29.11.2023, 20:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.11.2023, 20:23 przez Mavelle Bones.)
- ... dlaczego mam wrażenie, że teraz to mnie wręcz prowokujesz do spróbowania? - spytała lekko, choć w rzeczywistosci to w środku się wręcz wzdrygnęła. Nie, żeby się bała gryzoni czy uciekała przed nimi z piskiem, ale mimo wszystko, nie widziała siebie jako szczurowej smakoszki. Nawet jeśli smakują jak kurczak. Już lepiej wziąć normalnego kurczaka, i mięsa więcej i jakoś tak... Generalnie, nic, tylko się cieszyć, ze sytuacja życiowa nie zmuszała do sięgania po taką zwierzynę, żeby przetrwać; bo wtedy, zapewne, by nie wybrzydzała.
Póki co - mogła.
- Ale tak, zapewne tak by to wyglądało. Dopaść, złamać kark, a potem... potem to pewnie by się mógł z tego niezły kopczyk zrobić - westchnęła cicho. A z tym to już ciut większy problem, bo nie przekonywała jej wizja wywalenia trucheł tak po prostu do śmietnika; czyli pewnie kombinowałaby ze zdobyciem odpowiednio dużego pudełka, żeby móc je przenieść i zakopaniem gdzieś hen, daleko. Raczej w lesie niż na terenie posiadłości; jeszcze by sfora wygrzebała, a jakoś nie chciała się przekonywać, czy szczurzyna jednak by im nie zaszkodziła.
Przyglądała się uważnie Brennie. Chwila zwykłego zamyślenia? W zasadzie, chyba nie miała powodów sądzić inaczej? Zwłaszcza że w limbo nie wylądowała, nie miała cudzych wspomnień, także jeśli chodziło o Longbottom, wszystko było raczej w normie. W brennowej normie. A i może to była jakaś właściwość okien, że stając przy nich i wyglądając na zewnątrz, dość łatwo szło popaść w zadumę? W końcu nie można powiedzieć, że sama nie dała się w taki sposób złapać, co najmniej z parę razy... co najmniej...
Skinęła lekko głową, przyjmując to wyjaśnienie. Nie drążyła - to jednak była sprawa kuzynki, co jej się przypomniało; jeśli by chciała, to z pewnością sama by się tym podzieliła, stąd też wsadzanie nosa w nie swoje sprawy nie wydawało się być wskazane. Zresztą, przeważnie i tak nie było, niezależnie od osoby.
- Odmalowanie odmalowaniem, ale będzie... pusto - przekrzywiła ciut głowę, namyślając się. Puste, gołe ściany - Bones bardziej się to kojarzyło z czymś okołoszpitalnym niż bezpiecznym azylem - Jeśli byś chciała... mogłabym coś narysować. Wtedy tylko oprawić i powiesić. Albo... uśmiechnęłabym się do Patricka, może by się zgodził. Znacznie lepiej radzi sobie z pędzlami niż ja i... co byś powiedziała, na obraz na ścianie? Nie na płótnie, papierze, czymkolwiek, co dałoby się oprawić. Bezpośrednio na ścianie. Tylko to trzeba by dobrze przemyśleć, żeby się nie okazało, że jednak trzeba dokładnie w tym miejscu postawić wielką szafę i już tak z pół ściany zasłonięte - zaznaczyła na wszelki wypadek, choć to akurat wydawało się być oczywistością - Pomyśl tylko, jakby dał tak Lothlorien na którąś ze ścian? Albo nawet cały pokój taki? - zaproponowała, oczami wyobraźni już chyba widząc całość. Tylko, żeby dał się Patrick namówić...