Crow poczuł, że zaczyna tę walkę przegrywać. I niestety nie była to najłatwiejsza przegrana w jego życiu. To, że był do czegoś zdolny i potrafił to zrobić bez mrugnięcia, nie znaczyło tak naprawdę nic o potrzebie jego duszy. Z każdym kolejnym tekstem rzucanym przez Perseusa, Bell czuł coraz mocniej ukryty powód spontanicznej agresji, jaka z niego wyciekała. Nie przez bezpośrednie wydanie się w tym, bo nawet kiedy ktoś tak mocno prowokował, wciąż trzeba było domyślić się powodu. A domyślił się, bo sam nosił na sobie masę blizn świadczących o silnej, niezbywalnej skłonności do autodestrukcji. Ileż on razy zrobił coś na przekór sobie i wszelkiej logice tylko po to, żeby poczuć coś. Cokolwiek. Bo ten stan kiedy nie czuł nic był gorszy. On potrzebował czuć, przeżywać emocje, to było dla niego jak powietrze. A kiedy czuł za dużo, odurzał się czymkolwiek, żeby tylko zaznać tej nicości raz jeszcze. To był tragikomiczny krąg jego życia.
- Kurwa, ale ty jesteś żałosny. - Starał się nie zdradzić w widzeniu w nim własnego odbicia. - Nawet mi cię trochę szkoda. - Ale to po prostu nie było wystarczające. Bo Black zbudował w nim pewność potrzeby kopnięcia go w brzuch tak mocno, żeby idiota zapamiętał jego twarz jako twarz kogoś, komu się takich tekstów nie rzucało. Zrobił to więc, bez cienia wstydu, a potem szarpnął go za te kudły, nie pozwalając mu zwinąć się z bólu ogarniającego ciało. Zaciągnął go tak jak psa wgłąb ciemnej alejki, ściągając ich z oczu gapiów, ale ci i tak nie zareagowaliby na taką scenę, bo to był Nokturn, jego najgorsza część. W takich miejscach nikt ci nie pomoże jeżeli nie ma w tym interesu.
Przysunął go do ściany śmierdzącej uryną i wtedy Black mógł poczuć, że coś oplata jego szyję. Wyczarowane chuj wie kiedy kolczaste pnącze owinęło się wokół niej i przycisnęło do brudnych cegieł, jeżeli nie chciał stracić tchu.
- Opróżniaj kieszenie. Dzisiaj piję za twoje, w zamian za to, że jeszcze możesz oddychać.
- Kurwa, ale ty jesteś żałosny. - Starał się nie zdradzić w widzeniu w nim własnego odbicia. - Nawet mi cię trochę szkoda. - Ale to po prostu nie było wystarczające. Bo Black zbudował w nim pewność potrzeby kopnięcia go w brzuch tak mocno, żeby idiota zapamiętał jego twarz jako twarz kogoś, komu się takich tekstów nie rzucało. Zrobił to więc, bez cienia wstydu, a potem szarpnął go za te kudły, nie pozwalając mu zwinąć się z bólu ogarniającego ciało. Zaciągnął go tak jak psa wgłąb ciemnej alejki, ściągając ich z oczu gapiów, ale ci i tak nie zareagowaliby na taką scenę, bo to był Nokturn, jego najgorsza część. W takich miejscach nikt ci nie pomoże jeżeli nie ma w tym interesu.
Przysunął go do ściany śmierdzącej uryną i wtedy Black mógł poczuć, że coś oplata jego szyję. Wyczarowane chuj wie kiedy kolczaste pnącze owinęło się wokół niej i przycisnęło do brudnych cegieł, jeżeli nie chciał stracić tchu.
- Opróżniaj kieszenie. Dzisiaj piję za twoje, w zamian za to, że jeszcze możesz oddychać.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.