A może jednak powinna zastanowić się, dlaczego te noże zawsze trafiały dokładnie w to miejsce, w które chciał nimi rzucić, nawet kiedy koło było rozpędzone tak mocno, że nie podołałby temu zadaniu nikt inny? Nie nauczył się tego w cyrku, więc gdzie? Rzucał tymi nożami w szczury? Oh słodka naiwności, przecież prawda była jeszcze gorsza niż najdziwniejsze rzeczy przychodzące do głowy w takich sytuacjach. Był niesamowicie, do granic możliwości zły. I nie, nie powinno go to zdenerwować aż tak bardzo, ale kiedy twoim życiem kierowały burzliwe emocje, to te przychodzące nagle były najgorsze. Ten gniew wzburzył jego umysłem tak, jak porywisty wiatr wzburzał morze, łajba się już trzęsła, a on miał ochotę ją przewrócić, zniszczyć to wszystko, jeżeli tylko mogło dać mu to cień spokoju.
Nie zbliżył się do niej, nawet na nią nie patrzył - zapiął rozporek i zabrał się za zapinanie paska. Nie żartował chwilę wcześniej - zamierzał stąd wyjść i skonfrtontować się z Prewettem, choćby miał po to jechać do New Forest.
- Flynn nie - co? - Spojrzał na nią z ukosa. - Nie wolno mi bo co? Jak mam nie nazywać go dziwką, to niech nie ssie fiutów za pieniądze - odburknął, nie potrzebując nawet odrobiny energii na odrzucenie faktu, że w gruncie rzeczy wcale się od tego biednego Laurenta tak dużo nie różnił. Na tym etapie był nawet gorszy, bo Prewett budował sobie w lesie jakieś swoje małe imperium, a Edge wciąż po prostu oczekwiał, że będzie mógł żyć na utrzymaniu kogoś innego, o ile pomoże mu czymśtam, albo po prostu będzie dobrym towarzystwem. Wyrwał swój nadgarstek z jej dłoni, po czym szybkim krokiem ruszył w kierunku wyjścia.
- Chodzi o to, że twój nowy super kolega to zdradziecka szmata. Mam ci to przeliterować? S-z-m-a-t-a. I PRZESTAŃ MI MÓWIĆ JAKI MAM BYĆ.
Z taką myślą ją zostawił, trzaskając drzwiami wozu. Nie, nie miało to do końca sensu, bo to przecież nie był jej wóz i zaraz z niego wyjdzie, ale tak bardzo chciał trzasnąć tymi drzwiami... Na zewnątrz zaczął zakładać skarpetki i buty, porzucone wieczorem obok koła, bo były zbyt ubłocone żeby wejść w nich do środka.
Nie zbliżył się do niej, nawet na nią nie patrzył - zapiął rozporek i zabrał się za zapinanie paska. Nie żartował chwilę wcześniej - zamierzał stąd wyjść i skonfrtontować się z Prewettem, choćby miał po to jechać do New Forest.
- Flynn nie - co? - Spojrzał na nią z ukosa. - Nie wolno mi bo co? Jak mam nie nazywać go dziwką, to niech nie ssie fiutów za pieniądze - odburknął, nie potrzebując nawet odrobiny energii na odrzucenie faktu, że w gruncie rzeczy wcale się od tego biednego Laurenta tak dużo nie różnił. Na tym etapie był nawet gorszy, bo Prewett budował sobie w lesie jakieś swoje małe imperium, a Edge wciąż po prostu oczekwiał, że będzie mógł żyć na utrzymaniu kogoś innego, o ile pomoże mu czymśtam, albo po prostu będzie dobrym towarzystwem. Wyrwał swój nadgarstek z jej dłoni, po czym szybkim krokiem ruszył w kierunku wyjścia.
- Chodzi o to, że twój nowy super kolega to zdradziecka szmata. Mam ci to przeliterować? S-z-m-a-t-a. I PRZESTAŃ MI MÓWIĆ JAKI MAM BYĆ.
Z taką myślą ją zostawił, trzaskając drzwiami wozu. Nie, nie miało to do końca sensu, bo to przecież nie był jej wóz i zaraz z niego wyjdzie, ale tak bardzo chciał trzasnąć tymi drzwiami... Na zewnątrz zaczął zakładać skarpetki i buty, porzucone wieczorem obok koła, bo były zbyt ubłocone żeby wejść w nich do środka.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.