29.11.2023, 05:51 ✶
Prychnął w odpowiedzi na słowa Stanleya, bo co też więcej miał mu powiedzieć? Nic nie było w stanie zrekompensować braków w jego edukacji, ale nawet jeśli Atreus się tak nad tą jego głupotą tak trząsł, to nigdy mu tak naprawdę to nie przeszkadzało. W tym przecież leżał cały Stanleyowy urok i Bulstrode był w stanie to doceniać, ale może nie zawsze otwarcie. Victoria jednak zdawała się doszczętnie w tej sytuacji pokonana i to nie tylko przez Borgina, ale też i Sauriela, który dodawał do tego wszystkiego swoje trzy grosze. Wyraźnie nie była odporna, ale jeszcze trochę i pewnie zaprawi się w boju i przyzwyczai.
Z zapałem wziął się za pakowanie kolejnych ogórków do słoików, których wypełniona armia powoli zapełniała zajmowany przez nich stół. Akurat, żeby wszystko było gotowe, kiedy Victoria wróciła z kuchni z lewitującymi wokół niej gorącymi garnkami. Potem, jak już skończyła rozlewać zalewę, pomógł je pozakręcać.
Cały ten dzień był pełen dziwów, a największymi z nich były te momenty, kiedy myślał że poziom ich rozmowy nie zejdzie niżej, ale potem któryś z nich rzucał coś, co definitywnie pokonywało zawieszoną poprzeczkę i opuszczało ją jeszcze niżej. Spojrzał na Sauriela, przez moment zwyczajnie się gapiąc to na niego, to na te jego krzesełka, kolejny już raz zastanawiając się czy co właściwie powinien zrobić, ostatecznie jednak spoglądając na Lestrange jakby przepraszająco, bo chyba ona tutaj dostawała najbardziej po głowie.
- Absolutnie nie, zwyczajnie życzę mu jak najlepiej w życiu - uśmiechnął się lekko. - I sobie też. A jego obecność w Ministerstwie jest mi absolutnie niezbędna - wyjaśnił, samemu na moment udając się do kuchni, by powrócić z niej z własnym nożem, tylko po to by następnie przysunąć sobie krzesło nieopodal Sauriela i przysiąść się, a następnie łapiąc się za jednego z większych ogórów. Mistrzem rzemieślnictwa nigdy nie był, a przynajmniej się o coś takiego nie posądzał, ale może skoro mu wyszedł wianek na sabacie, to do rzeźbieniu w ogórach będzie już blisko. Tak więc sam zabrał się do roboty, naśladując ruchy Rokkwooda w próbie wystrugania ślimaka.
Z zapałem wziął się za pakowanie kolejnych ogórków do słoików, których wypełniona armia powoli zapełniała zajmowany przez nich stół. Akurat, żeby wszystko było gotowe, kiedy Victoria wróciła z kuchni z lewitującymi wokół niej gorącymi garnkami. Potem, jak już skończyła rozlewać zalewę, pomógł je pozakręcać.
Cały ten dzień był pełen dziwów, a największymi z nich były te momenty, kiedy myślał że poziom ich rozmowy nie zejdzie niżej, ale potem któryś z nich rzucał coś, co definitywnie pokonywało zawieszoną poprzeczkę i opuszczało ją jeszcze niżej. Spojrzał na Sauriela, przez moment zwyczajnie się gapiąc to na niego, to na te jego krzesełka, kolejny już raz zastanawiając się czy co właściwie powinien zrobić, ostatecznie jednak spoglądając na Lestrange jakby przepraszająco, bo chyba ona tutaj dostawała najbardziej po głowie.
- Absolutnie nie, zwyczajnie życzę mu jak najlepiej w życiu - uśmiechnął się lekko. - I sobie też. A jego obecność w Ministerstwie jest mi absolutnie niezbędna - wyjaśnił, samemu na moment udając się do kuchni, by powrócić z niej z własnym nożem, tylko po to by następnie przysunąć sobie krzesło nieopodal Sauriela i przysiąść się, a następnie łapiąc się za jednego z większych ogórów. Mistrzem rzemieślnictwa nigdy nie był, a przynajmniej się o coś takiego nie posądzał, ale może skoro mu wyszedł wianek na sabacie, to do rzeźbieniu w ogórach będzie już blisko. Tak więc sam zabrał się do roboty, naśladując ruchy Rokkwooda w próbie wystrugania ślimaka.