Gdy zobaczyła jak na chwilę przestał, jak na chwilę się zatrzymał czuła już ciepło nadziei, że udało jej się odwrócić uwagę od tej złości na swoją przeszłość, od chaosu w głowie, nawet udało jej się lekko uśmiechnąć, ale potem znowu wrócił poprzedni szał. Elaine stała nie wzruszona, czuła obawę, ale nie przed tym, że Flynn ją uderzył. Była pewna, że tego nie zrobi, że nie posunie się, aż tak daleko, aby ją uderzyć. Wtedy na pewno niczego by mu nie wybaczyła, wtedy na pewno już by się do niego nie odezwała i jebać to, że mordował, nie wybaczyłaby mu tego, że odważył się ją skrzywdzić. Ignorowałaby jego istnienie w tym miejscu, przestałaby zwracać na niego uwagę, ale była pewna, że tego nie zrobi, że nie zniszczy tego zaufania jakie wypracowali jako rodzina. Chciała mu zaproponować, aby po prostu poszedł z nią w jakieś ciche miejsce, aby posiedział, ale nie robił głupot, bo wtedy ta jego przeszłość na pewno go zmiażdży, że nie ma rzeczy, których nie rozwiążą, ale musiał dać sobie pomóc. Niestety – wtedy usłyszała głos Laurenta, spojrzała na niego z lekką obawą w oczach, czy on naprawdę oszalał?
– Laurent – powiedziała cicho i skinęła głową, że wszystko było w porządku. Jak miało być? Tu był jej dom, jej rodzina, nikt jej tu nie skrzywdzi. Nawet wzburzony jak burzowe chmury na niebie Flynn, nie miał prawa jej skrzywdzić, ale wtedy Flynn rzucił się w stronę Prewetta, a Elaine nie zdążyła zareagować. – Flynn! – krzyknęła i ruszyła za nim, ale nie wiedziała, co mogła zrobić, była zbyt słaba w takich sytuacjach, nie miałaby siły, aby go powstrzymać. Skrzywiła się, gdy uderzył Laurenta i lekko się cofnęła. Wzdrygnęła się i podeszła w końcu bliżej mając nadzieję, że Pewett mu nie odda, ze odpuści jakąkolwiek bójkę, że pójdą na to JEBANE CIASTO I WSZYSTKO BĘDZIE ODPOWIEDNIO NA SWOIM MIEJSCU.