że tak, jak zawsze ułoży swój plan tak, żeby się tutaj zjawić. Nie miała pojęcia, jak ona to robiła, że potrafiła tak czarować czas. Miała wrażenie, że jest wszędzie, taka była zabiegana. Norka miała wrażenie, że widzi na twarzy Longbottom puder, wydawało jej się, że ta się nie maluje, nie wiedzieć, czemu dzisiaj postanowiła to zrobić. Dziwna sprawa, ale nie skomentowała tego, nie wypadało. - Dziękuję Brenn, tam są twoje ulubione pączki. - Pokazała jeszcze łokciem przyjaciółce, o którym miejscu mówi w momencie, w którym przejmowała od niej prezent. Wiedziała, że Brenna za nimi przepadała. Przypomniała sobie o tym wszystkim, co przeżywała jeszcze chwilę wcześniej dopiero, jak przyjaciółka wspomniała o tym, że ma nie zabić jej brata. Czyli zamierzał się tutaj pojawić, bardzo dobrze, powinni chyba znowu porozmawiać.
Kolejną osobą, którą zauważyła był Patrick. Uśmiechnęła się do niego ciepło, naprawdę cieszyła się, że znalazł chwilę, aby się tutaj pojawić. W końcu i jemu należała się chwila wytchnienia. Wiedziała, że ma sporo na głowie i w ministerstwie i w czasie wolnym. Słyszała o tym, że coś im się przydarzyło w Beltane, nie miała jednak pojęcia co dokładnie, nie wypytywała, nie węszyła, nie było to do końca w jej stylu. Wierzyła, że jeśli ktoś chciałby się z nią tym podzielić, to by to zrobił. Zresztą nie łączyła ich tak zażyła relacja. Przyjęła więc kwiaty, zresztą śliczne, o odpowiednim kolorze, które pasowały zarówno i do niej i do cukierni. - Dziękuję, nie byłam nigdy w Gabinecie Luster. - Odpowiedziała jeszcze, nieco ją to zaintrygowało. Będzie musiała znaleźć odpowiednie towarzystwo i się tam wybrać. - Jak zawsze, pomyślałeś o wszystkich. - Dodała jeszcze, gdy wspomniał o drobiazgach dla Mabel i Lady.
Teraz pojawił się przed nią Erik. Dostrzegła temblak, była to pierwsza rzecz, którą zauważyła. Westchnęła ciężko, nie dało się nie zauważyć jej dezaprobaty. Miała świadomość, że był w pracy, Brenna mówiła, że kogoś uratował, czemu jednak do jasnej cholery, zawsze musiała dziać się mu krzywda? Przeżyli już tę rozmowę, wolała do niej nie wracać, bo wspomnienia z nią związane nie były szczególnie kolorowe. - Eriś, cieszę się, że żyjesz, chociaż mam ochotę cię rozszarpać. - Wysyczała cicho przez zęby, miał jednak szczęście, że wokół było tyle osób, był tutaj bezpieczny, przynajmniej jak na razie. Przejęła od niego dary, które przyniósł i odłożyła je za siebie.
Jako ostatni pojawił się jej brat, co było całkiem zabawne, zważając na to, że kręcił się przecież tutaj od rana. Zazwyczaj jednak bywało tak, że ci, którzy mieli najbliżej dziwnym trafem pojawiali się na miejscu na samym końcu. Wzięła do ręki prezent, który jej przyniósł i dłuższą chwilę wpatrywała się w papier, który był bardzo uroczy, nie mogła oderwać wzroku od tych kotów, które to się ganiały na białym tle. - Cieszę się, że jesteś. - Bo chyba byli już w komplecie, no poza Elliottem, którego zaprosiła tu raczej z myślą o Eriku, niż o sobie, nie dziwiło jej nawet, że się nie pojawił.
- Częstujcie się moi drodzy, czym tylko chcecie, jedzcie i pijcie, nie żałujcie sobie niczego. Zachęcam do wzięcia ciastka z wróżbą. - Pokazała tackę, która stała na brzegu stołu, wiedziała, że te ciastka zawsze cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, więc jak zawsze napiekła ich trochę.