28.11.2023, 01:16 ✶
- Bo nie jestem mugolakiem - zwrócił się do niej nieco ciszej, kiedy zaproponowała mu kawę. Nie chciał krzyczeć o tym na całą ulicę, aby się z tym obwieszczać z prostego powodu. Gdyby trafił na jakichś przeciwników Czarnego Pana czy po prostu uczulone osoby na wywyższanie się przez czarodziejów czystej krwi. Wolał darować sobie publicznych utarczek słownych, na pieści czy zaklęcia. Dlatego też wolał nie dywagować na pewne tematy na samym środku czy też na uboczu drogi.
Westchnął i przez chwilę kusiło, aby odwrócić się i uciec Olivii. Ale uznał, ze przecież nie jest aż takim burakiem i chamidlakiem. Prawda? No więc ruszył za Olivią do środka kawiarnii. Omiótł spojrzeniem wnętrze i przez chwilę zastanawiał się w jaki sposób to miejsce jest lepsze do rozmowy od ulicy, ale nie zamierzał się sprzeczać kolejny raz, żeby nie wzięła go za totalnego dziwaka i paranoika. Zamówił sobie kawę, zwykła, bez mleka czy cukru, zwykłą, czarną niczym przyszłość magicznej Wielkiej Brytanii jeśli nikt nie przeciwstawi się Voldemortowi.
- Czy nie za dużo myślisz o tym co może być, a za mało o tym co dzieje się obecnie? - zapytał ze szczerym zainteresowaniem. Poprawił się na krześle i upił łyk kawy, która mu już podano. Musiał się nad czymś zastanowić, a tak było najłatwiej uniknąć niezręcznej ciszy.
- Przecież magiczne społeczeństwo to nie stado baranów, które potulnie pójdzie na rzeź. Znajdą się i tacy, którzy nie będą chcieli za nim podążać ale aktywnie mu się przeciwstawić - prychnął pod nosem - Cóż nie znam szczegółów, ale chyba pozostaje nam wierzyć ,ze w ministerstwie nie siedzą same konowały i jednak nie jesteśmy zdanie na łaskę kogokolwiek, tylko władze wspomogą swoich obywateli przez autorytarnymi zakusami kogokolwiek. - cóż to była prawda. Sam miał zerowe pojęcie o tym co się kształtuje na wyspach. Czy ministerstwo jest zdolne walczyć w razie potrzeby? Czy faktycznie Czarny Pan będzie siał terror i wytoczy staremu porządkowi otwartą wojnę?
[b]- Umiesz się bronic w razie czego?[/b[ - zapytał najnaturalniej w świecie podnosząc po raz kolejny kubek z kawą do swoich ust.
Westchnął i przez chwilę kusiło, aby odwrócić się i uciec Olivii. Ale uznał, ze przecież nie jest aż takim burakiem i chamidlakiem. Prawda? No więc ruszył za Olivią do środka kawiarnii. Omiótł spojrzeniem wnętrze i przez chwilę zastanawiał się w jaki sposób to miejsce jest lepsze do rozmowy od ulicy, ale nie zamierzał się sprzeczać kolejny raz, żeby nie wzięła go za totalnego dziwaka i paranoika. Zamówił sobie kawę, zwykła, bez mleka czy cukru, zwykłą, czarną niczym przyszłość magicznej Wielkiej Brytanii jeśli nikt nie przeciwstawi się Voldemortowi.
- Czy nie za dużo myślisz o tym co może być, a za mało o tym co dzieje się obecnie? - zapytał ze szczerym zainteresowaniem. Poprawił się na krześle i upił łyk kawy, która mu już podano. Musiał się nad czymś zastanowić, a tak było najłatwiej uniknąć niezręcznej ciszy.
- Przecież magiczne społeczeństwo to nie stado baranów, które potulnie pójdzie na rzeź. Znajdą się i tacy, którzy nie będą chcieli za nim podążać ale aktywnie mu się przeciwstawić - prychnął pod nosem - Cóż nie znam szczegółów, ale chyba pozostaje nam wierzyć ,ze w ministerstwie nie siedzą same konowały i jednak nie jesteśmy zdanie na łaskę kogokolwiek, tylko władze wspomogą swoich obywateli przez autorytarnymi zakusami kogokolwiek. - cóż to była prawda. Sam miał zerowe pojęcie o tym co się kształtuje na wyspach. Czy ministerstwo jest zdolne walczyć w razie potrzeby? Czy faktycznie Czarny Pan będzie siał terror i wytoczy staremu porządkowi otwartą wojnę?
[b]- Umiesz się bronic w razie czego?[/b[ - zapytał najnaturalniej w świecie podnosząc po raz kolejny kubek z kawą do swoich ust.