29.11.2023, 15:00 ✶
Ta pewność Brenny dodała Olivii odwagi. Przecież pracowała w Brygadzie Uderzeniowej, była szkolona do wychodzenia z beznadziejnych sytuacji. Uśmiechnęła się więc szeroko i postanowiła dodatkowo oznaczać miejsca, w których były. Brenna po prostu rysowała nożem po ścianie, a ona odrywała kawałek książki, z pierwszej strony, i rzucała za siebie. Nie miała przy sobie chleba żeby zrobić to samo z okruszkami, więc książka musiała wystarczyć, bo papierosów za sobą nie zamierzała zostawić. Strasznie jej się chciało palić, ale domyślała się że to nie był najlepszy pomysł w jaskini, dlatego się powstrzymała.
Gdy Brenna się odezwała, Olivia uniosła wzrok. Rozejrzała się, lecz ona nic nie czuła. Nie słyszała głosów, nie miała omamów. Zmarszczyła brwi.
- Skąd wiesz? - może i było to głupie pytanie, ale nie chciała z góry zakładać, że Brenna słyszy głosy. Ale chyba słyszała, bo mówiła do siebie. Co prawda nie jak wariatka, ale odpowiadała komuś i to na pewno nie jej. - Ja nic nie słyszę i nie czuję.
Na chwilę przystanęła i chwyciła Brennę za ramiona. Potrząsnęła nią odrobinę, jakby chciała przywrócić jej trzeźwość umysłu. Bo jeśli Brenna oszaleje, to ona nie będzie w stanie jej ocalić, choćby bardzo chciała. Nie była w stanie nikogo ocalić, nawet siebie.
- Bren, skup się. Widzisz coś? Słyszysz? Czujesz? Powiedz, zatrzymamy się na chwilę i jakoś damy radę. Wiesz jak się wyczarowuje patronusa, prawda? Pomyśl o najszczęśliwszym wspomnieniu, które masz - nie chciała, by Longbottom nagle zaczęła czarować, ale nie tylko w magii szczęśliwe wspomnienia miały ogromną moc. Były ważne też dla psychiki i to właśnie one stanowiły kotwicę między rozpaczą a rzeczywistością. - Sama to powiedziałaś: wyjdziemy. Przyszłyśmy stamtąd, teraz mamy skręcić w lewo. Weź głęboki oddech.
Brenna sobie radziła, ale jakimś cudem Olivii udało się to lepiej. Może miała mniej obaw w sobie? Chociaż wątpiła, by tak było. Może to coś jeszcze? Miała wrażenie, że to niedawne wydarzenia sprzed kilku miesięcy sprawiły, że była otoczona jakby złotą tarczą, która nie dopuszczała posępnych podszeptów do jej umysłu.
rzut na rozproszenie
Gdy Brenna się odezwała, Olivia uniosła wzrok. Rozejrzała się, lecz ona nic nie czuła. Nie słyszała głosów, nie miała omamów. Zmarszczyła brwi.
- Skąd wiesz? - może i było to głupie pytanie, ale nie chciała z góry zakładać, że Brenna słyszy głosy. Ale chyba słyszała, bo mówiła do siebie. Co prawda nie jak wariatka, ale odpowiadała komuś i to na pewno nie jej. - Ja nic nie słyszę i nie czuję.
Na chwilę przystanęła i chwyciła Brennę za ramiona. Potrząsnęła nią odrobinę, jakby chciała przywrócić jej trzeźwość umysłu. Bo jeśli Brenna oszaleje, to ona nie będzie w stanie jej ocalić, choćby bardzo chciała. Nie była w stanie nikogo ocalić, nawet siebie.
- Bren, skup się. Widzisz coś? Słyszysz? Czujesz? Powiedz, zatrzymamy się na chwilę i jakoś damy radę. Wiesz jak się wyczarowuje patronusa, prawda? Pomyśl o najszczęśliwszym wspomnieniu, które masz - nie chciała, by Longbottom nagle zaczęła czarować, ale nie tylko w magii szczęśliwe wspomnienia miały ogromną moc. Były ważne też dla psychiki i to właśnie one stanowiły kotwicę między rozpaczą a rzeczywistością. - Sama to powiedziałaś: wyjdziemy. Przyszłyśmy stamtąd, teraz mamy skręcić w lewo. Weź głęboki oddech.
Brenna sobie radziła, ale jakimś cudem Olivii udało się to lepiej. Może miała mniej obaw w sobie? Chociaż wątpiła, by tak było. Może to coś jeszcze? Miała wrażenie, że to niedawne wydarzenia sprzed kilku miesięcy sprawiły, że była otoczona jakby złotą tarczą, która nie dopuszczała posępnych podszeptów do jej umysłu.
rzut na rozproszenie