27.11.2023, 21:13 ✶
Wreszcie wolność. Poluzowali jej smycz, a może to ona tupnęła w końcu nóżką, mówiąc że jest dorosła? Kto to wie - ważne było, że mogła cieszyć się tym przepięknym dniem, spacerując brzegiem morza, jednocześnie słuchając szumu fal i krzyków mew. Spacerowała boso, ostrożnie stawiając stopy, a czasem unikając lodowatej wody, która mroziła rozpaloną od gorącego piasku skórę. Dawno nie miała okazji pobyć sama ze sobą, w jej życiu wiele się zmieniło od zeszłego roku - czy na dobre? Tego nie wiedziała na pewno, ale miała taką szczerą nadzieję.
Odskoczyła po raz kolejny, unikając spienionej fali, i zachichotała. W torebce spoczywała książka, zatytułowana Czarodziejka i morze. Była to jedna z tych niszowych pozycji, badziewnych romansów, które Olivia uwielbiała. Bo trzeba było wiedzieć, że Olivia była, przy całym swoim charakterze, niepoprawną romantyczką, która kochała banalne historie, pisane prostym językiem bez polotu, z urywaną i nielogiczną fabułą. Lubiła wyobrażać sobie wtedy alternatywne wydarzenia, wielowątkowe zakończenia - tak jak teraz.
Czarodziejka i morze była opowieścią o kobiecie tak pięknej, jak i okrutnej. Tak nieszczęśliwej, że wabiła swoje ofiary płci dowolnej do groty, skrytej pod magicznym zaklęciem tak, by nikt nie mógł jej zobaczyć. Wszyscy co do jednego umierali oprócz jednej osoby. Jej. Pięknej, blondwłosej, nieszczęśliwej tak samo jak rzekoma czarodziejka. Wszyscy prócz blondynki zginęli w spienionych falach, tylko jej jednej udało się przerwać klątwę i uwolnić ukochaną od złego uroku, a to miejsce - od klątwy.
Olivia była mile zaskoczona nieoczywistym zakończeniem, a jeszcze bardziej się zdziwiła, gdy okazało się, że miejscowość i grota, o której mowa w książce, istniały naprawdę. Korzystając ze swobody, którą chwilowo miała, postanowiła odwiedzić piaszczystą plażę i wdrapać się na skały, z których powinna zobaczyć grotę. Oj, nie zamierzała tam wchodzić, to było bardzo niebezpieczne, lecz tylko popatrzeć, musnąć tę tajemnicę palcami i popieścić krajobraz wzrokiem. Nic więcej!
Dopóki na skałach nie dostrzegła sylwetki. Dziwnie znajomej, bo przecież jeszcze wczoraj były w Dolinie Godryka, bawiąc się z psami w ogrodzie Longbottomów. Brennę rozpoznałaby chyba z zamkniętymi oczami, chociaż trzeba było przyznać, że jej obecność zaskoczyła Olivię tak bardzo, że niemal się potknęła.
- Brenna? - a może to był wytwór jej wyobraźni? Może to była mara, może naprawdę nad tym miejscem ciążyła klątwa? W końcu skądś te opowieści się brały. Olivia cofnęła się odruchowo, sięgając do torebki po różdżkę - nie wyciągała jej jednak, jeszcze nie teraz. Bo może to nie Brenna i nie zjawa, a ktoś łudzący do koleżanki podobny?
Odskoczyła po raz kolejny, unikając spienionej fali, i zachichotała. W torebce spoczywała książka, zatytułowana Czarodziejka i morze. Była to jedna z tych niszowych pozycji, badziewnych romansów, które Olivia uwielbiała. Bo trzeba było wiedzieć, że Olivia była, przy całym swoim charakterze, niepoprawną romantyczką, która kochała banalne historie, pisane prostym językiem bez polotu, z urywaną i nielogiczną fabułą. Lubiła wyobrażać sobie wtedy alternatywne wydarzenia, wielowątkowe zakończenia - tak jak teraz.
Czarodziejka i morze była opowieścią o kobiecie tak pięknej, jak i okrutnej. Tak nieszczęśliwej, że wabiła swoje ofiary płci dowolnej do groty, skrytej pod magicznym zaklęciem tak, by nikt nie mógł jej zobaczyć. Wszyscy co do jednego umierali oprócz jednej osoby. Jej. Pięknej, blondwłosej, nieszczęśliwej tak samo jak rzekoma czarodziejka. Wszyscy prócz blondynki zginęli w spienionych falach, tylko jej jednej udało się przerwać klątwę i uwolnić ukochaną od złego uroku, a to miejsce - od klątwy.
Olivia była mile zaskoczona nieoczywistym zakończeniem, a jeszcze bardziej się zdziwiła, gdy okazało się, że miejscowość i grota, o której mowa w książce, istniały naprawdę. Korzystając ze swobody, którą chwilowo miała, postanowiła odwiedzić piaszczystą plażę i wdrapać się na skały, z których powinna zobaczyć grotę. Oj, nie zamierzała tam wchodzić, to było bardzo niebezpieczne, lecz tylko popatrzeć, musnąć tę tajemnicę palcami i popieścić krajobraz wzrokiem. Nic więcej!
Dopóki na skałach nie dostrzegła sylwetki. Dziwnie znajomej, bo przecież jeszcze wczoraj były w Dolinie Godryka, bawiąc się z psami w ogrodzie Longbottomów. Brennę rozpoznałaby chyba z zamkniętymi oczami, chociaż trzeba było przyznać, że jej obecność zaskoczyła Olivię tak bardzo, że niemal się potknęła.
- Brenna? - a może to był wytwór jej wyobraźni? Może to była mara, może naprawdę nad tym miejscem ciążyła klątwa? W końcu skądś te opowieści się brały. Olivia cofnęła się odruchowo, sięgając do torebki po różdżkę - nie wyciągała jej jednak, jeszcze nie teraz. Bo może to nie Brenna i nie zjawa, a ktoś łudzący do koleżanki podobny?