Ta scena wyglądała zbyt absurdalnie, widok Flynna – który jeszcze chwilę temu groził, że dorwie Laurenta – siłującego się z butem wydawał się jej cholernie śmieszny. Patrzyła na niego stojąc niedaleko i osłaniając go przed słońcem, widziała doskonale jego pot na czole i szyi, co jeszcze bardziej sprawiło, że nie chciała, aby poszedł na Laurenta w tym stanie. Był bezradny, zmęczony byciem wściekłym. Poczuła się przez niego urażona, ale nic nie mogła na to poradzić. On taki już był, a ona była po prostu głupiutka, tak miało zostać. Nie potrafiła czytać, nie znała historii czarodziejów i szybko zapominała takie rzeczy, bo tylko raz o nich usłyszała, ale nie znosiła, gdy ktoś wypominał jej, że nie nadąży za jakąś historią. Wolała po prostu, aby Flynn przestał się tak miotać, bo tu był bezpieczny. Jeśli jakiś Laurent zagrażał jego życiu w cyrku, to cały cyrk zagrozi Laurentowi. Gdy zaczął się drzeć niewzruszona przetarła sobie palcem pod okiem jakby ściągała jego ślinę z twarzy.
– Chcesz ciasto? – zapytała, gdy skończył swój wysryw na tlenionego blondyna. – Upiekłam wczoraj trzy – nie ruszyła się, nie drgnęła nawet o milimetr, gdy tak stanął nad nią. Flynn nie należał do osób ogromnych, ale nie był też niski, więc zdecydowanie górował nad nią. – Wiem też, gdzie mieszka. Byłam u niego – wyznała, ale nie wiedziała, czy dobrze zrobiła. Może to da mu do zrozumienia, że Laurent nie był już tym człowiekiem ssącym fiuty za pieniądze z jego przeszłości? Nie była pewna, czy dobrze myśli, ale chciała go odciągnąć od opuszczenia tego miejsca, nie chciała, aby ich znowu zostawiał. Czuła jak serce wali jej coraz szybciej i cholernie pragnęła, aby pojawił się tu Alex.