Cóż mieli lepszego do roboty niż zamartwianie się o swoich najbliższych. Zdaniem Józi był to ich obowiązek, kto o nich zadba jeśli nie oni? Nie przeszkadzało jej nawet to, że większość z dzieciaków była już dorosła i zapewne nie oczekiwała pomocy. Nawet drobne gesty były ważne i świadomość, że gdzieś tam jest ktoś, kto ich wspiera. Przynajmniej tak się wydawało Józefince. Wiedziała, że Otto ma podobne zdanie, co jedynie powodowało, że mieli większą siłę przebicia, we dwójkę mogli zdziałać cuda. Zresztą miała wrażenie, że już zdziałali, bo stworzyli taką wspaniałą rodzinę. Czuła, że z pomocą męża to mogliby i góry przenosić, a żadne nieszczęścia im nie groziły. Życzyła każdemu, żeby spotkał na swojej drodze kogoś takiego jak on. Pasowali do siebie, jak nikt inny, mieli szczęście, że trafili na siebie, gdy byli tacy młodzi. Dzięki temu mogli przeżyć wiele radosnych lat w swoim towarzystwie.
- Czas zdecydowanie zbyt szybko płynie, chociaż po nas zupełnie tego nie widać, szkoda, że te dzieci tak szybko rosną. - Musieli się z tym jednak pogodzić, bo co innego mogli zrobić? Nie będą w stanie zatrzymać wszystkich przy sobie, prędzej, czy później nadejdzie moment rozłąki. Miała jedynie nadzieję, że nie zapomną o nich i będą pojawiać się w domu chociaż od czasu do czasu.
- Masz rację, nie ma co narzekać. Jesteśmy zdrowi, w kwiecie wieku, nie mogło być lepiej. - Nie spodziewała się nawet, że tak im się pięknie to życie ułoży. Jak w bajce, tylko nie w takiej do końca standardowej, bo brakowało w niej księżniczki, ale nigdy nie chciała zostać jedną z nich. Zdecydowanie lepiej czuła się wśród roślin i zwierząt, to był jej żywioł.
- Jakoś sobie poradziłeś pod moją nieobecność, dobrze, że na mnie poczekałeś. - Powiedziała z uśmiechem upijając kolejny łyk kawy, którą dla niej przygotował. - Bez dzieci trochę tu cicho, nie powiem, że gdy wszystkie były w domu to mi czasem tej ciszy nie brakowało. Dopiero, kiedy znikają człowiek zauważa, że jednak nie do końca tego chciał. - Trochę tęskniła za czasem, kiedy było ich tu więcej. Mieli o kogo dbać, co chwilę ktoś potrzebował ich pomocy. Niby teraz mogli zająć się sobą, jednak to chyba nie do końca było to, co uszczęśliwiało Józkę.
- Ziółka tak, przeróżne, zapachy bogate, lato zawsze mi się z nimi kojarzy. Trzeba będzie zacząć je zbierać i suszyć, póki wszystko rośnie, na pewno się przyda naszym skarbeńkom do pracy, kto im nazbiera, jeśli nie my. - W myślach już planowała, gdzie będzie, które zioła suszyć, potrzebowała sporo miejsca, jeśli miała zebrać wszystko, co mogło okazać się przydatne. Szkoda by było nie wykorzystać w pełni wszystkich plonów.
- Świetny pomysł, byłbyś w stanie jej coś tam wystrugać faktycznie? Może z naszych zagajnikowych, magicznych drzew. Myślę, że byłyby trwalsze od tych zwyczajnych, na pewno znajdzie się jakieś, które nie jest do końca żywe, a szkoda by było, żeby takie dobre drewno się zmarnowało. - Dla Józki ważne było, żeby nie zmarnować żadnego z surowców, które mieli dostępne u siebie w gospodarstwie. Najlepiej, gdyby wykorzystali każdy, nawet najdrobniejszy szczegół.