29.11.2023, 00:56 ✶
Bellamy oczywiście nie był w stanie wyłapać chwilowego rozdrażnienia u Victorii, który został wywołany przez jego słowa. Niestety, ciemnowłosy nie zawsze wiedział, co wypada powiedzieć i często mówił coś, zanim przyszło mu do głowy, że być może powinien ugryźć się w język. No ale z drugiej strony, któż mógłby przypuszczać, że jego słowa wywołają właśnie taki efekt. Bellamy jednak niezbyt interesował się ludźmi, z którymi nie miał do czynienia na co dzień. Lubił stać gdzieś na uboczu i zajmować się roślinami, z którymi miał zdecydowanie lepszy kontakt niż z ludźmi. Czasami niektórzy mówili mu, że naprawdę musiał żyć pod kamieniem, bo wiele spraw z życia publicznego go omijało.
– Masz rację, być może jednak nie znam was aż tak wielu – wzruszył lekko ramionami, odkładając kieliszek na blat. Wokół zaczynało się robić już wyjątkowo tłoczno, a on nie ufał sobie w takich sytuacjach. Zbyt duża ilość ludzi go przytłaczała i stresowała na tyle mocno, że czasami zaczynały mu się trząść ręce. Zdecydowanie nie pasował do tego środowiska. Na szczęście z całej tej niezręczności wyrwało go pojawienie się brata Philipa. Logana nie znał zbyt dobrze, jednak kilka rzeczy wiedział o nim głównie od jego brata. Nigdy nie interesował się quidditchem, więc nie mógł nazwać się fanem któregokolwiek z braci. Był jednak za to wdzięczny, bo domyślał się, że gdyby interesował się tym sportem chociaż trochę, to jego relacja z Philipem byłaby całkiem inna. Uśmiechnął się do Logana, gdy ten do nich dołączył.
– Nie musisz mnie przekonywać, z całą pewnością kiedyś się tam wybiorę – odpowiedział Laurentowi, a jego uśmiech nieco się powiększył. Wizja zwiedzania Tajlandii sprawiła mu prawdziwą przyjemność. Nie pamiętał zresztą, kiedy ostatni raz wybierał się gdzieś poza Europę. Na starym kontynencie zwiedził już chyba wszystkie miejsca, które naprawdę go interesowały. Na tropikalnej sawannie jeszcze nie miał okazji postawić swojej stopy i chociaż czytał o typowej dla tego rodzaju klimatu roślinności, to nie mogło się to równać z zobaczeniem jej na własne oczy.
– Le Grand Balai zapowiada się w tym roku dość interesująco, podobno postanowili nieco urozmaicić tegoroczną trasę wyścigu – powiedział. No tak, jako Francuz doskonale znał te konkretne wyścigi na miotłach. Park Landów Gaskońskich zmieniał się wówczas w prawdziwą stolicę sportu. – Cały park stanowi jedną wielką trasę wyścigową – wtrącił. Nie to, że chciał koniecznie sprzedać pomysł na zorganizowanie wyścigu we Francji, niemniej jednak… cóż, chociaż Londyn traktował jako swój dom, to Francję ciągle miał we krwi. Nie mówiąc już o tym, że po co ktoś miałby męczyć się ze znajdowaniem odpowiednich miejsc do organizacji wyścigów, skoro takie już istniało i zapewne nie byłoby większych problemów z załatwianiem wszelkich formalności.
– Masz rację, być może jednak nie znam was aż tak wielu – wzruszył lekko ramionami, odkładając kieliszek na blat. Wokół zaczynało się robić już wyjątkowo tłoczno, a on nie ufał sobie w takich sytuacjach. Zbyt duża ilość ludzi go przytłaczała i stresowała na tyle mocno, że czasami zaczynały mu się trząść ręce. Zdecydowanie nie pasował do tego środowiska. Na szczęście z całej tej niezręczności wyrwało go pojawienie się brata Philipa. Logana nie znał zbyt dobrze, jednak kilka rzeczy wiedział o nim głównie od jego brata. Nigdy nie interesował się quidditchem, więc nie mógł nazwać się fanem któregokolwiek z braci. Był jednak za to wdzięczny, bo domyślał się, że gdyby interesował się tym sportem chociaż trochę, to jego relacja z Philipem byłaby całkiem inna. Uśmiechnął się do Logana, gdy ten do nich dołączył.
– Nie musisz mnie przekonywać, z całą pewnością kiedyś się tam wybiorę – odpowiedział Laurentowi, a jego uśmiech nieco się powiększył. Wizja zwiedzania Tajlandii sprawiła mu prawdziwą przyjemność. Nie pamiętał zresztą, kiedy ostatni raz wybierał się gdzieś poza Europę. Na starym kontynencie zwiedził już chyba wszystkie miejsca, które naprawdę go interesowały. Na tropikalnej sawannie jeszcze nie miał okazji postawić swojej stopy i chociaż czytał o typowej dla tego rodzaju klimatu roślinności, to nie mogło się to równać z zobaczeniem jej na własne oczy.
– Le Grand Balai zapowiada się w tym roku dość interesująco, podobno postanowili nieco urozmaicić tegoroczną trasę wyścigu – powiedział. No tak, jako Francuz doskonale znał te konkretne wyścigi na miotłach. Park Landów Gaskońskich zmieniał się wówczas w prawdziwą stolicę sportu. – Cały park stanowi jedną wielką trasę wyścigową – wtrącił. Nie to, że chciał koniecznie sprzedać pomysł na zorganizowanie wyścigu we Francji, niemniej jednak… cóż, chociaż Londyn traktował jako swój dom, to Francję ciągle miał we krwi. Nie mówiąc już o tym, że po co ktoś miałby męczyć się ze znajdowaniem odpowiednich miejsc do organizacji wyścigów, skoro takie już istniało i zapewne nie byłoby większych problemów z załatwianiem wszelkich formalności.