29.11.2023, 09:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.11.2023, 09:57 przez Brenna Longbottom.)
Rzut, co się stanie na górze
Brenna uśmiechnęła się lekko do Olivii. Bywała czasem hipokrytką: złościłaby się na kogoś, kto bagatelizował własne obrażenia, a robiłaby to sama. Kryła niektóre rzeczy przed światem, a jednocześnie nie chciałaby, aby kryli takie sprawy jej bliscy. W tym wypadku jednak chodziło o coś innego.
- Czy gdybyś miała w kociołku potencjalnie wybuchowy eliksir, pozwoliłabyś mi w nim mieszać? - spytała. - To moja praca - dodała, wskazując na skały. Owszem, jej pracą były też raporty, czasem patrole, ale również wchodzenie do niebezpiecznych miejsc i sprawdzanie, jak bardzo są niebezpieczne.
*
Gdy Olivia przyznała, że nie zamierzała wchodzić na górę, Brennie trochę ręce opadły i przeklęła samą siebie. Zwykle tak silnych zaklęć z kształtowania nie używała publicznie - ćwiczyła je tylko w ruinach - ale tu źle zrozumiała koleżankę i będąc pewną, że ta będzie chciała wpakować się na górę, chciała zapewnić jej bezpieczeństwo.
Tymczasem tylko ją zachęciła.
Brawo, Brenna, pogratulowała sama sobie z rezygnacją. Jesteś z siebie dumna?
Najchętniej walnęłaby sobie pięścią w twarz, tak dla otrzeźwienia.
- Naprawdę lepiej byłoby, gdybyś została - powiedziała z trochę nieszczęśliwą miną, ale przecież nie mogła jej stąd zepchnąć, prawda?
Zaczęła wspinać się pierwsza - bo mimo tego, że stworzyła kilka stopni, dostanie się na górę nie było wcale banalnie proste, a schody wyczarowała tylko w dwóch miejscach, gdzie trzeba byłoby się wspinać, zamiast przejść po skalnych półkach. Poruszanie się w takich warunkach wciąż wymagało ostrożni, bo jeden nieostrożny krok mógł sprawić, że poleci się w dół, może z odległości nie morderczej, ale nieomal gwarantującej połamanie. Gdy dotarła na półkę, przyklękła, z różdżką w ręku - gotowa w razie czego rzucać czary, by Olivia nie spadła. Quirke jednak dotarła dość szybko do Brenny - i do tajemniczego "cienia".
- Grota mrocznej czarodziejki. Wiem już, co chciałam - westchnęła Brenna. Nie poruszała się, nie rzucała zaklęć, nie próbowała dotykać skały. Nie planowała bardziej ryzykować. Bo obie mogły zobaczyć, że faktycznie wydrążono w nich runy i że...
...tuż obok nich znajdowała się granica, wzdłuż której ustawiono pieczęcie.
- Cholera - zaklęła nagle Longbottom. Nie mogła być pewna, nie znała się na tym, ale jeden ze znaków wyglądał na uszkodzony, w dodatku momentami iskrzył się na błękitno. Uniosła dłoń, popychając lekko Olivię z powrotem ku stopniom, nim te rozpłyną się w niebycie, wraz z końcem zaklęcia. - Livia, schodź, szybko. Chyba ten fotograf niechcący uszkodził którąś pieczęć, a ja nie mam pojęcia, jakie to może dać efekty.
To dlatego uderzyło go zaklęcie. Nie widząc ich, oparł się o barierę, oberwał i... przy okazji ją uszkodził. Skutki zaś...
...skutki zaś obie kobiety odczuły na własnej skórze.
Nie musiały nic zrobić: zrobiono to już za nie. Tym razem wystarczyło się tylko zbliżyć. Błękitny błysk przebiegł nagle od uszkodzonej pieczęci ku kolejnym. I krąg, który zapewne miał pierwotnie bronić przystępu do tego miejsca, zadziałał dokładnie odwrotnie.
Jakaś siła porwała je obie, i w jednej chwili klęczały na skalnej półce, jakieś cztery czy pięć metrów nad ziemią. W kolejnej - coś pochwyciło je i pociągnęło ze sobą.
W ciemność.
Brenna uśmiechnęła się lekko do Olivii. Bywała czasem hipokrytką: złościłaby się na kogoś, kto bagatelizował własne obrażenia, a robiłaby to sama. Kryła niektóre rzeczy przed światem, a jednocześnie nie chciałaby, aby kryli takie sprawy jej bliscy. W tym wypadku jednak chodziło o coś innego.
- Czy gdybyś miała w kociołku potencjalnie wybuchowy eliksir, pozwoliłabyś mi w nim mieszać? - spytała. - To moja praca - dodała, wskazując na skały. Owszem, jej pracą były też raporty, czasem patrole, ale również wchodzenie do niebezpiecznych miejsc i sprawdzanie, jak bardzo są niebezpieczne.
*
Gdy Olivia przyznała, że nie zamierzała wchodzić na górę, Brennie trochę ręce opadły i przeklęła samą siebie. Zwykle tak silnych zaklęć z kształtowania nie używała publicznie - ćwiczyła je tylko w ruinach - ale tu źle zrozumiała koleżankę i będąc pewną, że ta będzie chciała wpakować się na górę, chciała zapewnić jej bezpieczeństwo.
Tymczasem tylko ją zachęciła.
Brawo, Brenna, pogratulowała sama sobie z rezygnacją. Jesteś z siebie dumna?
Najchętniej walnęłaby sobie pięścią w twarz, tak dla otrzeźwienia.
- Naprawdę lepiej byłoby, gdybyś została - powiedziała z trochę nieszczęśliwą miną, ale przecież nie mogła jej stąd zepchnąć, prawda?
Zaczęła wspinać się pierwsza - bo mimo tego, że stworzyła kilka stopni, dostanie się na górę nie było wcale banalnie proste, a schody wyczarowała tylko w dwóch miejscach, gdzie trzeba byłoby się wspinać, zamiast przejść po skalnych półkach. Poruszanie się w takich warunkach wciąż wymagało ostrożni, bo jeden nieostrożny krok mógł sprawić, że poleci się w dół, może z odległości nie morderczej, ale nieomal gwarantującej połamanie. Gdy dotarła na półkę, przyklękła, z różdżką w ręku - gotowa w razie czego rzucać czary, by Olivia nie spadła. Quirke jednak dotarła dość szybko do Brenny - i do tajemniczego "cienia".
- Grota mrocznej czarodziejki. Wiem już, co chciałam - westchnęła Brenna. Nie poruszała się, nie rzucała zaklęć, nie próbowała dotykać skały. Nie planowała bardziej ryzykować. Bo obie mogły zobaczyć, że faktycznie wydrążono w nich runy i że...
...tuż obok nich znajdowała się granica, wzdłuż której ustawiono pieczęcie.
- Cholera - zaklęła nagle Longbottom. Nie mogła być pewna, nie znała się na tym, ale jeden ze znaków wyglądał na uszkodzony, w dodatku momentami iskrzył się na błękitno. Uniosła dłoń, popychając lekko Olivię z powrotem ku stopniom, nim te rozpłyną się w niebycie, wraz z końcem zaklęcia. - Livia, schodź, szybko. Chyba ten fotograf niechcący uszkodził którąś pieczęć, a ja nie mam pojęcia, jakie to może dać efekty.
To dlatego uderzyło go zaklęcie. Nie widząc ich, oparł się o barierę, oberwał i... przy okazji ją uszkodził. Skutki zaś...
...skutki zaś obie kobiety odczuły na własnej skórze.
Nie musiały nic zrobić: zrobiono to już za nie. Tym razem wystarczyło się tylko zbliżyć. Błękitny błysk przebiegł nagle od uszkodzonej pieczęci ku kolejnym. I krąg, który zapewne miał pierwotnie bronić przystępu do tego miejsca, zadziałał dokładnie odwrotnie.
Jakaś siła porwała je obie, i w jednej chwili klęczały na skalnej półce, jakieś cztery czy pięć metrów nad ziemią. W kolejnej - coś pochwyciło je i pociągnęło ze sobą.
W ciemność.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.