• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
Wiosna 1968 | Cup of coffee

Wiosna 1968 | Cup of coffee
Turecka piękność Prewettów
Czarna Madonna Anglii
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Aydaya Prewett
#2
27.11.2023, 10:26  ✶  

Aydaya lubiła przechadzać się po mugolskiej części Londynu, od czasu do czasu, w nadziei na znalezienie jakiejś perełki wśród Antykwariatów, sklepów ze starociami i rozlicznych targów czy jarmarków. Człowiek mógłby się zdziwić, jak wielu mugoli posiadało magiczne artefakty, przekazywane w rodzinie z pokolenia na pokolenie, nawet nie mając o tym pojęcia. Była to dla niej idealna okazja, aby odebrać z rąk mugoli co magiczne, przy okazji zarabiając niezłą gażę pośrednika, kiedy potem sprzedawała artefakt czarodziejom.

Jako pani domu Prewett nie musiała martwić się o pieniądze. Kiedy była młodsza i nosiła nazwisko Buruk, również nie stanowiły one nigdy problemu. Ostatnimi czasy jednak zrozumiała, że posiadanie własnej poduszki finansowej, z której nie musiała się absolutnie nikomu tłumaczyć, mogło mieć swoje zalety. Nie to, że kiedykolwiek tłumaczyła się Edwardowi ze sposobu w jaki wydaje pieniądze - pozwalał jej na nawet najbardziej szalone zakupy, bez wątpienia przynajmniej częściowo przez poczucie winy po swoich nocnych eskapadach i przez niego. Aydaya skrzywiła się lekko, przypominając sobie blondwłosego chłopca - teraz już młodzieńca - który zaledwie kilka lat temu ukończył Hogwart, a już uczynił dla siebie miejsce na świecie zakładając rezerwat, z użyciem funduszy które zdecydowanie nie pochodziły z rodzinnego skarbca. Kobieta miała swoje sposoby na uzyskiwanie informacji, ale nawet ona wiedziała jedynie, że pieniądze były brudne, pochodząc z szemranych biznesów. Nie daleko padało jabłko od jabłoni.

Przechadzała się właśnie po jarmarku pod otwartym niebem, zanotowawszy w myślach parę przedmiotów, które chciała spróbować zakupić, kiedy skończy się przechadzać, kiedy schmurzone niebo otwarło się i obdarowało ziemię deszczem. Ludzie zaczęli zbierać stragany, przynajmniej częściowo, by ochronić znajdujące się na nich przedmioty przed deszczem a ona stanęła przed dość poważnym, jak dla niej, dylematem. Normalnie teleportowałaby się do Keswick, nie zaprzątając sobie głowy mugolskimi środkami transportu, ale tego dnia naprawdę nie miała ochoty oglądać na oczy Edwarda czy Laurenta, a Pandora jak zwykle przebywała gdzieś na jakichś wykopaliskach. Poza tym nie chciała rezygnować kupna wypatrzonych przedmiotów. Postanowiła więc przeczekać deszcz gdzieś w okolicy i dopiero później wrócić do rezydencji.

Wyjęła dyskretnie różdżkę i bez większego wysiłku nałożyła na siebie prosty urok, odpychający krople deszczu gdyż jej zielony, zamszowy płaszczyk zaczął już odznaczać się ciemniej w miejscach gdzie zetknęła się z nim woda. Następnie, nieśpiesznie, rozejrzała się dookoła próbując namierzyć wzrokiem jakieś odpowiednie miejsce w którym mogła by się schronić na czas trwania ulewy. Uśmiechnęła się do siebie, widząc kawiarnię i ruszyła w jej kierunku. Aaron, który miał miejsce przy oknie, mógł łatwo zauważyć, jak kobieta kieruje swoje kroki do lokalu, omijana nie tylko przez deszcz ale i przez innych ludzi, jak gdyby w ogóle nie istniała.

Gdy weszła do środka, rozejrzała się po miejscu władczym wzrokiem kogoś, kto przyzwyczajony jej do bycia najważniejszym obiektem w pomieszczeniu. Widać było że jej bystre, czekoladowo-orzechowe oczy oceniały, czy lokal spełnia jakieś z góry założone sobie przez nią standardy. Jej wzrok leniwie prześlizgnął się po twarzach obecnych tam osób, na odrobinę dłuższą chwilę zatrzymując się na sylwetce Aarona. Kiedy się zaś okazało, że standardy zostały spełnione, kobieta podeszła do lady i podobnie jak mężczyzna przed nią zamówiła kawę i ciasto. W jej przypadku było to jednak americano i sernik z polewą malinową. Co jak co, ale słodycze mugole robili nieziemskie.

Musiała zaczekać na swoje zamówienie i bez wysiłku skierowała swoje kroki do okna, wsuwając się na siedzenie naprzeciwko młodego dziennikarza i uśmiechając się do niego uprzejmie.

- Pan Skeeter? Aaron Skeeter, jak mniemam? Muszę przyznać, że nie spodziewałam się spotkać innego czarodzieja w takim miejscu. - odezwała się do niego, nieco ściszając głos przy słowie "czarodziej". Nikt raczej nie powinien ich jednak podsłuchać. Mugole, z jej doświadczenia, byli tak bardzo zajęci swoimi ważnymi sprawami, że prawie nigdy nie dostrzegali tego co działo się w okół nich.

- Aydaya Prewett, miło pana poznać osobiście. Jestem fanką pana artykułów kryminalnych, jakkolwiek niewiele się ich ostatnimi czasy pojawia na łamach Proroka. - dodała, zachowując wszelkie maniery i kurtuazję. W jej tonie słychać było sympatię, ale też nie miał w sobie cech rozemocjonowania - podobnych młodocianym fankom tego czy innego autora. Ta kobieta mówiła spokojnie i z rozwagą.



[Obrazek: 95d2a6be96822749cf05e777388d9bf25c7c9f8e.gif]
"Istota nadziemska,
bo przecież żadnej innej nie pokochałby Edward Prewett."
— Laurent Prewett
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Skeeter (1732), Aydaya Prewett (671)




Wiadomości w tym wątku
Wiosna 1968 | Cup of coffee - przez Aaron Skeeter - 27.11.2023, 03:55
RE: Wiosna 1968 | Cup of coffee - przez Aydaya Prewett - 27.11.2023, 10:26
RE: Wiosna 1968 | Cup of coffee - przez Aaron Skeeter - 19.12.2023, 00:04

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa