Chwila ciszy i zaraz znowu ojciec zaczął wrzeszczeć, by odczarowano jego córkę. Fernah miała niesamowitą chęć potraktować go zaklęciem petryfikującym, ale powstrzymywała ją od tego przede wszystkim obecność Florence.
– Oczywiście, co do mnie, to nic wielkiego się nie stało, zajmijmy się najpierw pacjentami. – odparła i spojrzała w kierunku latającego dziecka.
Mirabel zawisła nad ich głowami, trzepocząc skrzydłami. Widać było, że ma coraz większą wprawę w lataniu, co Paprotka skwitowała zdawkowym uśmiechem.
– Na pewno powinni się dwa razy zastanowić, nim się na nie zdecydują. – westchnęła i pociągnęła fruwającą dziewczynkę niczym balonik na tasiemce.
Ta chwilę się boczyła, ale Fernah zdobyła się na ton, którym zwykle zwracała się do młodszej siostry i powiedziała do niej:
– Mirabel, co powiesz na to, żeby twoi bracia pierwsi zostali odczarowani? Chociaż dzielni pacjenci dostają niespodziankę, a ty przecież na pewno jesteś dzielniejsza niż oni. Jak teraz pójdziemy razem, to zdradzę ci, co takiego jest tą niespodzianką, co ty na to?
Oczy czterolatki rozszerzyły się jak spodki i zabłysły ciekawsko. Strzepnęła skrzydłami i kiwnęła głową, na znak, że się zgadza.
Rozmowa Florence z bratem pacjentki nie uszła uwadze Ferny, chociaż skupiła się głównie na jej końcówce. Stażystka pomyślała, że uzdrowicielka musi znać tę rodzinę, skoro wiedziała o babci i tym, czego chłopczyk się obawiał. Z drugiej jednak strony nie dokończył swojego pytania, a panna Bulstrode już znała odpowiedź.
Z rozmyślań wyrwał ją pan Friskey, który dołączył do nich z ciągniętym za sobą drugim dzieckiem. Podobnie jak tata był cały czerwony, ale to pewnie od płaczu, bo całą twarz miał we łzach, a z nosa spływały mu smarki.
– Wrócimy do domu, to popamiętacie, smarkacze! Obaj dostaniecie szlaban na najbliższy rok! Zero fasolek, żadnych kart, a o Łapaczu znicza, to już w ogóle możecie zapomnieć!
Na wzmiankę o popularnej grze dla dzieci, która była planszową imitacją Quidditcha, chłopiec trzymany za rękę cicho załkał. Fernie zrobiło się go szkoda, więc spróbowała załagodzić sytuację.
– Panie Friskey myślę, że nie ma sensu teraz mówić o karach, na które na pewno zasłużyli. Skupmy się na odczynieniu zaklęcia, dobrze?
– Skupmy się?! – pan Friskey nabrał powietrza i znowu zaczerwieniał. – Pani niech się skupi na odczarowaniu moich dzieci. Co to ma w ogóle być? Obie panie rzucałyście tymi zaklęciami na prawo i lewo, i żadna z was nie mogła trafić! Co z was za uzdrowicielki w ogóle?!
Fernah zaczerpnęła powietrza w płuca, by odeprzeć zarzuty, ale się zawahała. Zerknęła na Florence, nie będąc pewną, co powinna dokładniej powiedzieć.