27.11.2023, 23:02 ✶
Zaproponował gry słowne w dobrej wierze, ale nie wiedział w sumie dlaczego łudził się, że Elaine będzie chciała w nie grać. Naciskać na nią nie zamierzał, znał setki innych zabijaczy czasu, chociaż... Nie dało się ukryć, że jego ulubione faktycznie należały do kategorii gier słownych.
- Jak sobie chcesz - powiedział z taką udawaną drwiną, tak aby to było oczywiste, że się z nią bratersko drażni, a nie próbuje sprawić jej przykrość. Sam był uparty jak osioł jeżeli chodziło o naukę rzeczy mało interesujących, więc ostatni był do popędzania... Nawet jeżeli ta niechęć do poznania wszystkich liter wydawała mu się być w tych czasach nieco... Ekscentryczna? To nie było dobre słowo, ale nie znajdzie lepszego, póki nie chciał jej obrazić.
- Jakie to ma znaczenie, wygram z tobą we wszystko. - Alexandra nie oszczędził, bo duży chłopak z niego był.
Zjadł coś z tego talerza, nie całość, ale cokolwiek, żeby się od niego odczepili. I chociaż dotyk dłoni bawiącej się jego włosami należał do rzeczy przyjemnych, to sam narzucił temu koniec. Bez słowa przesunął resztę kolacji w kierunku brata, robiąc z niego śmietnik na niedojedzoną porcję, tak jak każda szanująca się kobieta, a następnie wstał - bo to był bardzo dobry sygnał tego, że nie będzie jadł już absolutnie nic. Nie zważał na ewentualne protesty, bo też swoje limity miał. Bez pytania o to odsunął zasłonę, za którą znajdowało się łóżko Elaine i postanowił na nim wyłożyć. Nie żartował mówiąc, że wybrał tę grę, bo można było grać w nią na leżąco. Dziesięć niezgiętych palców wyłożył na swoim gołym brzuchu i zaczął zastanawiać się nad tym co wie o ich dwójce, żeby ich zatopić zanim się dobrze wczują w zasady gry.
- Nigdy przenigdy nie dostałem listu z Hogwartu.
Na nigdy przenigdy Alexandra palca nie zgiął. No i zarechotał lekko, bo kto do diabła w tym pomieszczeniu miałby w restauracji pracować.
- Jak sobie chcesz - powiedział z taką udawaną drwiną, tak aby to było oczywiste, że się z nią bratersko drażni, a nie próbuje sprawić jej przykrość. Sam był uparty jak osioł jeżeli chodziło o naukę rzeczy mało interesujących, więc ostatni był do popędzania... Nawet jeżeli ta niechęć do poznania wszystkich liter wydawała mu się być w tych czasach nieco... Ekscentryczna? To nie było dobre słowo, ale nie znajdzie lepszego, póki nie chciał jej obrazić.
- Jakie to ma znaczenie, wygram z tobą we wszystko. - Alexandra nie oszczędził, bo duży chłopak z niego był.
Zjadł coś z tego talerza, nie całość, ale cokolwiek, żeby się od niego odczepili. I chociaż dotyk dłoni bawiącej się jego włosami należał do rzeczy przyjemnych, to sam narzucił temu koniec. Bez słowa przesunął resztę kolacji w kierunku brata, robiąc z niego śmietnik na niedojedzoną porcję, tak jak każda szanująca się kobieta, a następnie wstał - bo to był bardzo dobry sygnał tego, że nie będzie jadł już absolutnie nic. Nie zważał na ewentualne protesty, bo też swoje limity miał. Bez pytania o to odsunął zasłonę, za którą znajdowało się łóżko Elaine i postanowił na nim wyłożyć. Nie żartował mówiąc, że wybrał tę grę, bo można było grać w nią na leżąco. Dziesięć niezgiętych palców wyłożył na swoim gołym brzuchu i zaczął zastanawiać się nad tym co wie o ich dwójce, żeby ich zatopić zanim się dobrze wczują w zasady gry.
- Nigdy przenigdy nie dostałem listu z Hogwartu.
Na nigdy przenigdy Alexandra palca nie zgiął. No i zarechotał lekko, bo kto do diabła w tym pomieszczeniu miałby w restauracji pracować.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.