28.11.2023, 16:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.11.2023, 16:47 przez Brenna Longbottom.)
- Przez "tam" mam na myśli tę półkę przy wejściu, Livia - powiedziała Brenna łagodnie, uśmiechając się do niej z poziomu piasku, na którym przysiadła, by zawiązać trampki. - Chcę sprawdzić, czy wejście faktycznie się tam znajduje. Jeżeli są tam jakieś pieczęcie, to ani myślę ich dotykać: nie umiem takich ani stawiać, ani zdejmować. Wtedy wezwę ekipę. Ale nie mogę wezwać tutaj kilku specjalistów, kiedy może się okazać, że to tylko jakiś cień, prawda?
Już, już otwierała usta, by zapewnić Quirke, że to wcale nie jest niebezpieczne, że przecież nie zamierza niczego dotykać, kiedy ta oświadczyła, że idzie z nią i...
- To niebezpieczne! - zaprotestowała gwałtownie. Bywała hipokrytką pod tym względem, chociaż tylko odrobinę: w końcu sama była Detektyw Brygady. Wchodzenie do niebezpiecznych miejsc stanowiło część jej pracy, a ojciec wychował ją na żołnierza, bo sam wchodził w dorosłość w czasach wojny - i chyba zawsze spodziewał się, że ta prędzej czy później powróci. Mogła ciągnąć w takie lokacje bez wahania, choć z odrobiną wyrzutów sumienia, wychowywaną podobnie Mavelle, Vincenta, który gonił za zagrożeniem czy Patricka, kryjącego się wśród cieni. Ale nie chciała ryzykować życiem Olivii. Tak jak nie chciałaby zabierać tam kogoś, kto po prostu szkolił się w dowolnym innym kierunku niż Brygada, aurorzy czy kondycja fizyczna.
- Wspinanie się tam bez przygotowania, mam na myśli - uzupełniła jeszcze zaraz, by przypadkiem Quirke nie uznała, że Brenna jednak pali się do pakowania do groty i badania jej tajemnic. Jakaś część Longbottom owszem, była bardzo zaintrygowana tym, co mogłaby tam znaleźć, ale jednak nie weszłaby tam świadomie bez powodu.
- To przypomina historię, jaką opowiadał mi miejscowy - dodała cicho, kiedy ta opisała zawartość książki. - Być może autorka ją usłyszała i rozwinęła... Ale mogę ci obiecać, że nie planuję tam wchodzić. I wolałabym, żebyś jednak została na dole...
Nie mogła jej związać i kazać siedzieć na tyłku, ale naprawdę czułaby się lepiej, gdyby ta jednak nie wchodziła na górę.
- Jeżeli koniecznie chcesz iść, bardzo proszę, trzymaj się za mną - poprosiła, ruszając w stronę klifu. A potem rozejrzała się, upewniając, że są tutaj same i, po chwili wahania, uniosła różdżkę. Gdyby była tutaj sama, pewnie po prostu zaczęłaby wchodzić na górę, ale w tej chwili w miejscach, gdzie ciężej byłoby wejść na górę, pojawiły... kamienne stopnie. Miały zniknąć za parę chwil, ale ułatwiały dostanie się na górę.
A potem... po prostu ruszyła ku półce skalnej przy wejściu do jaskini.
Już, już otwierała usta, by zapewnić Quirke, że to wcale nie jest niebezpieczne, że przecież nie zamierza niczego dotykać, kiedy ta oświadczyła, że idzie z nią i...
- To niebezpieczne! - zaprotestowała gwałtownie. Bywała hipokrytką pod tym względem, chociaż tylko odrobinę: w końcu sama była Detektyw Brygady. Wchodzenie do niebezpiecznych miejsc stanowiło część jej pracy, a ojciec wychował ją na żołnierza, bo sam wchodził w dorosłość w czasach wojny - i chyba zawsze spodziewał się, że ta prędzej czy później powróci. Mogła ciągnąć w takie lokacje bez wahania, choć z odrobiną wyrzutów sumienia, wychowywaną podobnie Mavelle, Vincenta, który gonił za zagrożeniem czy Patricka, kryjącego się wśród cieni. Ale nie chciała ryzykować życiem Olivii. Tak jak nie chciałaby zabierać tam kogoś, kto po prostu szkolił się w dowolnym innym kierunku niż Brygada, aurorzy czy kondycja fizyczna.
- Wspinanie się tam bez przygotowania, mam na myśli - uzupełniła jeszcze zaraz, by przypadkiem Quirke nie uznała, że Brenna jednak pali się do pakowania do groty i badania jej tajemnic. Jakaś część Longbottom owszem, była bardzo zaintrygowana tym, co mogłaby tam znaleźć, ale jednak nie weszłaby tam świadomie bez powodu.
- To przypomina historię, jaką opowiadał mi miejscowy - dodała cicho, kiedy ta opisała zawartość książki. - Być może autorka ją usłyszała i rozwinęła... Ale mogę ci obiecać, że nie planuję tam wchodzić. I wolałabym, żebyś jednak została na dole...
Nie mogła jej związać i kazać siedzieć na tyłku, ale naprawdę czułaby się lepiej, gdyby ta jednak nie wchodziła na górę.
- Jeżeli koniecznie chcesz iść, bardzo proszę, trzymaj się za mną - poprosiła, ruszając w stronę klifu. A potem rozejrzała się, upewniając, że są tutaj same i, po chwili wahania, uniosła różdżkę. Gdyby była tutaj sama, pewnie po prostu zaczęłaby wchodzić na górę, ale w tej chwili w miejscach, gdzie ciężej byłoby wejść na górę, pojawiły... kamienne stopnie. Miały zniknąć za parę chwil, ale ułatwiały dostanie się na górę.
A potem... po prostu ruszyła ku półce skalnej przy wejściu do jaskini.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.