Bardzo możliwe, że ta nieświadomie zapewne rzucona klątwa, działała. Sama w sobie wmówiona. Nie trzeba w nią wierzyć, ale można odnieść wrażenie na takiej zasadzie, że słowa mają moc. Z tym bardzo wiele osób mogło się zgodzić.
Jeżeli zaś chodzi o wnętrze mieszkania Nicholasa, być może nie miał gustu, aby je jakoś urządzić? Nie miał głowy do tego, że było pusto i ponuro, bądź jak zauważył Laurent, wyglądało na miejsce idealne na zbrodnię? Kto wie, czy w domem Nicholasa było podobnie.
Tamto spotkanie zakorzeniło w ich obu coś, co sprawiało że pewne cechy ich osobowości, przechodziły na drugi plan. Coś zamieniało się miejscami. Nicholas być może postanowił próbować kogoś wpuścić do swojego wnętrza, ale bardzo ostrożnie. Tak, aby jego lodowy mur, nie został całkowicie rozbity. Stopiony. Ma pozostać na swoim miejscu. Ta gra musiała toczyć się bardzo ostrożnie.
- Średnio, ale ze względu na pozycję w rodzinie, to jakieś podstawowe sprawy w tej dziedzinie znać muszę. Wódka z sokiem? Najprostsze.Gdy ma się kogoś ugościć z męskiego grona, często poleca się za napój alkohol. Jakaś chora tradycja w tych wszystkich rodzinach wysoko postawionych. No ale cóż. Z tradycją rodzinną idzie się do przodu. Zapodał także przykład, jaki mu do głowy w chwili przyszedł. Nie miał mu za złe, że pytanie Laurent zadał z ciekawości. Miał do tego prawo. Nicholas nie pokazał po sobie, jakby to pytanie w jakimś stopniu miało go urazić? Zostać odebrane złośliwie? Żadnej reakcji nie było. Żadnej wymalowanej emocji. Potraktował to jako zwyczajne pytanie do ich dzisiejszej rozmowy gościnnej.
Miło, że Laurent pochwalił jego mieszkanie, za miejsce gościnne. Ale po chwili Nicholas uniósł brew ku górze, kiedy do jego uszu doszły słowa o porównaniu tego mieszkania jako idealne miejsce zbrodni. Dało mu to sygnał, żeby coś z tym trochę zrobić. Nie może to takiego wrażenia przynosić. Skoro on sam faktycznie jest mordercą.
Nicholas westchnął.
Odrzekł neutralnie. Dając tym samym możliwość wyprodukowania się Laurentowi na temat jego wnętrza.
- Tylko… Bez tęczy.
Zastrzegł. Bo jeśli zacznie mu niczym Lukrecja słodzić, to zapomni o jakichkolwiek zmianach w tym miejscu. Nie zamknął się co prawda na sugestie, to tutaj zmienić, aby zmniejszyć wrażenie zabijania kogoś i szybkiego sprzątnięcia bałaganu.
I tutaj przy następnym temacie pojawiła się niespodzianka. Laurent przeprosił za ostatnie w kawiarni. Tego się Yaxley po nim nie spodziewał. Jeden zero? Bowiem Nicholas nie przepraszał, chyba nigdy. Musiałby sięgnąć głęboko pamięcią, czy ktoś z jego ust takie słowo kiedykolwiek usłyszał.
Nicholas zmarszczył brwi, kiedy usłyszał kolejne słowa, dotyczące zmiany zamieszkania przez Prewetta.
Zapytał, gdyż z tego co wiedział ze zbadanych informacji o selkie, chyba nie preferowały takich miejsc zamieszkania w aglomeracji miejskiej. Czy może Laurent chciał spróbować czegoś nowego? Sprawdzić, siebie?
Zadając pytanie w sprawie tego wywiadu, Nicholas zarejestrował, że Laurenta ten temat widocznie już męczy. Zgadnijmy, że był już najprawdopodobniej wypytywany przez rodzinę i swoich znajomych. Co więcej, nie były to widocznie jego słowa a dziennikarz, zadający pytania, zredagował jego odpowiedzi.
- Udzielanie wywiadu musi być poważną udręką. Nie wiesz na jakiego dziennikarza trafisz.Stwierdził, analizując to po jego słowach. Ale zastanawianie się, czy chciałby widzieć, jak Śmierciożercy atakują rezydencję Prewettów. Wizja w oczach Yaxleya byłaby wspaniała. Dom płonie, a on porywa sobie takiego Laurenta do siebie. Tak daleko się jednak nie posunie. On nie z takich. Marzenia jednak nikt nie zabrania posiadać. A oklumencja wspaniale chroniła umysł.
- O sprostowanie wywiadu też pisałeś?
Zapytał. Jakby z zainteresowania, jak do się w ciągu paru dni zmieniało. Nicholas odłożył gazetę na bok i nałożył sobie trochę sałatki na talerz.