27.11.2023, 21:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.11.2023, 21:49 przez Brenna Longbottom.)
Brenna nie znała książki, którą w torebce niosła Olivia – i nawet nie dlatego, że romansami pogardzała (bo nie pogardzała, chociaż w jej sercu pewnie pierwsze miejsce z takich zajęłoby raczej absolutnie mugolska „Duma i uprzedzenie”), ot na nią nie natrafiła. I może dobrze, dla autorki znaczy się, bo już by szturmowała jej dom, zadając całe mnóstwo pytań, na przykład dlaczego będąc świadomą istnienia niebezpiecznej, niezabezpieczonej groty nie powiadomiła o tym od razu Ministerstwa, a zamiast tego napisała książkę, by kolejne osoby ucierpiały.
Drgnęła, gdy ktoś wypowiedział jej imię, dłoń odruchowo powędrowała do różdżki, poruszyła się, jakby gotowa zeskoczyć z głazu prosto w wodę, by wykorzystać go jako osłonę… ale zamarła zaraz w pół ruchu. Oczywiście, kto miałby ją tutaj atakować, skoro nikt nie wiedział – to znaczy nikt poza skrzatem i bratem, bo Brenna zgodnie z własnymi, wprowadzonymi jakiś czas temu w Warowni zasadami zawsze dawała znać, gdzie będzie i kiedy zapewne wróci – że tutaj będzie?
– Livy? Cholera, to chyba ostatnie miejsce, w którym spodziewałabym się na ciebie wpaść. Właściwie nie spodziewałabym się tutaj wpaść na kogokolwiek znajomego – oświadczyła i zeszła z głazu, chociaż nie gwałtownie, a ostrożnie, by się nie poślizgnąć i nie na tę przeciwną stroną, a na płyciznę, tam, gdzie chłodna, spieniona woda sięgała jej ledwo do łydek. Jeżeli była omamem, to zaskakująco realistycznym, w najdrobniejszym szczególnie, włącznie z wyrzucaniem z siebie słów szybko, i pewnymi ruchami, nawet kiedy złaziła z wilgotnej skały w morzu. – Czyżby też zainteresował cię tajemniczy przypadek fotografa, który doznał pomieszania zmysłów po odwiedzinach w okolicy? – zapytała, mierząc Quirke spojrzeniem. Nie węszyła tutaj podstępu, głównie dlatego, że miała wrażenie, że jeżeli ktoś chciałby ją podejść, oszukać lub jakaś magia groty, magicznych stworzeń czy czegokolwiek innego omamić, chyba nie wybrałyby do tego właśnie wizerunku Olivii. Chociaż owszem, jej pojawienie się Brennę zaskoczyło, a może i wzbudziło nawet odrobinę podejrzliwości. - Proszę, nie mów tylko, że zamierzałaś wchodzić tam sama?
Drgnęła, gdy ktoś wypowiedział jej imię, dłoń odruchowo powędrowała do różdżki, poruszyła się, jakby gotowa zeskoczyć z głazu prosto w wodę, by wykorzystać go jako osłonę… ale zamarła zaraz w pół ruchu. Oczywiście, kto miałby ją tutaj atakować, skoro nikt nie wiedział – to znaczy nikt poza skrzatem i bratem, bo Brenna zgodnie z własnymi, wprowadzonymi jakiś czas temu w Warowni zasadami zawsze dawała znać, gdzie będzie i kiedy zapewne wróci – że tutaj będzie?
– Livy? Cholera, to chyba ostatnie miejsce, w którym spodziewałabym się na ciebie wpaść. Właściwie nie spodziewałabym się tutaj wpaść na kogokolwiek znajomego – oświadczyła i zeszła z głazu, chociaż nie gwałtownie, a ostrożnie, by się nie poślizgnąć i nie na tę przeciwną stroną, a na płyciznę, tam, gdzie chłodna, spieniona woda sięgała jej ledwo do łydek. Jeżeli była omamem, to zaskakująco realistycznym, w najdrobniejszym szczególnie, włącznie z wyrzucaniem z siebie słów szybko, i pewnymi ruchami, nawet kiedy złaziła z wilgotnej skały w morzu. – Czyżby też zainteresował cię tajemniczy przypadek fotografa, który doznał pomieszania zmysłów po odwiedzinach w okolicy? – zapytała, mierząc Quirke spojrzeniem. Nie węszyła tutaj podstępu, głównie dlatego, że miała wrażenie, że jeżeli ktoś chciałby ją podejść, oszukać lub jakaś magia groty, magicznych stworzeń czy czegokolwiek innego omamić, chyba nie wybrałyby do tego właśnie wizerunku Olivii. Chociaż owszem, jej pojawienie się Brennę zaskoczyło, a może i wzbudziło nawet odrobinę podejrzliwości. - Proszę, nie mów tylko, że zamierzałaś wchodzić tam sama?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.