Ta, oaza, pomyślał ze śmiechem Erik, jednak nie kontynuował wątku. Akurat tego dnia Nora przypominała bardziej bazar przepełniony ludźmi, którzy przekrzykują się co chwilę, a każda chwila spokoju jest momentalnie burzona przez dyskutujących między sobą klientów i sprzedawców. Teraz jednak ruch nieco zelżał, co sprawiło, że temperament nieco zelżał. I oby już tak zostało.
— Nigdzie się nie wybieram. — Chwycił ją za rękę, gładząc lekko kciukiem jej nadgarstek. — A nawet gdybym planował, to raczej nie byłoby mi dane. — Spróbował mrugnąć do Nory, jednak zamiast tego po prostu zamknął oczy. — Ciężko by było zostać na dłużej w zaświatach. Jeszcze zanim znaleźliby dla mnie jakąś puchatą chmurkę, Brenna wyprawiłaby na wojnę całą armię kuzynek i przyjaciół. Byłabyś jej prawą ręką.
Po tym, jak już i tak napędził jej stracha, nie chciał, aby zadręczała się na zapas. Ostatnie tygodnie aż nazbyt dobrze uświadomiły im, że przyszłość nie malowała się w zbyt jaskrawych barwach. Tu i ówdzie pojawiały się szarobure plamy i z czasem będzie ich tylko coraz więcej. Ciemność nie mogła jednak istnieć bez światła. Zawsze potrzebna była przeciwwaga. Jest to jakieś pocieszenie, pomyślał przelotnie, uśmiechając się do przyjaciółki.
Niebo mogłoby im spaść na głowę, a Erik i tak trwałby w przekonaniu, że niektórych ludzi po prostu nie dałoby się strącić z szachownicy. Nie tak ostatecznie. I nie myślał tutaj wcale o Albusie, Harper Moody czy Patricku. To byli doświadczeni ludzie, jednak w szeregach Zakonu Feniksa były też po prostu dobrotliwe dusze. Takie jak właśnie Nora Figg, czy chociażby Giovanni. Chociaż nawet jego rozjuszyło Beltane.
— Tak długo, jak ty tu będziesz, tak długo będę trwał u twego boku — stwierdził przyciszonym głosem, ciesząc się, że nerwowa atmosfera już powoli ich opuszczała. —I... Pomyślimy o tym, żeby coś zrobić z tym rytuałem. To nie może trwać wiecznie. Nie powinnaś mieć w głowie radaru, który przyprawia cię o ciarki za każdym razem, gdy dostaje wezwanie w pracy.
Czy to był koniec ich spotkania? Oczywiście, że nie! Gdy już udało im się w pełni pogodzić – przy jednym ze słynnych wypieków blondynki – Erik nakreślił na karcie pergaminu kilka słów do Brenny i Aveline. Zasługiwały na to, aby dowiedzieć się, że u Nory wszystko było w porządku. I że Longbottom przeżył spotkanie z nią. Tak, to też było szalenie ważne. I takim oto sposobem, niedługo później przez małe okienko na tyłach kawiarni wyleciała sowa, pozostawiając Erika i Norę samym sobie.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞