28.11.2023, 09:36 ✶
- Wiedziała pani. Nie przypominam sobie, abyśmy przechodzili na ty - przypomniała mu Florence, wciąż z tą samą, chłodną uprzejmością, chociaż nie podszytą już całym mnóstwem podejrzliwości. Nie zakłopotała się pytaniem, podniesionym głosem i nagłą zmianą tonu, bo i nie spotykała się z tym po raz pierwszy. W jej rodzinie Trzecie Oko płynęło we krwi, rozmowy podczas spotkań rodzinnych mogły wprawić w konsternację każdą osobę postronną, a jej już zdarzało się odruchowo zachować w ten sposób przy kimś obcym.
- Mieszkam tutaj. Wspomniał pan o mieszkaniu, nie pokoju. Pojedyncze pokoje zazwyczaj wynajmuje się w okolicy w Dziurawym Kotle, mieszkania na wynajem oferuje tu obecnie panna Flanely w kamienicy numer siedem - wyjaśniła, trochę kłamiąc, trochę nie: bo przecież faktycznie tu mieszkała i wiedziała, że panna Flanely szukała lokatora na miejsce czarodziejki, która niedawno się wyprowadziła, a właścicielka jednej z innych kamienic w pobliżu z mieszkaniami na wynajem, czyli Eden Lestrange, raczej nikomu nie wręczałaby kluczy osobiście o tej porze. A raczej nie komuś, kto wyglądał jak Ollie Baxter. Ale to, że wiedziała, dokąd szedł, nie miało niczego wspólnego z umiejętnością dedukacji.
Tyle że ludziom zwykle łatwiej było przełknąć prawdopodobne kłamstwo niż mało prawdopodobną prawdę.
- Uważa pan może, że zbierałam informacje na jego temat? - zapytała, ni na jotę nie zmieniając tonu. - Obawiam się, że nie mam pojęcia, kim pan jest i nie widzę powodów, aby poświęcać na to mój czas. Zważywszy na to, że to pan szedł za mną, nie odwrotnie, byłoby to co najmniej nielogiczne.
- Mieszkam tutaj. Wspomniał pan o mieszkaniu, nie pokoju. Pojedyncze pokoje zazwyczaj wynajmuje się w okolicy w Dziurawym Kotle, mieszkania na wynajem oferuje tu obecnie panna Flanely w kamienicy numer siedem - wyjaśniła, trochę kłamiąc, trochę nie: bo przecież faktycznie tu mieszkała i wiedziała, że panna Flanely szukała lokatora na miejsce czarodziejki, która niedawno się wyprowadziła, a właścicielka jednej z innych kamienic w pobliżu z mieszkaniami na wynajem, czyli Eden Lestrange, raczej nikomu nie wręczałaby kluczy osobiście o tej porze. A raczej nie komuś, kto wyglądał jak Ollie Baxter. Ale to, że wiedziała, dokąd szedł, nie miało niczego wspólnego z umiejętnością dedukacji.
Tyle że ludziom zwykle łatwiej było przełknąć prawdopodobne kłamstwo niż mało prawdopodobną prawdę.
- Uważa pan może, że zbierałam informacje na jego temat? - zapytała, ni na jotę nie zmieniając tonu. - Obawiam się, że nie mam pojęcia, kim pan jest i nie widzę powodów, aby poświęcać na to mój czas. Zważywszy na to, że to pan szedł za mną, nie odwrotnie, byłoby to co najmniej nielogiczne.