17.11.2022, 12:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2022, 12:32 przez Florence Bulstrode.)
- Powiedziałabyś to samo pacjentowi? – spytała krótko Florence na słowa Fernah o tym, że nie stało się jej „nic wielkiego”. Ten dziób wyglądał na bardzo ostry, a chociaż uzdrowicielka nie miała teraz możliwości dokładnie obejrzeć ran panny Slughorn, to krew była już ciężka do przegapienia. Nawet jeżeli dało się je załatwić za pomocą prostego Episkey albo kropli eliksiru, musiały w tej chwili boleć jak jasny szlag.
Wiedziała, że stażystka nie jest głupia i rozmowa z dzieckiem może wydać się jej dziwna. Ale też nie przejmowała się tym przesadnie, bo chociaż o jasnowidzeniu wiedzieli głównie bracia (którzy w dzieciństwie stawali się jego ofiarami bardzo regularnie), to i nie planowała strzec tego sekretu niby domu pod Fidelusem. Dla niej była to umiejętność przydatna w szpitalu i kropka. A zasadniczo wszystkie swoje umiejętności oceniała głównie w tej kategorii.
Jeżeli coś nie mogło się przydać w Mungu, było bezużyteczne.
Z pewną ulgą odnotowała, że Fernah zdołała przekonać dziewczynkę, aby przestała próbować odlecieć i machać skrzydłami. Sama w sali usadowiła chłopca na łóżku i odciągnęła jego rękaw, ukazując masę różnokorolowych piór. Może nawet by go odczarowała, gdyby nie ojciec dzieci.
Jego krzyki wywołały ból głowy jeszcze na moment przed tym, jak się zaczęły, najpierw odbijając się echem w jej głowie. Milczała przez moment, powtarzając sobie w duchu… że tylko spokój może je uratować. Wyrzucenie pana Friskeya przez okno nie pomoże.
- Z pewnością zaklęcie mojej stażystki byłoby dużo bardziej celne, gdyby pańska córka nie próbowała wydziobać jej oczu – odparła z żelaznym spokojem. – Nawiasem mówiąc, gdzie jest pańska różdżka, panie Friskey? Nie zdaje sobie pan sprawy z tego, że dawanie jej do zabawy dzieciom jest z a k a z a n e? Rozumiem, że powinniśmy powiadomić BUM? I nie. Naprawdę, proszę darować sobie grożenie mi swoją matką, mam trzydzieści dwa lata, to mogłoby zadziałać, gdybym miała dwanaście.
Mężczyzna nie próbował pochwycić córeczki za pomocą żadnych zaklęć. A chociaż objawienie mocy dziecięcej bywało bardzo spektakularne, to do aż takich efektów zdaniem Florence przydałaby się różdżka. A domniemanie wysoka pozycja pani Friskey naprawdę zupełnie, ale to zupełnie jej nie interesowała…
- Fernah, znajdziesz w szafce eliksir na skutki potransmutacyjne? – poprosiła, sama najpierw próbując pozbyć się piór za pomocą rozproszenia magii.
Aż sama się zdziwiła efektem, bo pióra znikły natychmiast, wszystkie, mimo tego, że musiały pokryć sporą część ciała chłopca. A była pewna, że część z nich przyjdzie im wyrywać...
Wiedziała, że stażystka nie jest głupia i rozmowa z dzieckiem może wydać się jej dziwna. Ale też nie przejmowała się tym przesadnie, bo chociaż o jasnowidzeniu wiedzieli głównie bracia (którzy w dzieciństwie stawali się jego ofiarami bardzo regularnie), to i nie planowała strzec tego sekretu niby domu pod Fidelusem. Dla niej była to umiejętność przydatna w szpitalu i kropka. A zasadniczo wszystkie swoje umiejętności oceniała głównie w tej kategorii.
Jeżeli coś nie mogło się przydać w Mungu, było bezużyteczne.
Z pewną ulgą odnotowała, że Fernah zdołała przekonać dziewczynkę, aby przestała próbować odlecieć i machać skrzydłami. Sama w sali usadowiła chłopca na łóżku i odciągnęła jego rękaw, ukazując masę różnokorolowych piór. Może nawet by go odczarowała, gdyby nie ojciec dzieci.
Jego krzyki wywołały ból głowy jeszcze na moment przed tym, jak się zaczęły, najpierw odbijając się echem w jej głowie. Milczała przez moment, powtarzając sobie w duchu… że tylko spokój może je uratować. Wyrzucenie pana Friskeya przez okno nie pomoże.
- Z pewnością zaklęcie mojej stażystki byłoby dużo bardziej celne, gdyby pańska córka nie próbowała wydziobać jej oczu – odparła z żelaznym spokojem. – Nawiasem mówiąc, gdzie jest pańska różdżka, panie Friskey? Nie zdaje sobie pan sprawy z tego, że dawanie jej do zabawy dzieciom jest z a k a z a n e? Rozumiem, że powinniśmy powiadomić BUM? I nie. Naprawdę, proszę darować sobie grożenie mi swoją matką, mam trzydzieści dwa lata, to mogłoby zadziałać, gdybym miała dwanaście.
Mężczyzna nie próbował pochwycić córeczki za pomocą żadnych zaklęć. A chociaż objawienie mocy dziecięcej bywało bardzo spektakularne, to do aż takich efektów zdaniem Florence przydałaby się różdżka. A domniemanie wysoka pozycja pani Friskey naprawdę zupełnie, ale to zupełnie jej nie interesowała…
- Fernah, znajdziesz w szafce eliksir na skutki potransmutacyjne? – poprosiła, sama najpierw próbując pozbyć się piór za pomocą rozproszenia magii.
Aż sama się zdziwiła efektem, bo pióra znikły natychmiast, wszystkie, mimo tego, że musiały pokryć sporą część ciała chłopca. A była pewna, że część z nich przyjdzie im wyrywać...
Rzut PO 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Krytyczny sukces!