29.11.2023, 10:51 ✶
- Nie, ale wiedziałabym, że zaraz chwycisz łyżkę i sama to zrobisz, gdy nie będę patrzeć - puknęła się w skroń z uśmiechem. - Wiem. Ale jesteś dla mnie bliską koleżanką i jeżeli mam szansę wyczarować poduszkę pod twoim tyłkiem, gdy będziesz upadać, to to zrobię.
Ucięła temat, bo w zasadzie nie było potrzeby mówić dalej. Ona pójdzie i tyle. I nie będzie pakować się w kłopoty, bo przecież to nie było tak, że chciała dokładać Brennie więcej pracy.
Olivia starała się trzymać z tyłu, żeby nie przeszkadzać Brennie. Co prawda zerkała na te tajemnicze znaki, bo i owszem: okazało się, że to były znaki. No więc sprawa wyjaśniona, tu faktycznie w grę wchodziła magia, mroczna i niebezpieczna. Lepiej było się taktycznie oddalić. Gdy Bren ją lekko pchnęła, Quirke pokiwała ochoczo głową, dostrzegając skrzącą się runę. Ale gdy wyciągnęła stopę, zachwiała się.
- Zrobisz jeszcze raz tę sztuczkę ze schodami? - zapytała, łapiąc się skały, żeby nie zlecieć. Stopnie zniknęły, a ona nie zamierzała skakać po skałach, nie była kozicą. - Trzeba to zgł...
Nie dokończyła. Nagle poczuła, że powietrze wokół niej gęstnieje, że coś faluje wokół jej ciała, jak niewidzialna dłoń, łapie za całe jej ciało i ciągnie w nieznane. Nie zdążyła nawet krzyknąć ani pomyśleć, żeby się ruszyć - nagle znalazła się nie wiadomo gdzie, w całkowitej ciemności. Żołądek wykręcił jej fikołka, a żółć podeszła do gardła. Quirke opanowała odruch wymiotny, kuląc się na zimnym podłożu. Nic nie widziała.
- Kurwa... Bren? BRENNA! - nie widziała jej obok siebie. W pierwszym odruchu chciała sięgnąć po różdżkę, ale nagle pomyślała, że to może być cholernie niebezpieczne. - Mam zapalniczkę, nie używaj różdżki.
Miała wrażenie, że znalazły się w potrzasku, a użycie magii może spowodować lawinę zdarzeń, które nie skończą się dla nich dobrze. Doskonale wiedziała, że istniały zaklęcia albo uniemożliwiające czarowanie w określonym obszarze, albo powodowały uruchomienie alarmu czy innych sygnałów, które mogłyby poinformować właścicielkę groty (czy ona miała prawo jeszcze żyć?) o tym, że tu są. Drżącą ręką sięgnęła do torby i wygrzebała paczkę papierosów, w której ukryła mugolską zapalniczkę. Odpaliła ją za trzecim razem.
Ucięła temat, bo w zasadzie nie było potrzeby mówić dalej. Ona pójdzie i tyle. I nie będzie pakować się w kłopoty, bo przecież to nie było tak, że chciała dokładać Brennie więcej pracy.
Olivia starała się trzymać z tyłu, żeby nie przeszkadzać Brennie. Co prawda zerkała na te tajemnicze znaki, bo i owszem: okazało się, że to były znaki. No więc sprawa wyjaśniona, tu faktycznie w grę wchodziła magia, mroczna i niebezpieczna. Lepiej było się taktycznie oddalić. Gdy Bren ją lekko pchnęła, Quirke pokiwała ochoczo głową, dostrzegając skrzącą się runę. Ale gdy wyciągnęła stopę, zachwiała się.
- Zrobisz jeszcze raz tę sztuczkę ze schodami? - zapytała, łapiąc się skały, żeby nie zlecieć. Stopnie zniknęły, a ona nie zamierzała skakać po skałach, nie była kozicą. - Trzeba to zgł...
Nie dokończyła. Nagle poczuła, że powietrze wokół niej gęstnieje, że coś faluje wokół jej ciała, jak niewidzialna dłoń, łapie za całe jej ciało i ciągnie w nieznane. Nie zdążyła nawet krzyknąć ani pomyśleć, żeby się ruszyć - nagle znalazła się nie wiadomo gdzie, w całkowitej ciemności. Żołądek wykręcił jej fikołka, a żółć podeszła do gardła. Quirke opanowała odruch wymiotny, kuląc się na zimnym podłożu. Nic nie widziała.
- Kurwa... Bren? BRENNA! - nie widziała jej obok siebie. W pierwszym odruchu chciała sięgnąć po różdżkę, ale nagle pomyślała, że to może być cholernie niebezpieczne. - Mam zapalniczkę, nie używaj różdżki.
Miała wrażenie, że znalazły się w potrzasku, a użycie magii może spowodować lawinę zdarzeń, które nie skończą się dla nich dobrze. Doskonale wiedziała, że istniały zaklęcia albo uniemożliwiające czarowanie w określonym obszarze, albo powodowały uruchomienie alarmu czy innych sygnałów, które mogłyby poinformować właścicielkę groty (czy ona miała prawo jeszcze żyć?) o tym, że tu są. Drżącą ręką sięgnęła do torby i wygrzebała paczkę papierosów, w której ukryła mugolską zapalniczkę. Odpaliła ją za trzecim razem.