– Życzy sobie pani…? – głos kelnera sprawił, że oderwała wzrok od tabunu ludzi i licytowanych przedmiotów.
Podziękowała za oferowany kieliszek szampana, ale nawet się z niego nie napiła. Bardziej potraktowała go, jako coś, czym mogła zająć ręce, by nie stać, niczym słup soli.
Wróciła spojrzeniem do zebranych gości i pierwszym kogo zauważyła, był Cameron Lupin z Heather Wood. Heather znała z Hogwartu, była od niej o rok młodsza, ale wspólnie grały w Quidditcha. Camerona znała zdecydowanie lepiej, bo nie dość, że poznali się w Hogwarcie, to byli również stażystami na tym samym oddziale w św. Mungu.
Kogo tam mamy jeszcze, spytała samą siebie i powędrowała wzrokiem dalej. Z początku przebiegła po Florence wzrokiem, ale nie rozpoznała jej. Dopiero trzech gości dalej, wróciła spojrzeniem i zdała sobie sprawę, czemu tak się stało. Florence Bulstrode miała rozpuszczone włosy! Nieco zdziwiona otaksowała ją ciekawsko i pomyślała, że zdecydowanie lepiej wygląda, kiedy kasztanowa kaskada włosów, spływa frywolnie po jej ramionach.
Adelard Longbottom również gdzieś jej tam mignął, chyba nawet z narzeczoną lub żoną, nigdy nie pamiętała. Dalej musiała przeskakiwać spojrzeniem od jednej osoby do drugiej przez dłuższą chwilę, nim rozpoznała Cedrica w towarzystwie dwóch kobiet. Jedna z nich była chyba jego siostrą, a druga… Menodora! Nie widziały się szmat czasu i nawet chciała jej zamachać, ale niefortunnie stała, bo nieco za nią, więc raczej by nie zauważyła swojej starej przyjaciółki. Trudno, może innym razem.
Na sam koniec, jakby los chciał jej zaserwować nieco gorzką wisienkę na torcie, zauważyła Ashling Greyback. Stała podobnie jak ona, pod ścianą i raczej bez towarzystwa. Fernah westchnęła, mimowolnie przygryzając pobliźnione wargi, bo wspomnienia momentalnie ją zalały. Ashling nie raz przepraszała za to, co się wydarzyło, a Paprotka nie raz zapewniała, że nic się nie stało i że każdy uzdrowiciel prędzej czy później oberwie od swojego pacjenta. Niestety w głębi serca czuła żal ni to do panny Greyback, ni to do kogokolwiek innego. Może nawet bardziej obwiniała siebie, że nie była dość ostrożna?
Dywagowała w myślach dłuższą chwilę, wpatrując się w jasnowłosą kobietę. Ta musiała chyba wyczuć, że ktoś jej się przygląda lub po prostu chciała się rozejrzeć, bo ich spojrzenia się spotkały. Panna Slughorn natychmiast się uśmiechnęła i uniosła kieliszek, kiwając głową na powitanie. Jednak nie poczyniła żadnego dalszego kroku, nie wiedząc, czy Ashling w ogóle życzy sobie towarzystwa.